Zachód musi zostawić Putina na lodzie

    Zachód musi zostawić Putina na lodzie

    Roger Boyes

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Rosja Putina chciała odgrywać rolę globalnego przywódcy. Skończyło się na "putinozie", oportunistycznej władzy czerpiącej korzyści, gdzie tylko się da, i blokującej kroki Zachodu
    Zachód musi zostawić Putina na lodzie

    ©fot. Alexei Nikolsky

    Język dyplomacji zaostrzył się wydatnie od wybuchu wojny domowej w Syrii. Gdy katarski dyplomata zasugerował, że Rosja straci przyjaciół w świecie arabskim, jeśli będzie wspierać reżim Baszara al-Asada, spotkał się z opryskliwą reakcją: "Jeśli będzie pan mówił do mnie tym tonem, Katar jutro przestanie istnieć", miał mu powiedzieć ambasador Rosji przy Organizacji Narodów Zjednoczonych.
    To wielkomocarstwowa buta w stylu lat 30. XX wieku. Moskwa jest absolutnie przekonana, że nie potrzebuje żadnych lekcji w walce z islamskim terroryzmem. Jej oddziały specjalne powodowały "znikanie" czeczeńskich separatystów, odkąd Wła-dimir Putin doszedł do władzy ponad 15 lat temu.
    Pacyfikacje ogarnęły cały północny Kaukaz, szczególnie Dagestan, a ponieważ Kreml jest przekonany, że jego rodzimi muzułmanie radykalizują się z pomocą organizacji charytatywnych z Zatoki Perskiej, zabójstwa czeczeńskich emigrantów miały miejsce również na Bliskim Wschodzie.
    To jest mniej więcej cały wkład Rosji w wojnę z terroryzmem. Chociaż są jeszcze, oczywiście, dostawy broni dla syryjskiego reżimu Asada, pozwalające tamtejszemu dyktatorowi od czasu do czasu ostrzelać z powietrza centralę Państwa Islamskiego w Rakce.
    Rosja nie weźmie udziału w najbliższym spotkaniu 20 zachodnich i arabskich krajów w Londynie, mającym na celu uzgodnienie działań przeciwko Państwu Islamskiemu. Moskwa nie lubi dżihadystów, ale jeszcze bardziej nie lubi uczestniczyć w koalicji prowadzonej przez Stany Zjednoczone. Woli stać z boku i krytykować kampanię bombardowań i dystansować się od tych, jak to określa, zachodnich rozwiązań stworzonego przez Zachód problemu.

    To charakterystyczna cecha putinow-skiej Rosji, która z początku chciała odgrywać rolę globalnego przywódcy, ale teraz zadowala się oportunistyczną władzą, czerpie korzyści gdzie tylko się da, a w razie konfliktu priorytetów zawsze decyduje się na blokowanie Zachodu. Można by to nazwać "putinozą", irytującą przypadłością behawioralną, formą samookaleczania się.
    Współzależność światowych mocarstw i wrażliwość Rosji na działanie zachodnich gospodarek oznacza, że polityka oparta na przekonaniu o rosyjskiej wyjątkowości nie ma przyszłości. Popyt na ropę w ostatnim czasie słabnie, Bliski Wschód nie chce zmniejszyć wydobycia, Europa zamyka linie kredytowe z powodu inwazji Rosji na Ukrainę, rubel się załamuje i to już boli wielu mieszkańców Rosji.

    To logiczne następstwo zdarzeń. I podobnie jest z syryjskim prezydentem Asadem. Wspierany przez Moskwę okrutny przywódca pozwolił rozkwitnąć ISIS i innym dżihadystom, aby móc twierdzić, że jego opozycją nie są demokraci, tylko terroryści. Jaki jest efekt dla Rosji? Państwo Islamskie rośnie w siłę, czeczeńscy dżihadyści stanowią jego doborową jednostkę, Amerykanie wrócili do Iraku. Raczej nie jest to sukces, jakiego oczekiwał Kreml.

    Moskwa częściowo odpowiada za ten groźny w skutkach bałagan. Gdyby pozwoliła Asadowi upaść trzy lata temu, nigdy nie powstałoby ISIS. Rosyjską polityką na Bliskim Wschodzie kieruje niemal wyłącznie rosyjski przemysł zbrojeniowy. Gdy Stany Zjednoczone zawiesiły pomoc Pentagonu dla Egiptu po obaleniu prezydenta Mursiego przez egipską armię, rosyjscy handlarze bronią byli w następnym samolocie do Kairu.

    Nowa szefowa unijnej dyplomacji Włoszka Federica Mogherini uważa, że znalazła wyjście z zazębiających się kryzysów. Utrzymać pakiet sankcji wobec Moskwy, aby ukarać ją za aneksję Krymu, ale zasadniczo zamrozić tę kwestię. W zamian za współpracę gdzie indziej - w Syrii, Libii, w sprawie dżihadyzmu i irańskiego programu nuklearnego - niektóre sankcje mogłyby zostać zniesione. To z kolei poprawiłoby atmosferę przy próbach rozwiązania kryzysu ukraińskiego.
    Takie podejście zdradza fundamentalne niezrozumienie Rosji Putina. Po pierwsze, nie ma "kryzysu ukraińskiego" - jest tylko kryzys rosyjski z Ukrainą jako główną ofiarą Rosji. Po drugie, polityka rosyjska jest nieskuteczna. Jej strategia antyterrorystyczna, skoncentrowana niemal całkowicie na północnym Kaukazie, nie działa.

    Niedawno w Paryżu francuskie siły bezpieczeństwa aresztowały pięciu Czeczenów podejrzanych o spisek terrorystyczny, którego skutki mogłyby być tragiczne. Rosyjskie władze twierdzą, że nic o nich nie wiedzą. Być może mówią prawdę - brutalność ich działań wobec ich muzułmańskich krytyków zrodziła nowe pokolenia młodych ludzi gotowych do walki z niewiernymi w każdym zakątku świata. Uważa się, że Łubianka straciła ich z oczu.

    Jaki jest sens współpracy z rosyjskim reżimem, którego główną strategią jest czyhanie na potknięcia Stanów Zjednoczonych i dyplomatyczny sabotaż w Radzie Bezpieczeństwa ONZ? Jak moglibyśmy kiedykolwiek ufać informacjom wywiadowczym oferowanym przez Rosję?

    Jeśli więc ma powstać szeroki międzynarodowy front przeciwko coraz groźniejszym dżihadystom, to musi się opierać na strategii antyterrorystycznej zarządzanej przez kraje zachodnie i arabskie.

    Rosja, jak pokazuje praktyka, sama się zdyskwalifikowała jako strategiczny partner, w momencie gdy zabrała się do wielkiej politycznej i militarnej awantury, do rozbioru Ukrainy. Rosyjski przywódca prezydent Władimir Putin wyszedł na zimny lód, zatrzaskując za sobą drzwi. Pytanie tylko na jak długo?
    Tłumaczenie: Witold Turopolski

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama