Anioły nie przyniosą ukojenia i spokoju – recenzja spektaklu...

    Anioły nie przyniosą ukojenia i spokoju – recenzja spektaklu "Anioły w Ameryce"

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Michał Kowalik i Maurice Lenhard – wielkie brawa!

    Michał Kowalik i Maurice Lenhard – wielkie brawa! ©Paweł Relikowski

    Rewelacyjne „Anioły w Ameryce” w Operze Wrocławskiej. Mam nadzieję, że ten spektakl pokazany na Festiwalu wejdzie na stałe do repertuaru.
    Michał Kowalik i Maurice Lenhard – wielkie brawa!

    Michał Kowalik i Maurice Lenhard – wielkie brawa! ©Paweł Relikowski

    „Anioły w Ameryce”, które melomani mogli zobaczyć na IV Festiwalu Opery Współczesnej, to spektakl skończony. Świetny wizualnie, z rewelacyjną muzyką i genialnie zaśpiewany. Gdybym miała wymienić, kto był bardzo dobry, musiałabym wymienić wszystkich, nie da się jednak ukryć, że to Aleksandra Kubas-Kruk w „Aniołach” stworzyła kreację życia – biorąc pod uwagę jej dotychczasowy dorobek.
    „Anioły” to dramat Tony’ego Kushnera, za który dostał on nagrodę Pulitzera.
    Długi, bo oryginał trwa siedem godzin. Niełatwy, bo jest próbą zmierzenia się z szokiem, jakim dla Ameryki lat 80. okazała się epidemia AIDS dotykająca nie tylko środowiska narkomanów, ale również prawników, lobbystów, polityków, artystów.
    Dramat Kushnera doczekał się ekranizacji telewizyjnej – w miniserialu zagrali m.in. Al Pacino i Meryl Streep. Wersję muzyczną sztuki zamówił u węgierskiego kompozytora Petera Eötvösa paryski Théâtre du Châtelet. Mari Mezei, żona Eötvösa, siedmiogodzinny dramat skróciła do dwóch godzin. Już samo to jest dużą sztuką, za którą należą się wielkie brawa. Ale istotą „Aniołów w Ameryce” by Eötvös jest fenomenalna muzyka, która nie tylko oddaje stany emocjonalne bohaterów, ale też oniryczną przestrzeń, w której się z tymi emocjami zmagają.
    Udało mi się zamienić kilka słów z rektorem Akademii Muzycznej prof. Krystianem Kiełbem, który nie krył zachwytu muzyką Eötvösa. Śpiewaków komplementował tenor Tadeusz Pszonka, podkreślając, że Eötvös zafundował im piekielnie trudne zadania. A ja liczę, że „Anioły” wejdą do repertuaru na stałe.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama