Przerwane życie szczęśliwych ludzi. Kim były ofiary...

    Przerwane życie szczęśliwych ludzi. Kim były ofiary katastrofy samolotu Malaysia Airlines

    ''The Times''

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Andrew Hoare, bankier. Miał 59 lat. W katastrofie zginęła także jego żona Estella (51 lat) oraz dwóch synów - 14-letni Jasper i 12-letni Friso
    1/3
    przejdź do galerii

    Andrew Hoare, bankier. Miał 59 lat. W katastrofie zginęła także jego żona Estella (51 lat) oraz dwóch synów - 14-letni Jasper i 12-letni Friso ©Fot. archiwum prywatne

    Andrew Hoare, 59-latek z Somerset, zginął razem ze swoją holenderską żoną, 51-letnią Estellą, i ich dwoma synami, 14-letnim Jasperem i 12-letnim Friso.

    Jego brat Hugo powiedział, że rodzina mieszkała w Luksemburgu, gdzie Andrew pracował w banku. Hugo tak opisał swoich tragicznie zmarłych bliskich: "Andrew był ciepłym, zabawnym, wspaniałym człowiekiem, którego uśmiech i osobowość potrafiły rozjaśnić każdy pokój.
    Estella była piękną, inteligentną kobietą, mówiła biegle pięcioma językami i śmiała się w bardzo zaraźliwy sposób. Jasper był nadzwyczaj inteligentnym młodzieńcem, a Friso był utalentowanym muzykiem".

    44-letni John Allen, prawnik w holenderskiej kancelarii NautaDutilh, też zginął ze swoją holenderską żoną Sandrą i ich synami Christopherem, Julianem i Ianem.

    Kancelaria NautaDutilh napisała o Allenie: "Był osobą z wieloma talentami… hojnie dzielił się z nami swoimi zdolnościami muzycznymi i sportowymi. Wszyscy znaliśmy go jako niezwykle uprzejmego, trzeźwo myślącego i dowcipnego człowieka".

    Jego siostra napisała na Facebooku: "Straciłam całą moją rodzinę, mojego błyskotliwego brata, jego piękną żonę i troje wspaniałych dzieci".

    Wyszły na jaw przejmujące szczegóły ostatnich godzin Brytyjczyków, którzy zginęli w zestrzelonym samolocie MH17.

    29-letni Robert Ayley z Guildford w Surrey spędził środę w Amsterdamie, przyglądając się rottweilerom - chciał kupić psa do swego domu w Nowej Zelandii. Noc spędził w hotelu na lotnisku Schiphol. W ostatnim mejlu do żony Sharlene i dwóch synów napisał, że "chce już wrócić do domu".

    KATASTROFA SAMOLOTU - LISTA PASAŻERÓW - ZOBACZ INTERAKTYWNĄ INFOGRAFIKĘ



    Ayley nie lubił latać, a jego partner biznesowy, 62-letni Bill Patterson, który wrócił wcześniejszym rejsem, był bardzo zaniepokojony swoim lotem nad Ukrainą.

    "Pomyślałem: Co my tu do cholery robimy? Dlaczego tędy lecimy? Wiedziałem, że tydzień wcześniej zestrzelono tutaj samolot transportowy i śmigłowiec".

    Ayley bardziej martwił się usterkami mechanicznymi, a w ostatniej wiadomości wysłanej do Pattersona przyznał: "Trochę się boję tego lotu, ale jakoś to zniosę".

    28-letni Liam Sweeney wyszedł ze swojego mieszkania na szóstym piętrze w Westgate Court w Newcastle upon Tyne o 3.30 nad ranem w czwartek i wsiadł do taksówki na lotnisko. W środku był już 63-letni John Alder z Gateshead, również zagorzały kibic klubu piłkarskiego Newcastle United. Razem mieli polecieć do Nowej Zelandii na dwa towarzyskie mecze swojej drużyny. "Liam był podekscytowany" - wspomina współlokator Sweeneya Michael Cheetham. Ojciec Liama Barry Sweeney powiedział: "Liam miał tylko 28 lat. Całą noc miałem nadzieję, że wśród Brytyjczyków, którzy zginęli, nie ma mojego syna".

    Alder, o którym przyjaciele mówili żartobliwie "przedsiębiorca pogrzebowy", ze względu na to, że na mecze piłkarskie przychodził zawsze w czarnym garniturze, opuścił tylko jeden mecz drużyny Newcastle od 1973 roku.

    49-letni Glenn Thomas z Blackpool, który był rzecznikiem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Genewie, napisał na Facebooku: "Przede mną cały dzień podróży w noc", tuż przed wyjazdem na samolot Air France do Amsterdamu.

    Thomas pracował dla BBC i ONZ, zanim przeszedł do WHO. Jego siostra bliźniaczka Tracey Withers powiedziała, że "wypłakała sobie oczy", gdy usłyszała o katastrofie.

    Jej 22-letni syn Jordan powiedział: "Przez kilka godzin mieliśmy jeszcze nadzieję, że Glenn spóźnił się na samolot. Wcześniej często spóźniał się na swoje loty, był tak wyluzowany, że zawsze przychodził na lotnisko w ostatniej chwili".

    W Leicester student Richard Mayne został podwieziony na lotnisko przez swego ojca Simona. Najpierw czekał go krótki lot do Holandii. Jego siostra Scarlett, która planowała odwiedzić rodzinę, prosiła, żeby trochę odroczył swój wyjazd do Australii. Ale podróż Richarda była już zbyt dobrze zaplanowana, by cokolwiek zmieniać.

    20-letni Mayne leciał na roczne studia na Uniwersytecie Zachodniej Australii w Perth. Jego ojciec Simon powiedział, że gdy usłyszał wiadomość o katastrofie samolotu, pomyślał: "O, Boże! O, Boże!". "Nie mogłem w to uwierzyć. Modliliśmy się i mieliśmy nadzieję, że może zasnął i spóźnił się na swój samolot" - dodał.

    Inny student, 20-letni Ben Pocock z Bristolu, również wybierał się na Uniwersytet Zachodniej Australii, gdzie miał kontynuować studia w dziedzinie biznesu międzynarodowego, które rozpoczął na Uniwersytecie Loughborough.

    Jego ekscytację i wyczekiwanie widać w wiadomościach na Twitterze, które wysłał przed wylotem: "Nie zawaliłem egzaminów. Nadal lecę do Australii". Dwa dni później dodał: "Powinienem być już w łóżku, ale jeszcze się nie spakowałem, a wyjeżdżam za 18 godzin".

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama