Kopi Luwak. Drogocenna kawa z odchodów i piekło łaskunów...

    Kopi Luwak. Drogocenna kawa z odchodów i piekło łaskunów [ZDJĘCIA]

    Oliver Thring

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Ziarna kawy w odchodzie łaskuna
    1/4
    przejdź do galerii

    Ziarna kawy w odchodzie łaskuna ©Wikipedia

    Thorstein Veblen, XIX-wieczny ekonomista i socjolog, twórca teorii klasy próżniaczej, wymyślił jakże trafnie nazwane pojęcie ostentacyjnej konsumpcji. Zdefiniował zjawisko, które charakteryzuje chyba każdą epokę: skłonność ludzi bogatych, aspirujących i zadłużonych do ostentacyjnego używania kosztownych dóbr dla zwiększenia swojego prestiżu.

    Dobra Veblena to te - kawior, torebka, wino - na które popyt wzrasta, gdy rośnie ich cena, a więc odwrotnie niż powszechnie obowiązująca zasada.
    Nowo powstała firma Bespoke Beverages założona przez Richarda Hardwicka, byłego gracza w rugby i aktora musicalowego, chce sprzedawać idealny przykład dóbr Veblena: kawę, która kosztuje 31 tys. funtów za kilogram lub 300 funtów (1570 zł) za filiżankę - niemal na pewno najdroższy napój świata.

    Kopi Luwak to gatunek kawy pozyskiwanej z odchodów łaskuna muzanga, zwanego cywetą. Drapieżny, wszystkożerny łaskun, zamieszkujący Azję, zjada m.in. owoce kawowca, ale trawi tylko ich miąższ. Ziarna lekko sfermentowane przez bakterie przechodzą w niemal nienaruszonym stanie przez przewód pokarmowy drapieżnika i są wydalane. Farmerzy zbierają je, starannie oczyszczają, po czym pakują i wysyłają do palarni, gdzie poddawane są typowej obróbce, by na koniec ktoś je zmielił, zaparzył i zaserwował bogaczom.

    Podobno enzymy w przewodzie trawiennym uszlachetniają smak kawy, pozbawiając ją goryczy. Kilogram tego specjału zwykle kosztuje 400 funtów, ale firma Bespoke Beverages poszła dalej: ręcznie pakuje ziarno w biało-złote pudełko z włókna węglowego i w duchu Veblena ogranicza dostawy.

    Firma zaprosiła mnie na degustację gatunku KL Diamond podczas śniadania w Mossiman's, prywatnym klubie w eleganckiej londyńskiej dzielnicy Belgravia, chętnie odwiedzanym przez rodzinę królewską. Obserwuję, jak dwaj mężczyźni z namaszczeniem odmierzają porcję zmielonej kawy, niczym kardynałowie dzierżący w dłoniach sproszkowane relikwie od wieków nieżyjącego świętego, po czym ostrożnie wsypują ją do skomplikowanego urządzenia. Po chwili ciśnienie osiąga odpowiednią wysokość i do filiżanek sączy się czarny płyn.

    Napój jest gęsty i ciemny, pachnie smołą, sosnową żywicą, ale najwyraźniejszy jest znajomy aromat ziaren robusty Nescafé. Smak różni się od kawy, jaką dotąd piłem, ma w sobie cytrynową cierpkość, gładkość otulającą język i ani śladu goryczy. W ustach pozostawia posmak patroszonego bażanta. Siedząca naprzeciw mnie znawczyni, ekspert od dóbr luksusowych, twierdzi, że to posmak brokułu. Napój jest pyszny - dziwny, tępy, pozbawiony cienia goryczy - ale tę cenę, dobrze 25 funtów za łyk (ok. 130 zł), trudno usprawiedliwić.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama