Gary Moore miał w sobie bluesa

    Gary Moore miał w sobie bluesa

    Marta Wróbel

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    30 kwietnia Gary Moore miał zagrać na wrocławskim Rynku w ramach Thanks Jimi Festival swój wielki przebój "Still Got The Blues". W towarzystwie kilku tysięcy innych gitarzystów. A wieczorem tego samego dnia dać koncert na Wyspie Słodowej. Niestety, te plany pokrzyżowała niespodziewana śmierć artysty.
    Moore zmarł w niedzielny poranek w hotelu na Costa de Sol w Hiszpanii, gdzie spędzał wakacje. Na razie nie jest znana przyczyna śmierci muzyka. Miał 58 lat.

    - Negocjowaliśmy jego przyjazd ponad rok. Pierwotnie miał być gościem ubiegłorocznej edycji Thanks Jimi Festival. Nie udało się. Sprawę kwietniowego przyjazdu artysty do Wrocławia dopięliśmy na ostatni guzik kilka dni temu - mówi Krzysztof Jakubczak, organizator festiwalu. - Gitarzyści i fani artysty, którzy wiedzieli o jego przyjeździe, od niedzieli wysłali do nas mnóstwo mejli z chęcią oddania hołdu Moore'owi - dodaje.

    Tak się stanie. 30 kwietnia w Rynku, obok standardowego "Hey Joe", usłyszymy "Still Got The Blues" w wykonaniu tysięcy gitar.

    Swoje pierwsze kroki jako profesjonalny gitarzysta Gary Moore stawiał w wieku szesnastu lat w zespole Skid Row. Właśnie po to, żeby przyłączyć się do zespołu, młody gitarzysta przyjechał do Dublina z rodzinnego Belfastu. Wtedy Moore poznał Phila Lynotta - jednego z pierwszych ciemnoskórych gwiazdorów w historii rocka (jego ojciec pochodził z Gujany), późniejszego lidera formacji Thin Lizzy łączącej heavy metal z hard rockiem. W Thin Lizzy Moore nie zabawił na stałe (zagrał na płytach "Nightlife" i "Black Rose: A Rock Legend"), ale to w czasach, kiedy był członkiem zespołu, Thin Lizzy osiągnęli największe sukcesy z utworami "Bad Reputation", "The Boys are Back in Town", "Whiskey in the Jar". Ten ostatni utwór, oparty na tradycyjnej irlandzkiej melodii, nagrała później, także z sukcesem, Metallica.

    Solowa kariera Moore'a zaczęła się w 1973 r. autorską płytą "Grinding Store". Od tamtej pory gitarzysta, wokalista i kompozytor nagrał ponad 20 solowych krążków, jego ostatnia płyta "Bad For You Baby" ukazała się trzy lata temu. Moore zawsze powtarzał w wywiadach, że zajął się na poważnie graniem na gitarze, kiedy usłyszał Petera Greena z Fleetwood Mac. Potem to styl grania Moore'a był inspiracją dla kilku pokoleń gitarzystów.Eric Clapton to przy nim grzeczny chłopiec. Moore mieszał bluesa z irlandzkim graniem

    - Widziałem go dziewięć lat temu na koncercie w Karpaczu - Eric Clapton to przy nim grzeczny chłopiec - opowiada Leszek Cichoński, gitarzysta i pomysłodawca Thanks Jimi Festival. I dodaje:
    - Moore potrafił grać liryczne melodie i świetne solówki. Pamiętam koncert nagrany na DVD, na którym Moore prowadził gitarowy dialog z B.B. Kingiem. To było mistrzostwo.

    Artysta znany też był z wy-smakowanego bluesowego grania i łączenia ze sobą gatunków muzycznych - od irlandzkich brzmień po heavy metal i hard rocka.

    Największe przeboje Moore'a to "Over The Hills And Far Away", "Still Got The Blues" i "Out In The Fields". Współpracował m.in. z B.B. Kingiem, Gregiem Lake i Hueyem Lewisem. Wziął udział w nagraniu ponad siedemdziesięciu albumów.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama