Nowi przyjaciele - Gowin i Ziobro. Ujawniamy szczegóły...

    Nowi przyjaciele - Gowin i Ziobro. Ujawniamy szczegóły aneksu do umowy ws. zjednoczenia prawicy

    Michał Wróblewski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Z prezesem Ziobrą skontaktować się trudno. Jego prywatny telefon obsługuje żona, Patrycja Kotecka, która przedstawia się jako asystentka byłego ministra

    Z prezesem Ziobrą skontaktować się trudno. Jego prywatny telefon obsługuje żona, Patrycja Kotecka, która przedstawia się jako asystentka byłego ministra sprawiedliwości ©Wojciech Matusik/Polskapresse

    Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro mają zagwarantowane ostatnie miejsca na listach wyborczych PiS w 2015 r. Ich partie - miejsca biorące w wyborach do samorządów.
    Z prezesem Ziobrą skontaktować się trudno. Jego prywatny telefon obsługuje żona, Patrycja Kotecka, która przedstawia się jako asystentka byłego ministra

    Z prezesem Ziobrą skontaktować się trudno. Jego prywatny telefon obsługuje żona, Patrycja Kotecka, która przedstawia się jako asystentka byłego ministra sprawiedliwości ©Wojciech Matusik/Polskapresse

    Poznaliśmy niektóre szczegóły tajnego aneksu do umowy stanowiącej pisemne porozumienie na prawicy, obejmujące PiS, Solidarną Polskę i Polskę Razem. Z informacji, do których dotarła "Polska The Times", wynika, że wspólne listy trzech ugrupowań w wyborach samorządowych w tym roku i parlamentarnych w roku przyszłym są już właściwie ustalone. Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin są usatysfakcjonowani ich kształtem. Jeden z polityków znający przebieg negocjacji nie kryje zadowolenia: - To był szach-mat.
    Kaczor posuwał się daleko, grał cynicznie i brutalnie, chciał powyciągać nam ludzi. Chciał rozegrać Gowina i Ziobrę, podzielić ich. Nie sądził, że postawią się razem. Tylko dlatego nam się udało. Dostaliśmy więcej, niż zakładaliśmy pierwotnie.

    Jak się dowiedzieliśmy, Solidarna Polska otrzyma ok. 20 biorących miejsc na listach do sejmików i 20 do rad miast na prawach powiatu w przypadających na jesień wyborach samorządowych. Biorących to znaczy tych, z których mandaty otrzymali działacze PiS w poprzedniej elekcji w 2009 r. Nazwiska są już dogadane. Solidarna Polska otrzymała gwarancję pełnej autonomii przy podejmowaniu decyzji: nie dość, że ziobryści wstawią na listę, kogo chcą, to jeszcze partyjni decydenci w każdej chwili jedno nazwisko mogą zastąpić innym. Znając prezesa Kaczyńskiego i jego twardą rękę do układania list - wiadomo, że lider PiS osobiście zatwierdza kandydatów nawet z odległych miejsc na listach, często wybrzydza, sprawdza każde nazwisko, zmienia kolejność według własnego widzimisię - taka sytuacja jest bez precedensu. Na podobnych warunkach wystartują ze wspólnych list kandydaci Polski Razem, choć oni otrzymają mniejszą liczbę miejsc. Będzie ich kilkanaście. Także biorących.

    Na równych prawach ugrupowania Ziobry i Gowina wystartują w wyborach do Sejmu i Senatu. Współpracownik tego drugiego konkretnych cyfr podawać nie chce, mówi jedynie, iż biorących miejsc ma być od 10 do 20. Polityk SP znający szczegóły umowy zdradza z kolei, że ma być ich bliżej 20. Konkluzja natomiast jest wspólna: to "gigantyczny" sukces. W puli biorącej znajdą się nazwiska najbardziej znanych polityków SP. Niepewny jest los Arkadiusza Mularczyka. Z naszych informacji wynika, że od jakiegoś czasu polityk ten jest w spięciu z bliskim mu niegdyś Ziobrą i musi przejść okres karencji. Na miejsce biorące nie ma co liczyć. Nie zgadza się na to zarząd partii, bo Mularczyk, podobnie jak Kurski, poszedł na pierwszy kongres PiS. Ale na scenie nie wystąpił - pojawił się tam jako gość - i tylko dlatego uchronił głowę.

    Między bajki można włożyć spekulacje o kandydaturze Jarosława Gowina w wyborach na prezydenta Krakowa. Lider Polski Razem ma zagwarantowane ostatnie miejsce na wspólnej liście prawicy w wyborach do Sejmu. Podobnie Zbigniew Ziobro. On także w 2015 r. otrzyma dziesiątkę. To nie są spekulacje: jest to wprost zapisane w umowie. Kto wystartuje z Krakowa? Najpewniej Gowin.Relacje Ziobry i Kurskiego od zawsze były skomplikowane. Dziś wzajemnie linczują się w mediach
    Wykluczony jest start Ziobry do Senatu, o czym mówiło się wcześniej. - Prawdziwa polityka jest w Sejmie, a tylko taka interesuje Zbyszka - mówi nam polityk z jego otoczenia. - Dlaczego więc Ziobro publicznie zapewniał, że dla dobra porozumienia może wycofać się z polityki? - pytam. - To był blef. Sygnał wysłany wyborcom: "Nawet ja, były minister sprawiedliwości, szef partii, jestem w stanie zrezygnować dla dobra sprawy". Gdyby porozumienie okazało się fiaskiem, cała wina w oczach wyborców miała pójść na Kaczyńskiego.

    "Kura" z pazurem


    Z prezesem Ziobrą skontaktować się trudno. Do polityka usiłujemy dodzwonić się w ubiegłym tygodniu, ale jego prywatna komórka milczy. Po kilku próbach w końcu się udaje. W słuchawce słyszymy damski głos. Kobieta przedstawia się jako asystentka byłego ministra sprawiedliwości. Tłumaczy, że polityk jest w tej chwili na urlopie i z mediami nie rozmawia. Może będzie okazja, jak wróci, może nie. Do widzenia.

    Nieoczekiwanie prezes oddzwania dzień później. Okazuje się, że kobieta, która obsługuje jego prywatny telefon, to jego żona. Patrycja Kotecka jest dziennikarką, za czasów rządów PiS zajmowała wysokie stanowisko w TVP. Ziobro przeprasza, że nie może udzielić nam wywiadu w ciągu najbliższych dni - prezes jest umówiony z inną gazetą, a jak tłumaczy, z obietnic złożonych dziennikarzom się wywiązuje i w tym samym czasie wywiadów kilku pismom nie udziela - ale obiecuje spotkanie po urlopie, za kilka tygodni. Gdy mówię mu, że przygotowuję tekst m.in. o relacjach jego z Jackiem Kurskim, Ziobro dawnego kolegę określa krótko: skandalista.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama