Wrocław: Dzieci chorują, brak miejsc na pediatrii

    Wrocław: Dzieci chorują, brak miejsc na pediatrii

    Anna Szejda

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Malutki Leon ma zapalenie płuc i musi leżeć w szpitalu. Czuwa przy nim tata, Marek Kotkiewicz

    Malutki Leon ma zapalenie płuc i musi leżeć w szpitalu. Czuwa przy nim tata, Marek Kotkiewicz ©Tomasz Hołod

    Najmłodsze dzieci chorują na potęgę we Wrocławiu. Brakuje już miejsc na oddziałach pediatrycznych. Każdego dnia trafiają na nie kolejne maluchy z zapaleniem płuc, oskrzeli, uszu, z anginą i grypą.
    Malutki Leon ma zapalenie płuc i musi leżeć w szpitalu. Czuwa przy nim tata, Marek Kotkiewicz

    Malutki Leon ma zapalenie płuc i musi leżeć w szpitalu. Czuwa przy nim tata, Marek Kotkiewicz ©Tomasz Hołod

    - Mamy szczyt zachorowań - przyznaje dr Ewa Maria Kochańska, ordynator oddziału pediatrycznego w szpitalu przy ul. Kamieńskiego. - Aż boję się myśleć, co będzie w poniedziałek. Pewnie wiele dzieci wróci z ferii z infekcjami dróg oddechowych.

    O ile poza sezonem zimowym na izbę przyjęć zgłasza się po 12-15 małych pacjentów dziennie, o tyle teraz jest ich dwa razy więcej. Podobnie w szpitalu na Brochowie.
    - Mamy troje dzieci i wszystkie się rozchorowały. Przyjechaliśmy z nimi do szpitala w niedzielę. Na izbie był tłum rodziców z pociechami - wspomina Marek Kotkiewicz, tata miesięcznego Leona. Starsze dzieci wracają do zdrowia w domu. Najmłodszy syn musiał zostać w szpitalu.

    Sale na Brochowie przystosowane są dla dziecka i rodzica. - Musieliśmy jednak dostawiać łóżka i z sali dwułóżkowej robiła się czterołóżkowa - opowiada dr Joanna Puławska, ordynator oddziału pediatryczno-reumatologicznego. Zdarzało się też, że maluchy z infekcjami leżały w pokoju do rehabilitacji.
    - Kładziemy dzieci w świetlicy, a w skrajnych przypadkach - nawet na korytarzu. Są dni, gdy nie mamy innego wyjścia. Przecież nie odmówimy pomocy choremu - twierdzi Krystyna Kańska, kierownik oddziału pediatrycznego zamiejscowego szpitala przy ulicy Koszarowej. W najgorszych okresach szpitale wstrzymują przyjęcia matek, które chcą leżeć z dziećmi. Mogą wtedy siedzieć na krzesłach. - A najgorsze, że podobno epidemia grypy ma dopiero przyjść - dodaje Kańska.

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      czynnik ludzki..

      Dana (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 103 / 109

      W takich sytuacjach widać słabość systemu, ale też i problemy z tak zwanym "czynnikiem ludzkim". 2 tyg. temu moja 1,5 roczna wnuczka będąc w weekend poza Wrocławiem zachorowała. Rodzice , sami też...rozwiń całość

      W takich sytuacjach widać słabość systemu, ale też i problemy z tak zwanym "czynnikiem ludzkim". 2 tyg. temu moja 1,5 roczna wnuczka będąc w weekend poza Wrocławiem zachorowała. Rodzice , sami też chorzy, na cito wracali do Wrocławia, żeby zdążyć na dyżur lekarski. Prosto z trasy ( po blisko 2 godz. jazdy, dziecko z gorączką 39 stopni) dojechali do Przychodni Kosmonautów o godz. 17.50 ( dyżur do 18). Dwoje dzieci w poczekalni . Pani pielęgniarka odpowiedziała, że dziecko nie zostanie przyjętę, bo dyżur jest go 18. Nie pomogły żadne tłumaczenia. "Proszę sobie jechać do Szpitala Korczaka". Pojechali. Znowu czekanie , długa kolejka, wszystkie dzieci w podobnym stanie. Córka poprosiła pielęgniarkę o pożyczenie łyżeczkę, żeby podać dziecku syrop na zbicie temperatury, ale musiała wysłuchać niegrzecznego wykładu typu "to nie wypożyczlnia łyżeczek..".......po czym dostała strzykawkę jednorazówkę. A wystarczyło po prostu dać tę strzykawkę od razu. Wnuczka ze zdiagnozowaną anginą w konsekwencji do domu dotarła i dostała pierwszą dawkę leku ok. 22. Całą noc z gorączką powyżej 39 stopni..... A mogła antybiotyk dostać o 18. Ja rozumiem zmęczenie i nerwy przy takiej ilości chorych... Ale u rodziców dochodzi jeszcze strach o dziecko... O tym ludzie w białych fartuchach , często z wieloletnim stażem , pracujący podobno z powołania, powinni wiedzieć i wysilić się na odrobinę dobrej woli i zrozumienia ....zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      To nie jest ważne

      KIMI (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 113 / 114

      Ważne żeby rodziło się więcej dzieci. Becikowe, sracikowe i inne. A to, że tak się naprawdę stanie i potrzebne będą szpitale, żłobki, przedszkola i inne usługi dot. dzieci za kilka lat to już...rozwiń całość

      Ważne żeby rodziło się więcej dzieci. Becikowe, sracikowe i inne. A to, że tak się naprawdę stanie i potrzebne będą szpitale, żłobki, przedszkola i inne usługi dot. dzieci za kilka lat to już przerasta zdolności intelektualne naszych decydentów.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Lecznictwo

      Miklus (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 76 / 76

      Jest niedobrze. Raz po raz okazuje się, że kołdra jest za krótka. Jak władze reagują? Wymyślają erzatze. Parę dni temu pełno było wiadomości o ułatwieniu dostępu do lekarza w dni świąteczne i w...rozwiń całość

      Jest niedobrze. Raz po raz okazuje się, że kołdra jest za krótka. Jak władze reagują? Wymyślają erzatze. Parę dni temu pełno było wiadomości o ułatwieniu dostępu do lekarza w dni świąteczne i w nocy. Reorganizacja, nowe posadki. Czy to będzie taka rewelacja, jak podgrzewane ławki na mroźne dni?zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama