W swoich obiadowych wyborach Wrocław się specjalnie nie różnił od innych europejskich miast, choć miał swoje przysmaki, jak opisywane juz przeze mnie wrocławskie kiełbasy, które przez setki lat pełniły funkcje uniwersalne.
Były daniem śniadaniowym, przekąską, obiadem, podwieczorkiem i kolacją. Kiełbas była rzecz jasna cała smakowa gama.
W XIX wieku, jak pisze dr Grzegorz Sobel, autor książki "Przy wrocławskim stole", sławę poza granicami Wrocławia zdobył dość dziwaczny bigos z czerwonej kapusty (breslauer rotkraut) z jabłkami i rodzynkami. Innym znanym przysmakiem serwowanym w kilku restauracjach była szynka pieczona z musem jabłkowo-morelowym i kluskami.
Nie znalazłem starego przepisu na czerwony bigos, ale ten też ma ze sto lat. Pochodzi z książeczki z roku 1902 wydanej przez wrocławska oficynę przy ul. Szewskiej.
CZERWONY BIGOS
* 2 główki czerwonej kapusty (około 1,5 kg)
* 250 g kiszonej kapusty
* 250 g wiejskiej kiełbasy
* 250 g pieczonej karkówki
* 250 g wędzonego boczku
* 200 g białej fasoli
* 150 ml czerwonego wytrawnego wina
* 100 g rodzynek
* 10 ziaren czarnego pieprzu
* 8 ziaren angielskiego ziela
* 4 łyżki przecieru pomidorowego
* 4 kwaśne jabłka
* 4 liście laurowe
* 3 średnie cebule
* 1 łyżka masła
* 1 łyżeczka kminku
* mielony pieprz, sól i cukier do smaku
Fasolę namoczyć w zimnej wodzie na 12 godzin i ugotować w tej samej wodzie do miękkości.
Gotować razem z kiszoną i jabłkami ze skórą pokrojonymi na ósemki bez gniazdek oraz przyprawami i rodzynkami.
Cebulę pokroić na cienkie plastry i zeszklić na maśle, dodać do kapusty. Wrzucić mięso i wędliny pokrojone w kostkę. Gotować na małym ogniu przez godzinę. Dodać fasolę, przecier pomidorowy i wino. Dokładnie wymieszać i gotować jeszcze przez kwadrans.
Odgrzewany jest lepszy niż świeży.
Nie wiem, czy ten bigos bywał daniem obiadowym, ale pewnie tak, bo podawano go z ziemniakami i z piwem. Podejrzewam, że ilość i proporcje poszczególnych składników zależały od przyzwyczajeń kucharza, więc każdy może sobie poeksperymentować.
Z pewnością takim daniem obiadowym była kiełbasa z kapustą, którą, jak zapisał waloński pastor Theo van Horsten, jadali w Nowej Rudzie tamtejsi górnicy. Kiedyś o tym już wspominałem. Te zapiski pochodzą z roku 1789.
Pastorowi smakował też pieczony przez jedynego piekarza ciemny chleb jadany z plastrami boczku, ale my skoncentrujmy się dziś na daniach obiadowych.
GÓRNICZY OBIAD
* 8 wiejskich kiełbasek
* 2 główki kapusty
* 4 cebule
* 200 g wędzonego boczku
* 50 ml octu winnego
* 50 g masła
* 1 łyżeczka zmielonego kminku
* 1/2 łyżeczki zmielonego pieprzu
* sól do smaku
Kapustę drobno poszatkować, cebulę pokroić w plastry, a boczek w kostkę.
Gdy trochę się podtopi, zeszklić na nim cebulę. Kiełbasę pokroić w grube plastry i wrzucić do rondla. Zmniejszyć ogień, wrzucić poszatkowaną kapustę, podlać octem, dodać wszystkie przyprawy, wymieszać dokładnie i dusić pod przykryciem.
Trochę mnie w tym przepisie, który wygrzebałem dość dawno, intrygował ocet. Znajomi spróbowali go wprowadzić w życie i teraz octu dodają nawet setkę. Twierdzę, że kapusta i całe danie nabiera szlachetnego, mocno kwaskowego smaku.
Niedaleko temu górniczemu obiadkowi sprzed ponad dwustu lat do zawartości naładowanej po brzegi patelni stanowiącej główne danie menu podczas żniw. Dziś taką patelnią naje się czterech rolników, a sto pięćdziesiąt lat temu wystarczyła tylko dla ojca i syna, którzy wrócili z pola. Niegdysiejsi rolnicy nie mieli, takich maszyn jak dzisiaj, więcej pracowali własnymi mięśniami, toteż i apetyt mieli większy dwa razy.
PATELNIA CHŁOPSKA
* 1 kg ziemniaków
* 1 pęczek szczypiorku
* 4 jaja
* 150 g wędzonego boczku
* 4 kiełbaski śląskie
Umyte, mniej więcej równe ziemniaki ugotować w łupinach w osolonej wodzie. Boczek kroimy w poprzek w niezbyt cienkie słupki, a kiełbasę w talarki, wrzucamy na dużą patelnię i smażymy na niezbyt silnym ogniu. Gdy tłuszcz zacznie się wytapiać, dodajemy ziemniaki, które powinny się mocno przyrumienić. Wykładamy je na talerze. Jajka smażymy osobno. Kiedy białko się zetnie, kładziemy je na ziemniakach i posypujemy posiekanym szczypiorkiem.
Po II wojnie światowej jednym z popularniejszych tanich obiadów na Dolnym Śląsku były gołąbki w sosie pomidorowym. Robione były z mielonego mięsa i ugotowanego ryżu. To nadzienie zawijano w obgotowane liście kapusty.
Takie danie obiadowe było raz w tygodniu w większości domów, ale też można było je zamówić niemal w każdej restauracji i barze. Z dobrych gołąbków słynął we Wrocławiu "Bałtyk" przy ul. Ofiar Oświęcimskich i najlepszy bar "Wzorcowy" przy dzisiejszej ul. Piłsudskiego, róg Stawowej.
Obu tych kulinarnych miejsc już nie ma, tak jak trudno szukać w restauracjach gołąbkowych smaków. To nie znaczy, że ich nie ma.
Dobre gołąbki są w "Spiżu" - w świetnym sosie grzybowym, jeśli dobrze pamiętam, i gołąbkami karmiła kiedyś "Gospoda Wrocławska". Nie wierzę, żeby to się zmieniło. Te stare smaki znów wracają też w innych miejscach, jeśli gdzieś są wyjątkowo dobre i oryginalne, proszę o sygnał.
Z kapusty odciąć głąb, wybrane liście wrzucić do wrzątku i chwilę gotować. Odcedzić, każdy liść dokładnie odcisnąć z nadmiaru wody, odciąć nożem zgrubienia.
Ziemniaki przygotować jak na placki ziemniaczane: zetrzeć na drobnej tarce, dodać podsmażoną na maśle cebulę, skwarki i dwa jajka. Doprawić pieprzem i solą. Farsz ziemniaczany włożyć do garnka i gotować cały czas mieszając, aż ziemniaki przestaną być wodniste. W ostudzone liście nakładać farsz. Przygotowane gołąbki ułożyć w rondlu, podlać osoloną wodą, dodać łyżkę masła i zapiekać w piekarniku około 1,5 godziny.
Do tej pory te obiadowe dania może były mało wyrafinowane, ale przyprawione przez mistrza albo mistrzynię naprawdę zawsze smakowały wybornie. Na koniec zostawiłem coś bardziej subtelnego i trochę zapomnianego, ale też pochodzącego z kuchni ludowej. Przypomnijmy, iż kiedyś na obrzeżach gęstych borów Niziny Śląsko-Łużyckiej, w okolicach Przemkowa, zwierzyny było pełno. A danie, które chcę przypomnieć, pochodzi z kuchni łużyckiej, w nieco innej formie spotkać je można w Czechach i w Saksonii i rzecz jasna na całym Śląsku.
Pod koniec moczenia dodać umyte morele (bez pestek). Mięso umyć, osuszyć, pokroić na kawałki, oprószyć tymiankiem, pieprzem, solą, obsmażyć na sklarowanym maśle. Cebulę obrać, pokroić na ćwiartki, dodać do mięsa. Włożyć liść laurowy, wlać pół szklanki wody i dusić 35 minut.
W połowie duszenia dodać śliwki z winem (morele odłożyć). Gdy mięso będzie miękkie, włożyć morele i chwilkę razem dusić. Następnie wlać śmietanę, wymieszać, przyprawić sos do smaku. Wyłożyć potrawę na ogrzany półmisek.
"Gazeta Wrocławska" Dział Prenumeraty ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 071 374 81 15 p.jastrzebska@ gazeta.wroc.pl Prenumerata domowa Prenumerata teczkowa
Reklama:
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 71 374 82 49 faks 071 374 81 35
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.