Andrzej Kosendiak o nowej płycie „Gorczycki II” z polską...

    Andrzej Kosendiak o nowej płycie „Gorczycki II” z polską muzyką baroku

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W „Gorczycki dream team” głosy się stapiają i wyodrębniają. Narodowe Forum Muzyki wydało płytę "Gorczycki II".
    Andrzej Kosendiak

    Andrzej Kosendiak ©Łukasz Rajchert/archiwum NFM

    Ukazała się druga płyta z muzyką Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. Skąd dobór muzyków?
    To ten sam skład, z którym nagrałem pierwszą płytę. Śpiewają: Aldona Bartnik i Agnieszka Ryman – soprany, Matthew Venner – kontratenor, Maciej Gocman – tenor, Tomáš Král i Jaromír Nosek – basy, gra Wrocław Baroque Ensemble. Susan Gilmour, która śpiewała na pierwszej płycie, urodziła niedawno dziecko, więc nie mogła nagrywać z nami tym razem. Ale jej zmienniczka świetnie się sprawdziła. Nie spodziewaliśmy się, że w składzie przygotowującym Gorczyckiego poczujemy się aż tak fantastycznie. Już po pierwszych próbach wiedzieliśmy, że chcemy kontynuować współpracę.
    Wokaliści, muzycy są tak dobrani, że wzajemnie się inspirują. Głosy barwami tworzą jednolite brzmienie zespołu, a jednocześnie wyodrębniają się z całości. Porównam nasz skład do kwartetu smyczkowego, o którym mówi się, że to najtrudniejszy zespół kameralny, najwięcej się od niego wymaga. Wszyscy muzycy w kwartecie powinni być solistami, indywidualnościami, a zarazem świetnie porozumiewać się w zespole, tworząc jednorodne brzmienie, mieć jednakowy sposób myślenia o muzyce, frazowania, oddychania. W „Gorczycki dream team” mamy poczucie, że chcemy ze sobą pracować, z tego właśnie względu: głosy się stapiają, a jednocześnie tam, gdzie trzeba, wyodrębniają się. Czyli, nic nie ujmując indywidualnościom, tworzymy zgrany zespół. Stała współpraca jest logistycznie trudna, bo każdy ma swoje plany artystyczne. Ale jesteśmy umówieni już i na następny koncert, i na następną Wratislavię, i na kolejne nagranie. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie się nadal rozwijała.

    Połączyła Was fascynacja?
    Zdecydowanie! My, Polacy, cenimy ją od dawna, Czesi nie, Matthew (kontratenor) wcześniej nie znał tej muzyki wcale. Wartość artystyczna dzieła ujawnia się na samym początku prób. Bywa, że od razu wiadomo: niewiele z tego będzie. A czasem nieustannie wracamy do repertuaru, na kolejnej próbie zawsze jest o czym rozmawiać. Muzyka bardzo inspiruje. Dzieła Bacha, Beethovena są nie tylko piękne, pozwalają także każdemu następnemu pokoleniu artystów mieć własne spojrzenie. Utwory są na tyle bogate, że zawsze można coś nowego w nich odkryć. To świadczy o trwałości dzieła – jest inspiracją dla bardzo wielu twórców.

    Pan zajmuje się Gorczyckim od lat…
    Chyba od trzydziestu. W polskim baroku nie ma równie dużo świetnej muzyki, co w twórczości włoskiej, brytyjskiej, francuskiej. Mamy kilku kompozytorów, którzy inspirowali się stylem włoskim. Na nowej płycie są hymny i obie msze, które kontynuują ideę Palestriny – dawny styl polifoniczny. W Litanii czy innych dziełach Gorczycki wyraźnie stosuje charakterystyczny dla stylu włoskiego koncert wokalny.

    Co odkrywa Pan w spuściźnie Gorczyckiego?
    Tym razem największym zaskoczeniem i inspiracją była praca nad hymnami. Cieszę się, że nagraliśmy Litanię – spośród pozostawionych przez Gorczyckiego dzieł to utwór na największy skład. Hymny są napisane na cztery głosy i dwoje skrzypiec, ale skrzypce nie stanowią wyłącznie akompaniamentu. Można więc powiedzieć, że hymny zostały napisane na sześć głosów: cztery wokalne, dwa instrumentalne i continuo. Patrząc na nuty pierwszy raz, niewiele w nich dostrzeżemy. Po analizie i wspólnym śpiewaniu okazało się, że mamy przed sobą wspaniałe utwory. To było dla mnie zaskoczeniem. Wiedziałem o innych dziełach Grzegorza Gorczyckiego, że są fantastyczne, hymny odkryłem w trakcie ostatniego nagrania. Jestem nimi zachwycony.

    Umawiacie się na nagranie następnych utworów Gorczyckiego?
    Tym razem nie. W przyszłym roku mamy 50. Wratislavię Cantans i zaproponowałem dyrektorowi artystycznemu festiwalu, Giovanniemu Antoniniemu, wykonanie programu z pierwszej edycji Wratislavii – na festiwalu w 1966 roku zabrzmiał koncert złożony z dwóch utworów barokowych: Missy Pulcherrimy Bartłomieja Pękiela i Nieszporów Marcina Mielczewskiego. Chcemy powtórzyć ten sam program, a skoro tak, pomyślałem, żeby nagrać utwory Pękiela i Mielczewskiego albo wybrać jednego z tych kompozytorów. Bierzemy pod uwagę wydanie płyty z nagraniem tego koncertu, decyzja jeszcze nie zapadła. Ale następny wspólny album to na pewno polski barok. a
    Rozmawiała Małgorzata Matuszewska

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama