Ważne
    Płótno El Greca wraca wreszcie do właścicieli

    Płótno El Greca wraca wreszcie do właścicieli

    Jack Malvern

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Płótno El Greca wraca wreszcie do właścicieli

    ©Paul White

    Ponad sześć dekad trwały poszukiwania cennego obrazu hiszpańskiego mistrza El Greca, który został zrabowany przez Gestapo. Teraz unikalne dzieło wraca w prawowite ręce
    Płótno El Greca wraca wreszcie do właścicieli

    ©Paul White

    Po trwających ponad 60 lat poszukiwaniach obraz hiszpańskiego mistrza zrabowany przez Gestapo w czasie II wojny światowej wrócił do właścicieli. Zanim żydowska rodzina odzyskała obraz, cenne dzieło co pewien czas pojawiało się w różnych miejscach na świecie.

    "Portret mężczyzny" pędzla XVI-wiecznego malarza El Greca obecnie znajduje się w Londynie. Poszukiwane dzieło trafiło w ręce spadkobierców Juliusa Priestera, żydowskiego przemysłowca i kolekcjonera, który w 1938 r.
    uciekł z żoną z Wiednia do Paryża, po tym jak Niemcy zaanektowały Austrię. Dwa lata później Priesterowie wyjechali do Meksyku, pozostawiając w Europie kolekcję ponad 50 obrazów, z których 21 do dziś nie udało się odzyskać.

    Po zakończeniu wojny Julius Priester próbował odzyskać zbiory. Wiedeńska policja rozprowadziła zdjęcia zaginionego obrazu - portretu mężczyzny z 1570 r. - ale marszandzi nie chcieli pomóc lub nie wiedzieli, co stało się z obrazem. Po śmierci kolekcjonera w 1954 r. poszukiwania prowadzili jego spadkobiercy.

    W latach 50. i 60. obraz zmieniał właścicieli. Z Wiednia trafił do Nowego Jorku, później pojawił się w Sztokholmie, Londynie i na Krecie. W końcu wrócił do USA i w 2014 r. na zlecenie marszanda z Londynu wystawiono go w Nowym Jorku.

    Anne Webber, wiceprzewodnicząca Komisji ds. Zagrabionych Dzieł Sztuki w Europie, powiedziała, że marszand (poprosił o zachowanie anonimowości) zwrócił malowidło, gdy przedstawiono mu dowody, że zostało skradzione. Inną postawę prezentował poprzedni właściciel obrazu, szwajcarski fundusz powierniczy, który w imieniu prywatnego kolekcjonera kupił obraz w 2003 r. Szwajcarzy odmawiali współpracy z komisją. Problem wynikał z faktu, że według Art Loss Register, skomputeryzowanej bazy danych zrabowanych dzieł sztuki, obraz nigdy nie został skradziony, a jego losy były udokumentowane. James Ratcliffe, dyrektor firmy prowadzącej bazę, tłumaczył, że prawowici właściciele nie zgłosili kradzieży obrazu, a dowody przedstawione przez jego późniejszych właścicieli wydawały się autentyczne.

    - Sprawdzamy informacje, jeśli pojawiają się wątpliwości, ale gdyby ktoś chciał prosić wszystkie osoby zaangażowane w handel dziełami sztuki o przedstawienie dowodów sprzedaży, byłoby to kłopotliwe. Nikt nie zgłosił, że obraz został skradziony. To dzieło nie było zarejestrowane. Ktoś musiał sfałszować jego historię - dodał.

    Wydaje się, że do zakłamania doszło w latach 50., gdy austriacki diler sprzedał obraz firmie Knoedler & Co z Nowego Jorku, która w 1954 r. informowała, że to nowo odkryte dzieło hiszpańskiego artysty.

    Ze słów Webber wynika, że właściciele jeszcze nie zdecydowali, co zrobią z odzyskanym dziełem. Wartość odnalezionego dzieła jest nieznana. Rekordowa cena uzyskana za El Greca to 9,2 mln funtów.

    - Historia zagrabienia i wielokrotnej sprzedaży tego obrazu w okresie ponad 60 lat dowodzi, jak żywy jest handel dziełami sztuki zagrabionymi przez nazistów i jakie problemy mają prawowici właściciele z odzyskaniem swojej własności - dodała.

    Komisja ds. Zagrabionych Dzieł Sztuki w Europie, organizacja non profit z siedzibą w Londynie działająca od 1999 r., pomogła w odzyskaniu ponad 3500 zrabowanych dzieł sztuki.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Ten biznes będzie się kręcił dalej, bo jest masa ludzi naiwnych

      spokojny

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Ludzie z przerostem kasy wydają ją na tzw. dzieła a potem się okazuje, że fałszywka. Umawiamy się, że obraz zrobił Pikasso albo WanGog i kolekcjonerzy kupują to za ciężkie pieniądze i jeszcze...rozwiń całość

      Ludzie z przerostem kasy wydają ją na tzw. dzieła a potem się okazuje, że fałszywka. Umawiamy się, że obraz zrobił Pikasso albo WanGog i kolekcjonerzy kupują to za ciężkie pieniądze i jeszcze machają certyfikatami a potem okazuje się, że to wpółcześnie namalowane, certyfikat był fałszywy i fałszywe było potwierdzenie certyfikatu. Ja mam na chacie słoneczniki WanGoga z aukcji Alegro za grosze i wyglądają jak żywe to po co mnie przepłacać?

      A ktoś naiwnie pyta „czy nie ma detektorów pokazujących wiek płótna czy farby nawet spopielałych?” Są panie i się robi ekspertyzę ale to kosztuje kasę i jak jest certyfikat to się mu wierzy. Stempel się liczy tak? Czyli jak obrazek kosztuje sto kawałków a ekspertyza dwadzieścia to wchodzisz pan w temat z automatu czy oszczędzasz? Po drugie jak się robi obrazek za milion to się kupuje stary mebel za dziesiątala, rąbie na deski i robi autentycznie stare ramy.

      To samo robi się ze starym płótnem ze starych prześcieradeł. Pasuje? Chemią i tzw. „obróbką termiczną” postarza się laserunek a węgiel C14 mówi tylko, że coś ma plus minus trzysta lat więc o czym jest rozmowa? Ważna jest legenda czyli przypasowana historia obrazu przechodzącego z rąk do rąk i na każde przejście jest papier ze stemplami. I co, każdy kwit dasz radę sprawdzić? Ten biznes będzie się kręcił dalej, bo jest masa ludzi naiwnych.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecane

      Wideo