Bohdan Łazuka: Gdybym rozumiał kobiety, byłbym jednym z...

    Bohdan Łazuka: Gdybym rozumiał kobiety, byłbym jednym z najbogatszych ludzi na świecie

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Zobacz, co się porobiło po tej metamorfozie. Adaś Michnik co robi? Nic. Balcerowicz odcięty. Bartoszewski? Ma swoje lata. Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że się już nie chce - mówi Bohdan Łazuka, aktor, piosenkarz.
    Bohdan Łazuka: Pieniądze mam, ale dla higieny prowadzę program "Za kulisami kabaretu"

    Bohdan Łazuka: Pieniądze mam, ale dla higieny prowadzę program "Za kulisami kabaretu" ©FOT PIOTR SMOLIŃSKI / POLSKAPRESSE

    Wywiady są bez sensu. Co ja będę mówił. O tym, że się urodziłem?

    Wcale nie.
    Wcale nie? O, widzisz, sprowokowałem cię. Kiedyś przyjechała do mnie panienka na wywiad w zastępstwie. Taka grzeczna, taka miła, nóżkę na nóżkę, tup tup założyła. (śmiech) I mówi: "Koleżanka dziennikarka zachorowała, więc ja przyjechałam. I chciałam bardzo pana przeprosić, ale właściwie to co pan robi?"

    (śmiech) Są tacy, którzy Pana nie znają?
    Myślałem, że ją zacałuję. To inne pokolenie, tu się nie ma co dziwić.

    Co się stało, że Pan zniknął? W PRL bożyszcze tłumów, nieomal na rękach noszony, każdy chciał się z Panem napić.

    To prawda. W pewnym sensie, Anitko, mój czas minął. I to też nie z powodu mojej ignorancji. Oczywiście wyjdzie na to, że się chwalę, jako esteta, czy człowiek, który ma niezły gust. Jestem obligowany przez moich profesorów czymś, co ma znaczenie w sztuce. Ale w tej chwili jest taka sytuacja - przecież to rzecz wiadoma, jak się ogląda dzisiaj telewizję - która mnie nie interesuje.

    Co konkretnie?
    No to, co oni pokazują. Koteńku, nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi! Jeżeli do mnie dzwonią i proponują mi coś, bo taka jest prawda, nie mogę powiedzieć, że nie…

    A był moment, kiedy propozycje się skończyły, telefon milczał?
    Nie skończyły się. A skąd! Mnie się już po prostu nie chce. Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że się już nie chce.

    Oferty cały czas przychodzą, telefony dzwonią?
    O Jezus Maria. Tak! Ale jeżeli do mnie dzwonią, głównie z telewizji, to mnie nie interesuje, co oni mi proponują. I odwrotnie!

    Ich nie interesuje to, co Pan ma do zaproponowania?
    Oczywiście, że nie. Z tym, że się nie lekceważymy. Tylko, jak powiada Zuzia Łapicka, "Taki jest trynd teraz". I koniec.

    Telewizja dziś jest tylko dla młodych ludzi?
    Ty chcesz, żebym ja za nich odpowiadał. Umów się z prezesem telewizji, to ci powie. To jest normalne - powstała nowa forma w sztuce. Tylko nie udawaj, że nie wiesz. Wiesz dokładnie. Nazywa się oglądalność. Wyobraź sobie, że w średniowieczu nie było ani kamer, ani aparatów fotograficznych. Ale ludzie chcieli przeżywać, bawić się. Na tych średniowiecznych targach, igrcach kat przychodził i obcinał głowy…

    Takie igrzyska.
    Nie przerywaj, bo mi przypominasz moją żonę. Za najmniejsze wtedy przewinienie, powiedzmy, gdy ktoś ukradł na straganie jabłko, zakuwano w dyby. Wiesz, co to dyby?

    Tak.
    No właśnie. I była, powiem ci, szalona oglądalność. Szalona! Ale to nie znaczy, że mnie ma się to podobać. Skapowałaś czy nie?

    Skapowałam.
    No, jaka mądra. Poza tym powiem ci coś, bo ja się nie migam. Ja swoje już wytańczyłem. Wyskakałem już swoje. Naprawdę. Myślę sobie - mój Boże, żeby który z tych młodych teraz ludzi jedną dziesiątą tego zrobił co ja.

    Był Pan królem życia.
    I to mi zostało.

    I najbardziej znanym w PRL, uwielbianym celebrytą.
    Nie każdy mnie uwielbiał. W Radomsku, to taka miejscowość po drodze do Częstochowy, dwóch policjantów nie przepada za mną.

    Co Pan nabroił?
    Co ja ci będę mówić. Coś musiałem nabroić. Ale to było bardzo dawno temu.

    Jak się Pan czuł w PRL, wiedząc, że przechodzi Pan przez życie suchą nogą, a ludziom wywracały się życiorysy?
    Córcia! Ja byłem pod auspicjami tak wybitnych postaci, jak…

    Jak Ludwik Sempoliński. Miał być Pan jego następcą.
    Chodziło o to, że państwo Sempolińscy nie mogli mieć dzieci. I tu, mówiąc językiem żydowskim, był pies pogrzebany. Ludwik Sempoliński musiał sobie kogoś wytypować. A ponieważ ja jestem chłopak z prowincji, czyli z Lublina, w ogóle nie wstydziłem się tego, że miałem zapał do studiów. Nominalnie chciałem być muzykiem. Ale mieszkałem w bursie, w Dziekance na Krakowskim Przedmieściu, w której mieszkali studenci wszystkich dziedzin sztuki: malarstwo, aktorstwo, tancerze i muzycy i to koledzy namówili mnie, że może ja bym do szkoły teatralnej zdawał. Maniek Kociniak powiedział: "Zgrywus jesteś, co będziesz w tę rurkę dmuchał", bo ja uczyłem się grać na oboju. Szlachetny instrument. No i widzisz, wyszło, że nie przeszkadzam w aktorstwie, a muzyka polska też nic nie straciła. (śmiech)

    Piękny dystans.
    Daj mi powiedzieć! Boże, te młode dziennikarki tak mają, że zadają pytania i same na nie odpowiadają! To casus tej Olejnik, ona tak wszystkich nauczyła. Córeńko, sprawa wyglądała tak: przecież ja nie miałem tej świadomości, że coś umiem na tyle, żeby czternaście razy Salę Kongresową wypełnić. Czternaście razy! Ja tego nie liczyłem, ale ponieważ niedawno był w Syrenie mój jubileusz, to Wojtek Młynarski podpowiedział to Magdzie Umer i Grażynie Torbickiej. Wiesz, jest takie stare przysłowie, jak dwóch Żydów mówi ci, że jesteś pijany, to idź spać. I jak tylu - Hanuszkiewicz, Sempoliński, Rudzki, Bardini, Zosia Rysiówna, moja profesor Stanisława Perzanowska - powiedziało "rób to", to robiłem. W pewnym momencie, kiedy wygrałem Opole razem z Ewą Demarczyk, ex aequo, to potem na bankiecie Stefan Kisielewski, wiesz, jeden z najwybitniejszych autorytetów w tym kraju, powiedział: "Łazuczka, wszystko w porządku. Te sukcesy, te rozbrajające uśmiechy, te umizgi do ciebie! Wszystko dobrze. To jest zakodowane w próżności tego zawodu. Natomiast, pamiętaj, najważniejsze jest być przyzwoitym człowiekiem".

    Udało się Panu zachować tę przyzwoitość w komunie?
    Wydawało mi się, że mnie to w pewnym sensie ominęło, bo ja się w tamtych czasach nie umiałem odnaleźć. Patrzyłem tylko na studia. Studiowaliśmy od 9 rano, codziennie, do 9 wieczór. A jeszcze do tego wszystkiego należało odrobić zadanie domowe. Bardini zawsze mnie chwalił, że przychodziłem przygotowany. Z teorii marny byłem, z historii teatru to tak średnio. Ale zawodowo to się starałem. No wiesz, chłopak z Lublina przyjechał.

    Jak to się stało, że chłopak z Lublina przyjechał do Warszawy?
    Mówiłem - do szkoły muzycznej przyjechałem, uczyć się grać na oboju. Pochodzę z rodziny ziemiańskiej, spod Lublina. Jeżdżę tam i teraz.

    Miał Pan taki moment w swoim królewskim życiu, kiedy musiał o coś walczyć?
    Nie, to mógł być rodzaj tęsknoty. Sporo pracowałem z Andrzejem Konicem, niestety, opuścił już nas. Był bezkrytyczny wobec mnie. Mówię raz do niego: "Andrzej, ty wiesz, gdzie ja nigdy nie zagrałem? "W Stawce większej niż życie". A to był jeden z najlepszych naszych seriali, świetnie zrobiony. Wszyscy w nim grali. Wszyscy! A on mówi: "Boguś, czyś ty zwariował? Przecież ty byłeś nie do wyjęcia". No, to prawda. To był jakiś obłęd, cud, przypadek, cholera wie co.

    Znajomości?
    Talent! Ja mam talent. Co dziś niektórym jest obce. Z kim ja miałem się znajomić? Jeszcze nie skończyłem szkoły teatralnej, jak już miałem audycję w radiu. A nawet nie wiedziałem, kim jest ten facet, który z taką propozycją zadzwonił. A ty mówisz znajomości?! Nie. Jest pewien rodzaj predyspozycji, które są poza zawodem. I ja się już nie zmienię, na to za późno jest.
    1 3 »

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      w sumie kręci się wokół przesady

      spokojny

      Zgłoś naruszenie treści / 3 / 3

      Gość nawet dowcipnie mówi a nawet i do rzeczy ale w sumie kręci się wokół przesady typu „w przeszłości wszystko było lepsze, nawet przyszłość”. A to powtarza każde pokolenie. Założę się, że jak...rozwiń całość

      Gość nawet dowcipnie mówi a nawet i do rzeczy ale w sumie kręci się wokół przesady typu „w przeszłości wszystko było lepsze, nawet przyszłość”. A to powtarza każde pokolenie. Założę się, że jak Łazuka był młody i śpiewał ten „big-bit” to wtedy ówcześni starcy zatykali uszy i krzywili się, że „pokolenie głuchych że, panie, ten, tego, Betowen, to ładnie grał”.

      A teraz ten „big-bit” to jest kołysanka dla grzecznych dzieci do poduszki a starzy znowu narzekają na „tą dziesiejszą młodzież”. Inna przesada: „żeby ci młodzi dzisiaj zrobili jedną dziesiątą tego co ja”. Proszę pana, zależy jacy młodzi. Bo są naprawdę tacy co zap…ją tak, że pan wtedy jednej dziesiątej nie robił tego co oni dziś, zgadza się?

      zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama