Gmitruk: To jest wyzwanie dla Adamka i dla Wrocławia

    Gmitruk: To jest wyzwanie dla Adamka i dla Wrocławia

    Wojciech Koerber

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Trenerzy Andrzej Gmitruk (z lewej) i Ryszard Furdyna połączyli swoje ogromne doświadczenie. W planach mają m.in. organizację gal na Dolnym Śląsku

    Trenerzy Andrzej Gmitruk (z lewej) i Ryszard Furdyna połączyli swoje ogromne doświadczenie. W planach mają m.in. organizację gal na Dolnym Śląsku ©Fot. Janusz Wójtowicz

    Niedawny trener najlepszego naszego pięściarza wagi ciężkiej działa we Wrocławiu. Co go sprowadza?
    Trenerzy Andrzej Gmitruk (z lewej) i Ryszard Furdyna połączyli swoje ogromne doświadczenie. W planach mają m.in. organizację gal na Dolnym Śląsku

    Trenerzy Andrzej Gmitruk (z lewej) i Ryszard Furdyna połączyli swoje ogromne doświadczenie. W planach mają m.in. organizację gal na Dolnym Śląsku ©Fot. Janusz Wójtowicz

    Andrzej Gmitruk. To na jego tarczy swoje największe zawodowe sukcesy wykuwał Tomasz Adamek. Z tego znają Gmitruka młodsi fani pięściarstwa. Starsi pamiętają też m.in. cztery brązowe medale jego drużyny podczas igrzysk olimpijskich w Seulu (Andrzej Gołota, Jan Dydak, Henryk Petrich i nasz superciężki Janusz Zarenkiewicz z Zagłębia Lubin). Teraz Gmitruk przebywa we Wrocławiu, gdzie współpracuje z trenerem Maksimusa Ryszardem Furdyną. To w sumie 124 lata doświadczeń. Może nie aż tyle bokserskich, lecz życiowych bez wątpienia (64 Furdyny, 60 Gmitruka). Obaj doskonale wiedzą, że bez ciężkiej harówy kołaczy nie będzie.

    - Tak jak z materiałem na dobrego boksera. 20 procent to talent, a 80 to... talent do pracy - błyskotliwie zauważa Furdyna. Gmitruk pracy nie boi się również. - Od miesiąca mam nowy aparat komórkowy, ale nie miałem jeszcze czasu, by się przeinstalować - twierdzi, pokazując nam nieco zdezelowany już sprzęt, którego wciąż używa. - Po Polsce przemieszczam się autem głównie nocami, by nie tracić czasu. I bardzo się ucieszyłem, gdy o we wtorek o 5 rano usłyszałem, że sfinalizowana została umowa na walkę Tomka Adamka z Władymirem Kliczką - dodaje.

    Ano właśnie. Ta bitwa miałaby się odbyć we wrześniu na wrocławskim stadionie budowanym z myślą o polsko-ukraińskim Euro 2012. Symboliczna zatem to walka, skoro bić się mają Polak z Ukraińcem. Znamy nawet kilka punktów tej umowy. Jeśli zwycięży Adamek, będzie musiał dać Kliczce rewanż. Władymirowi, choć różnie jeszcze może być. Obóz braci ma bowiem otwartą furtkę i na 90 dni przed walką może jeszcze podmienić Władymira na 40-letniego Witalija. Pytanie tylko, czy rzeczywiście odbędzie się ta walka na wrocławskim stadionie, na którym zadaszone będą wyłącznie trybuny.

    Według Kathy Duvy, współpromotorki Adamka, do walki włączyła się także stolica i Stadion Narodowy. A to obiekt, który ma posiadać lekkie, automatycznie rozkładane zadaszenie placu gry.
    - I wtedy rzeczywiście cały obiekt jest pod dachem - potwierdza rzecznik Euro 2012 Polska Juliusz Głuski.

    - To duże wyzwanie i dla zawodnika, i dla Wrocławia. Na pewno ukoronowanie długoletniej przecież kariery Tomka i sukces jego promotorów. Wiadomo, że we wrześniu pogoda w naszym kraju jest zmienna, więc czasowe zadaszenie obiektu jest warunkiem niezbędnym. Z tego, co wiem, nie jest to dla Wrocławia bariera nie do pokonania. Choć całość to na pewno duże wyzwanie, a jednocześnie gloryfikacja tutejszych władz i całego środowiska - dyplomatycznie mówi nam Gmitruk, który zęby zjadł nie tylko na produkcji świetnych bokserów, lecz i na organizacji profesjonalnych gal. I choć nam tego nie powiedział, to wyczuliśmy, że bardziej jakby wierzył w sportowe powodzenie Adamka niż finansowe całego przedsięwzięcia na polskiej ziemi (za dużo chętnych do tego tortu?). Ale możemy się mylić.

    Czy Gmitruk i były podopieczny wciąż utrzymują kontakt? - Oczywiście. Rozmawialiśmy przed świętami, choć w osobistej sprawie. Śledzę to, co się wokół Tomka dzieje, wiem, że 16 kwietnia też czeka go walka. Dlaczego się rozstaliśmy? Z moich względów zdrowotnych i osobistych. Albo inaczej: prowadzenie takiego zawodnika wymaga bycia w USA i mieszkania tam. To jest permanentny proces, nie można doskakiwać. A ja mam dużo roboty w kraju i gdybym jeszcze jeden rok przeciągnął, to nie miałbym do czego wracać - wyjaśnia Gmitruk.

    Kilka lat temu, gdy panowie na jakiś czas się rozstali i mieli ciche dni, odnosiliśmy wrażenie, że poszło o pieniądze. Że Adamkowi zaczęło się wydawać, iż sięgnie szczytów metodą chałupniczą, przy pomocy rodziny, a nie fachowców. Szybko jednak wrócił na dobry tor, w czym pewnie i pomogła porażka z Chadem Dawsonem. Gmitruk jednak zaprzecza.

    - To był może epizod. W tej chwili Tomek ma bardzo dobry zespół i bardzo dobrego trenera Rogera Bloodwortha. Przygotowania są systematyczne i profesjonalne. A tego wymaga pozycja Tomka na amerykańskim rynku. O nim mogę się wypowiadać tylko ciepło. Ja, powtarzam, mam swoją grupę, kontrakt z Canalem+, i za chwilę nie miałbym do czego wracać - raz jeszcze podkreśla Gmitruk. A wracać istotnie ma do czego.

    Flagową postacią Gmitruka staje się Mateusz Masternak (kat. cruiserweight, czyli junior ciężka), który podczas konferencji prasowych podgryza już Krzysztofa Włodarczyka. Master to jednak zawodnik niespełna 24-letni i ma jeszcze czas na życiowe wyzwania w ringu.

    - Jest już ukształtowany technicznie i mentalnie, z moimi partnerami z grupy Okihara szukamy wciąż nowych rozwiązań dotyczących procesów szkoleniowych. Mateusz ma 23 lata, a już doświadczenie z 21 zawodowych walk. Gdy przejmowałem Tomka, miał lat 22 i żadnej zawodowej walki, choć 120 pojedynków amatorskich to także duża wiedza bokserska. Z wejściem w mocną rywalizację musimy jeszcze jednak trochę poczekać, przede wszystkim zadbać o dobrą jakość sparingpart-nerów - tłumaczy były opiekun kadry polskiej i norweskiej.

    - Ta kategoria naprawdę jest mocna i mamy w Europie skupisko silnych cruiserów. Obok Włodarczyka są Marco Huck, Hernandez, Herelius, Lebiediew, także Cunningham. Na razie będzie bronił Mateusz tytułu IBO Inter-continental. Z kolei Piotrek Wilczewski powalczy, jako piąty Polak (po Salecie, Sosnowskim, Jackiewiczu i Snarskim - WoK), o prestiżowy tytuł mistrza Europy. Walka jest 4 marca w Helsinkach i miałem właśnie telefon od organizatorów, czy byśmy nie zaakceptowali też drugiego tytułu WBO Intercontinental. To by oznaczało rywalizację o miejsce rankingowe i przepustkę do pojedynków w tej federacji, w której przez wiele lat królował Darek Michalczewski. Ma ona prestiżowy i światowy charakter - mówi opiekun.

    W grupie Gmitruka i Furdyny są też m.in. Mateusz Malujda, Tariel Zan-dukeli czy Mateusz Matyja, przed którym w marcu zawodowy debiut i który wczoraj sparował z Wilczewskim. Ten pierwszy, Malujda, wciąż musi łączyć treningi z pracą bramkarza w nocnych klubach, lecz może już niedługo. - Ma już za sobą dwie zawodowe walki. Teraz zacznie już 6-rundówki, więc ekonomicznie powinno być lepiej - wierzy Gmitruk, który wiele obiecuje sobie po współpracy z Furdyną, z którym zna się zresztą od lat 70.
    - Będziemy wymieniać doświadczenia i spojrzenia na to, co robimy. Korespondencyjnie pewnych rzeczy dopracować się nie da. Rysiek to ostatnie ogniwo we Wrocławiu, które pracuje i z amatorami, i z zawodowcami. Nie ukrywam też, że celem mojej wizyty jest organizacja na Dolnym Śląsku kilku imprez. Tradycje tutaj są olbrzymie, nie tylko we Wrocławiu, ale też w Dzier-żoniowie czy Świdnicy. Jeśli nie wykorzystamy takich ludzi jak Rysiek czy Jacek Wąsowicz, którzy znają klimat, to dużo stracimy. A wiele miast ten napęd już straciło - ostrzega Gmitruk, którego cieszy również obecność w Radzie Miejskiej Wrocławia Macieja Zegana.

    - Mam nadzieję, że też pomoże. Jesteśmy umówieni na rozmowę. Miał ostatnio trudną walkę, bo zabrakło precyzji w przygotowaniach. A starsi muszą szykować się dłużej i w innych warunkach. Maciek sam do siebie ma o to pretensje - dodaje utytułowany szkoleniowiec.

    No to czekamy na te gale i owoce tej pracy! Pamiętajmy, że ostatni polski medalista olimpijski w boksie to rzeczywiście dolnośląski produkt - wrocławski oleśniczanin Wojciech Bartnik, który swój brązowy wywalczył w Barcelonie (1992). A miał tam w ogóle nie lecieć.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Fajny artykuł;-))

      gów... prawda (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 8 / 4

      Jednak można przeprowadzić dobry wywiad

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama