Nas policzyli w parafiach, a nasze samochody na ulicach. Z...

    Nas policzyli w parafiach, a nasze samochody na ulicach. Z zapisków pasażera czekającego

    Grzegorz Chmielowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Siedzę na dworcu. Jednak nie w Kansas City, jak kiedyś śpiewali Skaldowie, a w Legnicy. Nie jadę, bo osobowy do Wrocławia spóźniony jest o pięćdziesiąt minut. Siedzę więc i piszę ten felieton. A dzięki temu mniej marznę, bo pisanie, jak się okazuje, rozgrzewa.
    Grzegorz Chmielowski

    Grzegorz Chmielowski ©Paweł Relikowski

    - Panie, przecież to nie jest czterdziesty piąty, żeby tak się pociąg mógł spóźniać! - nie dowierza głosowi ze stacyjnego megafonu profesor Stanisław Dąbrowski, który też chce jechać do Wrocławia. Ale to nie kwestia wiary, tylko fakt komunikacyjny. Historyk czasów współczesnych z rezygnacją i stoickim spokojem, jak na profesora przystało, machnął tylko ręką i począł wydzwaniać do ludzi we Wrocławiu, uprzedzając, że się spóźni na umówione spotkania.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama