Prezydenckie wsparcie za głowę Sikorskiego? Komorowski...

    Prezydenckie wsparcie za głowę Sikorskiego? Komorowski stawia Tuskowi twarde warunki

    Joanna Miziołek

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Jeszcze nigdy Bronisław Komorowski nie trzymał tak mocno w garści Donalda Tuska jak teraz. Po wybuchu afery taśmowej prezydent miał postawić premierowi twarde warunki. A Donald Tusk miał na nie przystać. Premier na zarządzie Platformy był pewien, że prezydenta ma po swojej stronie. Stwierdził, że od Bronisława Komorowskiego otrzymał zapewnienie, że nie będzie "podejmował żadnej gry przeciwko rządowi". Za co?


    Najważniejszy warunek miał dotyczyć przyszłej dymisji ministra spraw zagranicznych. Bo mimo że oficjalnie Bronisław Komorowski po upublicznieniu taśm, na których zostali nagrani ministrowie rządu Donalda Tuska, wsparł wizerunkowo rząd, to już jego doradca Tomasz Nałęcz mówił to, co prezydent zapewne myślał. - Trzeba być osłem z uszami sięgającymi niebios, by mówić tak o sojuszu polsko--amerykańskim - oceniał słowa Radosława Sikorskiego.

    Przypomnijmy słowa ministra spraw zagranicznych w rozmowie z byłym ministrem finansów Jackiem Rostowskim. "Wiesz, że polsko-amerykański sojusz jest nic niewart. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa" - mówił.

    Te słowa w dużym pałacu zostały odebrane jednoznacznie - to już koniec kariery Sikorskiego w rządzie. - Komorowski szukał pretekstu na Radka. Teraz ostatecznie zagiął na niego parol - mówi nasz informator. Nie wyklucza, że postawił warunek, że w zamian za wizerunkowe wsparcie rządu premier poświęci Sikorskiego. A ten może jesienią przenieść się na europejskie stanowisko. Ale wywieranie wpływu na Tuska to tylko część relacji, jakie łączą polityków. Co naprawdę Bronisław Komorowski myśli o premierze? - Niechęć, to chyba najlepsze słowo, które opisuje ich relacje. Żeby nie pójść o krok dalej i nie mówić o nienawiści - przekonuje nasz rozmówca. Między premierem a prezydentem istnieje kilka punktów zapalnych. I rywalizacja ta zaczęła się po ujawnieniu afery Amber Gold.

    Wtedy to premier stał się krytyczny wobec ABW i zapowiedział reformę służb specjalnych. W myśl reformy zostanie zlikwidowane Kolegium ds. Służb Specjalnych, a na jego miejsce ma być powołane nowe ciało. Jednak nie przewidziano w nim miejsca dla przedstawiciela prezydenta.

    Skrywana niechęć
    Niechęć między premierem a prezydentem musi być dziś skrycie schowana. Bo przed Bronisławem Komorowskim wybory prezydenckie. A nie ukrywajmy, podczas kampanii będzie potrzebował finansowego i nie tylko wsparcia Platformy Obywatelskiej. Ale ta może mu teraz bardziej zaszkodzić niż pomóc. - Od czasu do czasu Komorowski pofika, żeby pokazać swoją niezależność - twierdził nasz rozmówca. I pokazał to między innymi zaraz po ujawnieniu pierwszych nagranych rozmów ministrów, podczas sadzenia dębu wolności, gdzie obecni byli też m.in. przedstawiciele Ochotniczych Straży Pożarnych. "To, że robimy to razem ze strażakami, powinno skłaniać do refleksji ze względu na kryzysy, które towarzyszą każdemu funkcjonowaniu państwa i narodu. Wszyscy doskonale rozumiemy, że pożaru nie gasi się dolewaniem benzyny do ognia. Pożary gasi się spokojnym działaniem opartym o fundamenty demokratycznego państwa" - powiedział Komorowski.

    Dodał, że tymi fundamentami - oprócz konstytucji - są zasady demokracji, które mówią tyle, że jeśli pojawiają się sytuacje szczególnie trudne, to - po pierwsze - trzeba mobilizować normalne władze państwa polskiego do działania.

    "A jeśli to się okazuje niemożliwe do spełnienia, no to wtedy trzeba odwoływać się do mechanizmu demokratycznych wyborów.

    Ale ważne jest to, by mieć świadomość, że te korzenie polskiej wolności, polskiej demokracji są na tyle silne, że te wszystkie kryzysy doskonale przetrwają. To nie pierwszy kryzys i nie ostatni, który będziemy razem pokonywali w ramach następnych 25 i 100 lat wolności, i w następnych wiekach" - powiedział Komorowski.

    Afera taśmowa nie tylko dała prezydentowi powód do tego, by dać prztyczka w nos Platformie, ale też do tego, by zbudować wokół siebie szeroki front złożony z polityków PO. Bo to właśnie do Bronisława Komorowskiego część z nich szybko się zbliżyła w tak ciężkim dla partii momencie. Co rusz któryś chodzi na spotkania do dużego pałacu. Tylko że prezydent Bronisław Komorowski nie jest typem partyjnego lidera. Nie jest nim też odwiedzający go od czasu do czasu Grzegorz Schetyna. Bo gdyby realnie obaj złączyli siły, to być może na skutek afery taśmowej Platforma Obywatelska podzieliłaby się podobnie jak SLD zaraz po wybuchu afery Rywina.

    "Bronisław Komorowski w obronie premiera i PO. Szkoda, że ja nie miałem takiego prezydenta..." - napisał na Twitterze 23 czerwca Leszek Miller. I miał sporo racji. Tylko że Bronisław Komorowski i Donald Tusk nauczyli się polityki na przykładzie swoich poprzedników Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego.

    Szorstka przyjaźń Tuska i Komorowskiego ma więc zupełnie inne oblicze. A żaden z nich nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Czy możemy pozwolić by politycy z PO mogli dalej rządzić ?

      Zgłoś naruszenie treści / 16 / 1

      Po 7 latach rządów PO dowiedzielismy się od ministra peowskiego rządu ,że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie , gdyby coś takiego powiedział pisowiec to byśmy psy na nim wieszali,że...rozwiń całość

      Po 7 latach rządów PO dowiedzielismy się od ministra peowskiego rządu ,że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie , gdyby coś takiego powiedział pisowiec to byśmy psy na nim wieszali,że szkaluje i zniesławia , bo przecież Polskę wszyscy w Europie szanuja i się z nami liczą jak nigdy dodąt . Nasuwa sie pytanie czy politycy z PO na czele z premierem i prezydentem maja kwalifikacje by dalej rządzić ,skoro doprowadzili do takiego stanu,że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie ?zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      I to ma być ta cała afera POdsłuchowa.

      sklave

      Zgłoś naruszenie treści / 12 / 2

      Pojedli, popili, popieprzyli o pierdołach i poszli. No a to że za pieniądze podatników Jaśnie Wielmożowie wybrani demokratycznie przez większość z mniejszości na niczym nie oszczędzają ba szastają...rozwiń całość

      Pojedli, popili, popieprzyli o pierdołach i poszli. No a to że za pieniądze podatników Jaśnie Wielmożowie wybrani demokratycznie przez większość z mniejszości na niczym nie oszczędzają ba szastają pieniędzmi na lewo i prawo to mały pikuś.
      Trochę odda jak zrobi się krzyk i po sprawie. Nie możemy milczeć i udawać że nic takiego się nie stało gdy za jedną kolację dla dwóch osób minister płaci z naszych podatków 1300 złotych i jest to suma która pozwoliłaby rodzinie 5 osobowej przeżyć cały miesiąc. Policzcie ile takich kolacji, obiadów było przez ostatnie 7 lat, przez 25 lat od transformacji ustrojowej. To się w głowie nie mieści. Nie możemy milczeć i jak te biedne żuczki toczyć dalej tą kulę gnoju pod górkę.
      Największe osiągnięcia polskiej transformacji ustrojowej, wystawna kolacja na koszt podatnika i egzotyczne podróże zagraniczne oczywista oczywistość też na koszt podatnika.
      Ilu z nich zarabia uczciwą pracą? Znajdzie się chociaż jeden?
      Więcej na stronie:sklave.manifo.comzwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama