Na przewodniczącego elekta Donalda Tuska biuro w Brukseli...

    Na przewodniczącego elekta Donalda Tuska biuro w Brukseli już czeka

    Anita Czupryn a.czupryn@polskatimes.pl

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Nie będzie miał do swojej dyspozycji samolotu, nie dostanie rezydencji, ograniczy liczbę funkcjonariuszy ochrony, a jego gabinetu nie będą tworzyć wyłącznie Polacy. Od 1 grudnia Donald Tusk zamieszka w Brukseli. Co go tam czeka?
    Media skupiają się głównie na jego zarobkach i wyolbrzymianych przywilejach. Wydawać by się mogło, że były premier polskiego rządu, który stanie na czele Rady Europejskiej, dopiero w Brukseli będzie miał iście rajskie życie. W rzeczywistości funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej niewiele ma z rajem wspólnego.

    Najczęściej podnoszona sprawa to zarobki przyszłego przewodniczącego. Obecny szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy zarabia miesięcznie, w przeliczeniu na złotówki, ponad sto tysięcy, rocznie wyjdzie ponad milion.
    Ile rzeczywiście będzie zarabiał Donald Tusk, będzie zależało od budżetu UE. Do tego dojdzie tzw. dodatek mieszkaniowy, bo żadna rezydencja na niego nie czeka. Jak dowiedziała się "Polska", były premier polskiego rządu wciąż jeszcze nie podjął decyzji, czy wynajmie lokum w Brukseli, czy je kupi.

    - Nie ma rezydencji, willi, siedziby dla przewodniczącego Rady Europejskiej, nic takiego nie jest przewidziane. Herman Van Rompuy mieszkał we własnym domu. Donald Tusk będzie musiał prawdopodobnie coś wynająć - mówi Łukasz Broniewski, szef gabinetu politycznego premiera, którego - podobnie jak Piotra Serafina - Donald Tusk na pewno zabiera ze sobą do Brukseli. Ale prawdą jest też to, że jego współpracownicy liczą na to, że kariera Donalda Tuska w europejskich strukturach nie będzie trwała dwa i pół roku (a tyle wynosi kadencja przewodniczącego), ale pięć lat. A z tego punktu widzenia ekonomia podpowiada, że bardziej opłacałoby mu się kupić mieszkanie. - Choć premier jest bardzo przywiązany do swojego mieszkania w Sopocie - zaznacza Łukasz Broniewski.

    Obecni i przyszli współpracownicy ze ścisłego grona Donalda Tuska wciąż nie znają jednak wielu szczegółów dotyczących funkcjonowania szefa oraz ich samych w Brukseli. Łukasz Broniewski, co prawda, był już w siedzibie Rady Europejskiej na oficjalnym spotkaniu, jednak nawet nie widział przyszłego gabinetu swojego szefa. - Byłem tylko w hali spotkań - mówi.

    Wiadomo, że przyszły gabinet Tuska mieści się w starym budynku, gdzie odbywają się spotkania Rady Europejskiej. Nowy szykowany jest na 2016 r. Swoją drogą budowa tego obiektu była mocno krytykowana: rozpoczął ją Van Rompuy i - jak wieści niosą - niespecjalnie przejmował się tym, że jej koszty w miarę upływu czasu rosły, z 240 mln euro do - jak mówi się ostatnio - 330 mln euro.

    Ale na Donalda Tuska, jako przewodniczącego elekta, czeka już biuro, w razie gdyby chciał rozpocząć pracę w Brukseli wcześniej. I rzeczywiście Donald Tusk będzie korzystał z tego biura prawdopodobnie od listopada.

    Jeśli chodzi o samolot do dyspozycji przewodniczącego, to choć Van Rompuy korzystał z samolotu belgijskiego króla (no, ale też sam jest Belgiem), Donald Tusk takiej możliwości mieć nie będzie. - Nie sądzę, aby Donald Tusk też mógł z tego samolotu korzystać. Będzie latał samolotami rejsowymi, ale nie jest to nic szczególnie dziwnego. Przywódcy niewielkich państw latają rejsowymi - mówi Broniewski. Zaznacza jednak, że jest to gorsze wyjście, jeśli chodzi o zarządzenie czasem przewodniczącego, wszak nigdy nie wiadomo, kiedy zakończą się spotkania Rady Europejskiej.

    Standardy, które wprowadził Herman Van Rompuy, są - zdaniem współpracowników byłego premiera - niezwykle powściągliwe, jeśli chodzi o korzystanie z przywilejów. - A Van Rompuy ma ten sam poziom wrażliwości co Donald Tusk. Chronił swoją prywatność, a ochronę ograniczył tak bardzo, jak się tylko dało. Zresztą Donald Tusk też nie otaczał się wianuszkiem oficerów z Biura Ochrony Rządu - mówi jeden z nich. Być może nie pamięta, jak pod koniec 2010 r. dziennikarze rozpisywali się o tym, że Van Rompuy pozwolił sobie na przewiezienie służbowymi mercedesami swoją rodzinę - żonę, dzieci, wnuki - z Brukseli na paryskie lotnisko. I choć rzecznik przewodniczącego tłumaczył wtedy, że rodzinie prezydenta UE również przysługuje ochrona, to długo mu to wytykano. No i jeśli chodzi o liczbę prywatnych osób chroniących go, to Van Rompuy miał ich 10.

    Do dyspozycji przewodniczący ma cztery służbowe limuzyny i czterech szoferów, z możliwością zatrudnienia piątego. Czy Donald Tusk będzie korzystał z tego, co ma Van Rompuy? - Szczegółów wciąż nie znamy - nabiera wody w usta bliski współpracownik Donalda Tuska.

    To, co już jest jasne, to nazwisko szefa gabinetu - zostanie nim Piotr Serafin. Ponadto w gabinecie będzie pracowało dla Tuska kilkanaście osób, a kolejnych kilkanaście będzie w tak zwanym otoczeniu wspierającym. Gabinet więc będzie miał pokaźne rozmiary. Ale nie będą tam pracować sami Polacy. Jak dowiedziała się "Polska", do Donalda Tuska nieustannie zwracają się teraz przedstawiciele z innych krajów, proponując mu swoich sprawdzonych ludzi. - Prawdopodobnie odbędzie się klasyczna rekrutacja. Piotr Serafin będzie musiał spotkać się z każdym z kandydatów chcących pracować w gabinecie przewodniczącego i porozmawiać. Będzie miał z czego wybierać - śmieje się Łukasz Broniewski. On sam nie ukrywa radości - przy Tusku w KPRM pracował siedem lat, czas na nowe wyzwanie.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama