Sebastian Dudek: Ciągnie mnie do Wrocławia. W szatni Śląska...

    Sebastian Dudek: Ciągnie mnie do Wrocławia. W szatni Śląska tworzyliśmy fajną paczkę [WYWIAD]

    Jakub Pęczkowicz

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Sebastian Dudek w barwach Śląska Wrocław rozegrał 106 spotkań. Strzelił 14 bramek i zaliczył 6 asyst
    1/2
    przejdź do galerii

    Sebastian Dudek w barwach Śląska Wrocław rozegrał 106 spotkań. Strzelił 14 bramek i zaliczył 6 asyst ©Janusz Wójtowicz

    Z Sebastianem Dudkiem, środowym pomocnikiem, który obecnie występuje w drugoligowym Zagłębiu Sosnowiec, a w Śląsku Wrocław grał przez siedem lat (2005-2012), między innymi o tamtym okresie, zdobytych pucharach, wspomnieniach i planach na przyszłość, rozmawia Jakub Pęczkowicz.
    Jak to się stało, że znalazł się Pan w Zagłębiu Sosnowiec?
    Skończył mi się kontrakt z Zawiszą Bydgoszcz i zacząłem rozglądać za nowym klubem. Bardzo chciałem pograć jeszcze w ekstraklasie, ale że jestem w takim wieku w jakim jestem, to tych ofert za bardzo już nie było. Miałem wówczas dylemat, czy zamieszkać w rodzinnych Żarach, czy we Wrocławiu, który tak uwielbiam. Pewnego dnia zadzwonił prezes Zagłębia Sosnowiec Marcin Jaroszewski i zaproponował mi grę w klubie.
    Chwilę się zastanawiałem, ale dziś nie żałuję. Organizacyjnie w Zagłębiu wszystko jest tak jak powinno być, jak w profesjonalnym zespole. Wszystko działa jak należy, jest fajna baza szkoleniowa dla młodzieży, akademia prężnie działająca i przyjazna atmosfera. Naprawdę dobrze to wygląda jak na drugą ligę.

    Jak długi kontrakt Pan podpisał?
    Mam 35 lat, więc w tym wieku już raczej nie podpisuje się długich umów. Związałem się na rok, do czerwca. Jak będzie dalej, to zależy od kilku rzeczy. Czas pokaże w którym miejscu będzie klub i czy będę potrzebny.

    Wcześniej, przez wiele lat grał Pan w ekstraklasie. Nie było trochę dziwnie przerzucić się na drugą ligę?
    Faktycznie chyba trochę było, ale czasu się nie cofnie, ani nie zatrzyma. W sporcie dużo zależy od samego siebie, a ja się wciąż czuje bardzo dobrze. Mam ochotę grać dalej. Jestem związany z futbolem od małego, kocham to i jeszcze trochę chcę być czynnym. Jeśli będą osoby, które cenią moją grę, to chętnie będę się zaangażował dalej. Kilka razy już rozmawiałem z prezesem Zagłębia i być może zostanę tutaj na kolejny sezon. Mieszkam z rodziną w Sosnowcu i nie ukrywam, że nie chcemy się znowu przeprowadzać. Zobaczymy jak to dokładnie będzie po sezonie. W sporcie trudno jest coś zaplanować.

    Skład Zagłębia to w większości młodzi zawodnicy i kilku doświadczonych wyjadaczy. Czuje się Pan takim ojcem tej drużyny?
    Ojcem to może nie, bo oprócz mnie jest jeszcze kilku równie doświadczonych piłkarzy, którzy też grali w ekstraklasie, ale cieszę się, że mogę być dla młodszych kimś, kto czasem podpowie lub doradzi. W Zagłębiu mocno stawia się na młodych, ale to mieszanka talentów z doświadczonymi zawodnikami. Mamy fajną drużynę, która chce walczyć i iść do góry.

    To o co w takim razie walczy w tym sezonie, bo jest na piątym miejscu ze stratą ośmiu punktów do liderującego MKS-u Kluczbork?
    Fajne jest to, że awansować mogą trzy zespoły, czwarta drużyna gra w barażach. My do tego miejsca tracimy tylko punkt. Jest dużo chętnych do awansu, więc koniec sezonu będzie bardzo ciekawy. Wszystko się wtedy rozstrzygnie i trzeba walczyć do ostatniej kolejki. Jak będziemy zdeterminowani do końca to może będzie szansa na grę poziom wyżej.

    Jak Pan przychodził do drużyny, to było takie poczucie, że z racji doświadczenia będą oczekiwać trochę więcej?
    Wiedziałem, że w pewnym stopniu z moim przyjściem wiąże się jakaś odpowiedzialność. Prezes chciał, żebym czasem brał grę zespołu na siebie. W każdej drużynie potrzebna jest taka osoba i to jest normalne, że starszy zawodnik pełni taką funkcję, ale łatwe to nie jest. Jestem kapitanem Zagłębia, więc staram się kreować grę, strzelać, czasami coś doradzam chłopakom. Wyniki w rundzie jesiennej mogły być lepsze i jeśli spotkaliśmy się z jakąś krytyką, to w pierwszej kolejności mierzyłem się z nią ja.

    Ze Śląska Wrocław przeszedł Pan do Widzewa, potem do Bydgoszczy. Mówiąc z przymrużeniem oka, wiedział Pan kiedy odejść, bo zarówno Widziew, jak i Zawisze popadły później w kryzys.
    Ja tak na to nie patrzę. Z Zawiszą byliśmy pierwszy rok w ekstraklasie i dla rywali beniaminek zawsze jest zagadkowy. Rywale trochę nie wiedzą czego się spodziewać po tym zespole. Zaskoczyliśmy niejednego wtedy. Trener Tarasiewicz miał fajny pomysł na ten zespół. Wszystko poukładał i poprzedni sezon był bardzo udany dla klubu. Drugi, czyli obecny dla beniaminka z reguły jest trudniejszy. W Bydgoszczy zmienił się trener, zrobiło się zamieszanie. Piłkarze przychodzili, odchodzili, ciężko o stabilizację w takich warunkach. W Widzewie natomiast od dawna były i są problemy finansowe, a w takim przypadku trudno jest zbudować atmosferę i wyniki. Tam sukcesywnie pozbywano się doświadczonych piłkarzy, a stawiano na młodych. Fajnie, ale sama młodzież nie uciągnie klubu, takie rzeczy trzeba robić z głową. Mieszać z doświadczeniem.

    Szkoda Panu, że Widzew jest w takiej sytuacji? Widzi Pan jakieś rozwiązanie, by poprawić kondycję tego klubu?
    Jest mi szkoda. Jak byłem małym chłopcem, to kibicowałem Widzewowi, bo to wtedy był przecież klub, który reprezentował nas w Europie, rozegrał kilka pamiętnych spotkań. Oglądałem go w pucharach i jak przyszedł czas, że w nim zagrałem, to byłem bardzo zadowolony. Widzew Łódź ma piękną historię i tradycję, dlatego szkoda, że obecnie ma się tak kiepsko. Rozwiązanie? Myślę, że przy tym właścicielu i zarządzie wyniki mogą się nie poprawić jeszcze długo. Szkoda mi też tych doświadczonych piłkarzy, którym klub podziękował. Dalej gra tam kilku, z którymi mam kontakt, ale w większości są już tylko młodzi zawodnicy. Zaległości w Widzewie są spore, ja na przykład nadal czekam na część wynagrodzenia, chociaż już dawno tam nie gram.

    Widzew utrzyma się w pierwszej lidze, a Zawisza w ekstraklasie?
    Łodzianom będzie ciężko, bo w klubie i dookoła niego cały czas dzieje się coś złego. A to jest problem z licencją, a to ze stadionem. Zawodnicy nie mogą się odciąć od tego, bo cały czas się o tym mówi. To nie pomaga, a przeszkadza w koncentracji i walce o to utrzymanie. Ja im życzę jak najlepiej bo jeśli spadną jeszcze niżej, to gorzej już chyba być nie może. W Zawiszy mam sporo znajomych, z którymi utrzymuję regularny kontakt. Oglądam mecze i obecnie są na fali, a z taką grą mogą śmiało myśleć o utrzymaniu. Depczą po piętach Ruchowi i Cracovii i myślę, że późniejszy podział punktów tylko im pomoże. Przed nimi mecze o życie, ale morale rosną i chyba uwierzyli, że mogą wygrywać chociażby z Lechem Poznań, czy Wisłą Kraków.

    Należy Pan do grona tych piłkarzy, którzy mogą się pochwalić zdobyciem trzech najcenniejszych polskich trofeów. Wywalczył Pan mistrzostwo i Puchar Ekstraklasy ze Śląskiem Wrocław i Puchar Polski z Zawiszą Bydgoszcz.
    To fajna sprawa, nikt mi tego nie zabierze. Po to się gra, żeby te sukcesy osiągać. Cieszę się, że mogłem grać dłużej w ekstraklasie i zdobywać te puchary. Istotne też jest to, że faktycznie o nie walczyłem, a nie gdzieś tam zdobywałem siedząc na ławce rezerwowych. To jest budujące. Kiedyś będę mógł usiąść i na spokojnie o tym wszystkim pomyśleć, poprzypominać sobie poszczególne mecze i finały. Jeszcze tego nie zrobiłem, bo jak mówiłem chcę grać dalej.

    To teraz, tak na szybko, które z nich najbardziej Pan ceni?
    No właśnie nie wiem (śmiech). Wszystkie są cenne, do każdego się przykładaliśmy. Wiadomo, mistrzostwo Polski, to zwieńczenie całego sezonu, ale każde z nich cienię i zdobycie ich jest powodem do dumy.

    Często Pan odwiedza Wrocław?
    Z żoną i synami mieszkam w Sosnowcu, ale dość często przejeżdżam przez Wrocław i się w nim zatrzymuję. Mam w tym mieście wielu znajomych i bardzo je lubię. Ciągnie mnie do niego, jest piękne tak samo jak moje wspomnienia z nim związane.

    Jest taki okres albo mecz, który rozegrał Pan w barwach Śląska i szczególnie go pamięta? Może bramka z Dundee United w europejskich pucharach na stadionie przy ul. Oporowskiej?
    To faktycznie jedno z takich milszych wspomnień. Wróciłem wtedy po kontuzji, chłopaki pracowali nad mistrzostwem, a ja dostałem szansę w pucharach i udało się strzelić urodziwego gola. Fajnie, bo niecodziennie człowiek miał szansę rywalizować w europejskich rozgrywkach. Wszyscy się z tego cieszyli. W Śląsku grałem przez siedem lat i świetnych spotkań było wiele. Gdy awansowaliśmy do I ligi, nie było jeszcze ekstraklasy. Dzieci mi się urodziły w tym czasie. Generalnie Wrocław to ważne dla mnie miejsce.

    Z Pana czasów w Śląsku Wrocław został już tylko Piotr Celeban i Mariusz Pawelec reszty już nie ma.
    Jest jeszcze Krzysiu Ostrowski, ale on w pewnym momencie odszedł, a potem wrócił. Z tamtej ekipy kilku już skończyło grać, na przykład Darek Sztylka. Wiem, że jeszcze coś w niższych ligach pogrywa Krzysiek Ulatowski. Z Krzyśkiem Wołczkiem grają w Kobierzycach. Mam z nimi dobry kontakt. Piotrek Ćwielong wyjechał do Niemiec, Waldek Sobota też odszedł. To były fajne czasy, bo było nas dużo, ale nie było mowy o jakichś złośliwościach w szatni. Trener Tarasiewicz stworzył ciekawą drużynę, a w szatni panowała koleżeńska atmosfera. Wszyscy chcieli grać, ale pretensje jeśli się zdarzały, to tylko do trenera. Do kolegów nie. Fajną paczkę tworzyliśmy.

    W rodzinnych Żarach ma Pan własną akademię piłkarską. To pomysł numer jeden na zajęcie po zakończeniu kariery?
    Na pewno chcę dalej przy niej działać i ją rozwijać, ale jeszcze nie podjąłem decyzji co oprócz tego. Nie wiem czy zamieszkam w Żarach, czy wrócę do Wrocławia, a ciągnie mnie do niego bardzo. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży. Nie czuję się obecnie słabszy od innych, robię swoje i nie chcę się oceniać, ale gra dalej sprawia mi przyjemność, więc jeszcze trochę pogram.

    Mieszkając na co dzień w Sosnowcu, ma Pan w ogóle czas na prowadzenie szkółki?
    Obecnie jej nie prowadzę. Nie dałoby się tego pogodzić z treningami i grą. Zajmuje się nią mój ojciec i są jeszcze inne osoby. Ja jestem w akademii bardzo rzadko. Często rozmawiamy z tatą przez telefon o tym co słychać w szkółce. Póki jestem czynnym zawodnikiem, to staram się w Sosnowcu czerpać jak najwięcej tej wiedzy, a potem przekładać ją na budowanie własnego projektu. Prowadzę też zajęcia z młodymi ludźmi w Zagłębiu, więc jestem aktywny fizycznie na boisku i staram się być merytorycznie dobrze przygotowany.

    Pana ojciec również grał w piłkę nożną?
    Tak, tata też był piłkarzem i to on mnie zaraził pasją do tego sportu. Od małego jestem przy piłce nożnej. W wieku sześciu lat jeździłem z nim na seniorskie obozy i patrzyłem jak starsi grają. Ma 57 lat i dużo wie o futbolu. Grał m.in. w Promieniu Żary, potem był trenerem i teraz kieruje akademią. Wcześniej w akademii ludzie często się zmieniali, więc postanowiłem poprosić go o pomoc, żeby też być spokojniejszym.

    Dzieci też wybrały sport?
    Mam dwóch bliźniaków, którzy kończą w tym roku po siedem lat. Zapisałem ich na piłkę nożną, ale nie chcę ich zmuszać, by w przyszłości za wszelką cenę to robili. Chodzi bardziej o ruch w młodym wieku. Byli i w Widzewie i w Zawiszy, trenują dla zdrowia i rozwoju, a jak będą chcieli to robić dalej to dobrze.

    Kilka razy wspomniał Pan wcześniej o Ryszardzie Tarasiewiczu. To jest trener, z którym najlepiej się Panu pracowało w całej karierze? Grał Pan u niego i w Śląsku i w Zawiszy.
    Na pewno mam do niego wielki szacunek, bo to on dał mi szansę. Za jego czasów przyszedłem do Śląska. Wiadomo, raz było lepiej z wynikami, raz gorzej, ale pracę z nim oceniam najlepiej. Dla zawodników jest autorytetem, bo sam wcześniej grał w piłkę i odnosił sukcesy. Dla wrocławskiego futbolu zrobił bardzo dużo. Ma „czutkę” do ludzi i jak na kogoś stawia, to dlatego, że widzi w nim potencjał. Nigdy u trenera Tarasiewicza nie grało się za nazwisko lub za zasługi, liczyła się aktualna forma. Miał zawsze sprawiedliwe podejście do piłkarzy. Wiele rzeczy się przy nim nauczyłem i szanuje go za to. Jeśli komuś nie szło, to potrafił o tym pomyśleć i porozmawiać.

    A szkoleniowiec, z którym nie lubił Pan pracować?

    Do starszych osób trzeba mieć szacunek, więc nie odpowiem na to pytanie.

    Ogląda Pan spotkania Śląska Wrocław. Tadeusz Pawłowski, to trener u którego chciałby Pan grać?
    Nie znam go za bardzo, ale mieliśmy okazję porozmawiać, gdy Śląsk był na obozie w Żaganiu. Z nim i chłopakami z drużyny spotkaliśmy się na kawie. Zaprezentował się jako bardzo przyjemny człowiek. Nie wiem jakim jest trenerem dokładnie, bo nie jestem w szatni i w klubie, ale widze, że bardziej stara się pomagać niż dołować zawodników. Myślę, że tam jest dobra atmosfera, a czasami ciężko jest taką utrzymać bo raz idzie, a raz nie. Inna sprawa, że dobrze znam sztab szkoleniowy Śląska, bo ci ludzie już trochę w klubie pracują. Mam na myśli fizjoterapeutów Jarosława Szandrocho i Dawida Gołąbka, drugie trenera Pawła Barylskiego, czy trenera brakarzy Tomasza Hryńczuka. Fajnie by było jeszcze kiedyś zagrać w tym klubie, ale lata lecą (śmiech).

    No dobrze, czas na typer Sebastiana Dudka. Mistrzem Polski zostanie Legia Warszawa?
    To będzie ciekawa końcówka sezonu. Ja bym już teraz nie mówił, że mistrzostwo na pewno zdobędzie Legia, bo widzę, że w ich grze coś się zmieniło. Już tak nie miażdżą rywali jak to robili wcześniej. Będzie ciekawa walka zarówno o tytuł i o utrzymanie. Teraz nie wskażę kto zostanie najlepszą drużyną. Mi osobiście najbliżej do Śląska i chciałbym, żeby znów sięgnął po to trofeum. Oglądam mecze i grają fajnie, styl może się podobać. Wprawdzie Śląsk ostatnio nie mogą wygra, ale wierzę, że niedługo podkręcą tempo z punktami.

    Kto w takim razie awansuje do ekstraklasy według Pana? Liczy się chyba tylko Zagłębie Lubin i Termalica. Walczy też Wisła Płock.
    Termalica już chyba trzeci lub czwarty raz jest bardzo blisko awansu. Razem z Zagłębiem mają trzy punkty przewagi nad Wisłą. Myślę że Nieciecza awansuje już w tym sezonie. Tyle razy byli pewniakami, a nie dali rady. To jest drużyna ułożona finansowo i na pewno ten fakt dodatkowo motywuje zawodników. Wiedzą, że jest o co grać i nie trzeba się obawiać o przyszłość. Zagłębie jest bardzo poukładane i jeśli oni by nie awansowali, to byłaby to katastrofa dla całego zespołu. Dobrze zaczęli rundę wiosenną więc szanse są duże. Wisła Płock to taki czarny koń I ligi. Jeśli jednak do piłkarzy dojdzie, że ekstraklasa jest blisko, to może być problem, bo urośnie presja i trochę strach przed zepsuciem wszystkiego. W każdym razie dobrze, że są trzy drużyny, które walczą o awans, bo rywalizacja jest ciekawsza. Może jeszcze któryś zespół się podłączy.

    >

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gość którego warto mieć w swoich szeregach

      BARY (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Wiadomo że Sebastiana we Wrocławiu chętnie byśmy widzieli bo on i Mila mieli podobny poziom gry kiedy Mili nie ma to chętnie widzieli byśmy Dudiego Seba wracaj 7 czeka na ciebie

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Szkoda

      Pyza (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2

      Jakby grał Dudek to by nikt nie skopywał nam tyłek.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Seba wróć!!!

      zed (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 3

      Daj pary Śląskowi!!!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      niech tak będzie

      pogromca oszołomów (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 5 / 4

      Jesteś w lesie tam gdzie miejsce drewna.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama