Taką sobie uciąłem pogawędkę z przyjacielem. Przyjaciel jest profesorem wyższej uczelni, wykładowcą (cóż, przyjaciół się nie wybiera).
- Wiesz - powiedział przyjaciel - od pewnego czasu obserwuję interesujące zjawisko dotyczące studiujących pań...
Zastrzygłem uszami.
- One biją mężczyzn już pod każdym względem, oczywiście, mam na myśli tylko studiowanie. Już nie wystarcza im bycie bardzo dobrymi studentkami. Już chcą być najlepsze. Najlepsze w akademickich dyskusjach, najlepsze w zajęciach laboratoryjnych, niedościgłe w prezentowanych pracach...
- Nie dziwię się - odparłem i w tym momencie zapanował nade mną wrodzony cynizm. - Komputery są coraz szybsze, serwery bogatsze, więc i metoda "kopiuj - wklej" jest coraz doskonalsza.
- Zapomnij o tym - powiedział przyjaciel. - Po pierwsze to jest uczelnia państwowa, po drugie - one za studia nie płacą. Wspomniana przez ciebie metoda jest absolutnie wykluczona. W końcu potrafię to odróżnić, a i mój dziekan też nie wpisuje studentom stopni przede mną, jak w opisywanych niedawno innych szkołach, rzekomo wyższych.
- Skoro tak, to nie ma sprawiedliwości - zdecydowałem twardo.
- Ależ - żachnął się przyjaciel - uważasz, że jestem niesprawiedliwy, że stawiam oceny na piękne oczy, że w pierwszym rzędzie zwracam uwagę na płeć, dopiero potem na postępy naukowe? Mylisz się!
- Nie wykluczam - wybrzmiałem lekko skonfundowany - ale podtrzymuję, że sprawiedliwości nie ma. Bo i cóż z tego, że panie chcą i są najlepsze. Choćby nie wiem jak się starały, nie staną się równe tym, którym stawiasz czwórki. Nie, nie na studiach, potem - w pracy, której tak samo nie dostaną, jak panowie, a jeżeli, to za dużo mniejsze pieniądze, w zdobywaniu szacunku, autorytetu. I żadne parytety nie pomogą. Na domiar złego i tak skończą powykręcane artretyzmem...
Ponieważ przyjaciel uznał w tym momencie, że moje kpiny (choć nie miałem ani ochoty, ani intencji) poszły, jego zdaniem, za daleko, więc ostentacyjnie podał tyły, postanowiłem wyjaśnić mu ów artretyzm niniejszym.
Chodzi o tzw. indeks palca serdecznego, czyli zależność między palcami wskazującym i serdecznym. Okazuje się, że panie mają (przeważnie) oba palce tej samej długości, panowie - dłuższy serdeczny. A jak dowodzą uczeni angielscy, świadczy to o poziomie testosteronu w organizmie.
"Udało się nawet zaobserwować, że w przypadku obu płci cecha ta może świadczyć o zdolnościach sportowych i matematycznych, seksualności oraz o zdolnościach muzycznych". Jednocześnie "naukowcy z Uniwersytetu w Nottingham zaobserwowali, że stosunek długości drugiego i czwartego palca może też pomóc w określaniu ryzyka zwyrodnienia stawów kolanowego oraz biodrowego".
W ten sposób okazało się, że im mniejszy stosunek długości palca wskazującego do serdecznego, tym większe ryzyko zwyrodnienia stawów w przyszłości: kolanowego, biodrowego, dłoni i kręgosłupa. Podobno dotyczy to społeczeństw rozwiniętych, podobno nie jest owa zależność do końca potwierdzona, ale tak czy owak, nie ma sprawiedliwości, drogi przyjacielu!