Film brytyjskiego dziennikarza śledczego Andy'ego Worthingtona "Outside the Law: Stories from Guantanamo", pokazany niedawno we Wrocławiu, stawia tę kwestie jasno - nie ma usprawiedliwienia.
Przyjazd do Polski Worthingtona i Moazzama Begga, Brytyjczyka, więźnia CIA, zorganizowała Anna Minkiewicz, działaczka opozycji solidarnościowej, z zawodu inżynier rolnictwa tropikalnego, pracująca od kilku lat w Afganistanie.
Minkiewicz w tekście dla "Tygodnika Powszechnego" tak pisała o amerykańskiej misji stabilizacyjnej w tym kraju: "W imię tej misji rząd amerykański łamie prawa człowieka, porywa cudzych obywateli, torturuje, posługuje się prywatnymi »militarnymi firmami« (jak Blackwater w Iraku), które działają w prawnej szarej strefie, przetrzymuje latami więźniów bez procesu, akceptuje śmierć cywilów, a gdy pojawia się dyskusja nad dopuszczalnością tortur, wysyła więźniów do krajów mniej wybrednych w tym punkcie.
Tam ktoś inny wykona brudną robotę".
Film Worthingtona pokazuje rzeczy, o których w Europie niewiele wiadomo. W 2002 roku pierwszych dwudziestu podejrzanych o działalność terrorystyczną trafiło do amerykańskiej bazy marynarki wojennej w Guantanamo na Kubie. Jak? Jedną z metod było oferowanie przez amerykańskie wojska 5000 dolarów za każdego podejrzanego. W Pakistanie i Afganistanie zaczęło się polowanie, w pierwszej kolejności na obcokrajowców - 5000 dolarów tam to jak 250 tysięcy funtów w Wielkiej Brytanii.
Moazzam został zatrzymany w Islamabadzie. Obywatel Wielkiej Brytanii pracował w Afganistanie przy budowie szkoły dla dziewcząt. Wyjechał stamtąd kilkanaście godzin po zamachu na World Trade Center, 11 września 2001 roku. O swoim zatrzymaniu opowiadał tak: "Wepchnęli mnie na tylne siedzenie samochodu. Ktoś podniósł mi worek i zrobił zdjęcie, ktoś inny - z całą pewnością Amerykanin - wyciągnął kajdanki i powiedział, że dała mu je wdowa po jednej z ofiar ataków z 11 września z prośbą, by zakuł w nie terrorystę. Po chwili leciałem już do Kandaharu. Nie byłem tam bity. Sześć tygodni później (...) wsadzili mnie w samolot do Bagram, największego więzienia na świecie. Tam zaczęły się przesłuchania. Powiedziano mi, że jestem własnością Stanów Zjednoczonych Ameryki i nie mam żadnych praw. Póki byłem w rękach Pakistańczyków, nie byłem torturowany. Gehenna zaczęła się, gdy przejęli mnie Amerykanie".
Moazzam Begg nigdy nie był w Stanach Zjednoczonych. W 2005 roku wypuszczono go z Guantanamo. Nie usłyszał żadnych zarzutów.
W 1754 roku zniesiono stosowanie tortur w Prusach, w Polsce i Austrii w 1776, Rosji w 1801 roku, a w 1789 r. w USA wprowadzono 8. poprawkę do Konstytucji. W dobie oświecenia nie było wątpliwości, że zeznania wydobyte bólem, strachem, cierpieniem fizycznym i psychicznym nie mają wartości - więzień przyzna się do wszystkiego, o czym najlepiej świadczył choćby dorobek inkwizycji (na stosowanie tortur wobec oskarżonych o czary i herezje pozwolił Innocenty IV w bulii "Ad expirtanda" z 1252 roku).
W XIX wieku w świecie zachodnim nie było wątpliwości - tortury to ponure świadectwo braku humanitaryzmu. W imię tegoż humanitaryzmu - na przekór niehumanitarności każdej wojny - już w 1864 roku Konwencją genewską uregulowano status rannych na polu bitwy, personelu medycznego i cywili. W 1906 roku, niemalże w przededniu I wojny światowej, w kolejnym podpisanym dokumencie zwiększono ochronę nad rannymi i chorymi żołnierzami i dodano zapisy dotyczące wymiany informacji o osobach poszkodowanych w czasie działań wojennych. Wydawało się, że rosnąca świadomość znaczenia praw człowieka będzie gardą chroniącą przed ich łamaniem. Dwudziestowieczne totalitaryzmy pokazały, że kodeksowe zapisy mogą być puste.
Nazistowskie gestapo, radzieckie NKWD, włoska ORVA, japońska specjalna żandarmeria - tajne policje reżimów z tortur uczyniły pełnoprawną metodę śledczą. W PRL uczono o bestialstwie nazistowskich oprawców katujących w alei Szucha komunistycznych działaczy Hankę Sawicką i Janka Krasickiego. Ale torturowano tam też żołnierzy AK, a ikoniczną historią dla kilku pokoleń młodych ludzi stała się ta opowiadająca o akcji odbicia Janka Bytnara "Rudego" z konwoju. W słynnej akcji pod Arsenałem zginął "Alek", czyli Maciej Aleksy Dawidowski. Skatowany "Rudy" zmarł kilka dni później.
Śledcze metody gestapo i NKWD stosowała też w dobie stalinowskiej tajna policja PRL, a że to nie tylko europejska specialite de la maison, świadczy "dorobek" tajnych policji junt w Argentynie i Chile, Czerwonych Khmerów w Kambodży czy chińskich hunwejbinów.
Kilka lat temu okazało się, że po tzw. niedozwolone metody śledcze sięgnęły amerykańskie służby - w imię wojny z terroryzmem. Oczywiście tajnie, jednak pod rosnącym naciskiem mediów i pod wpływem wewnętrznej walki w samej CIA Stany Zjednoczone ostatecznie przyznały - jednym z narzędzi walki z terroryzmem były tortury stosowane wobec osób zatrzymanych i podejrzanych o współpracę z Al-Kaidą i talibami.
Sprawa tajnych więzień CIA dotyczy też Polski. Od czasu ujawnienia tej kwestii w 2005 roku rząd, zasłaniając się polską racją stanu, odmawia informacji na temat współpracy z CIA. Wiadomo było, że Amerykanie lądowali w Szymanach, niedaleko bazy wywiadu w Starych Kiejkutach, ale komisji Parlamentu Europejskiego odmówiono wglądu do księgi lotów, co okazało się o tyle śmieszne, że takim wykazem dysponuje Eurocontrol. Kiedy ujawniono lądowania Amerykanów, gen. Marek Dukaczewski stwierdził, że zapewne przylatywali na Mazury w celach rekreacyjnych...
Były premier Leszek Miller we wrześniu 2010 roku w "Sygnałach dnia" twierdził, że zajmowanie się tajnymi więzieniami CIA zagraża naszemu bezpieczeństwu, a prawa człowieka stoją w sprzeczności z tzw. racją stanu. Kilka tygodni temu Abu Zu-baidah, a Abd al-Rahim al-Nashiri jesienią zeszłego roku otrzymali od polskiej prokuratury prowadzącej śledztwo w sprawie rzekomych ośrodków odosobnienia CIA status po-krzywdzonych. Khaled El-Masri, obywatel Niemiec przetrzymywany w tajnym więzieniu w Afganistanie, otrzymał 50 tys. euro odszkodowania za bezprawne uwięzienie. Zapłacił rząd Niemiec.
XX-wieczne totalitaryzmy pokazały, że kodeksowe zapisy mogą być puste
Polskie śledztwo - o statusie "tajne" - przedłużono po raz kolejny. Niedawno Józef Pinior, jedyny polski eurodeputowany domagający się wyjaśnienia kwestii więzień CIA, powiedział w TVN, że istnieje tajna instrukcja podpisana przez polskiego premiera, regulująca działalność ośrodka i procedury postępowania na wypadek śmierci osób przetrzymywanych. Leszek Miller stwierdził, że to bzdury. Prokuratura jednak powinna zdjąć klazulę "tajne" z zebranych materiałów. Tak jak zrobili to u siebie Włosi i Brytyjczycy.