Najpopularniejsze, dość jednostronne wyobrażenia o Białorusi dotyczą łamania praw człowieka, prześladowania opozycji i siermiężnego autorytaryzmu satrapy niewolącego naród.
W istocie ten uproszczony, choć medialnie chwytliwy, obraz jest daleki od rzeczywistości. Większość białoruskiego społeczeństwa jest bardzo bierna, nie interesuje się życiem politycznym i rzeczywiście akceptuje aktualny styl rządów prezydenta. Niezależni działacze opozycyjni potwierdzają, że Aleksander Łukaszenko cieszy się dużym poparciem społecznym i nawet w najbardziej uczciwych wyborach najprawdopodobniej pokonałby każdego kandydata opozycji.
U naszego wschodniego sąsiada brak silnych i zorganizowanych dążeń antysystemowych. Sytuacja ekonomiczna obywateli dzisiejszej Białorusi jest dość stabilna. Trwająca przez lata pomyślna dla Białorusi koniunktura i wygodna dla jej przywódcy pozycja Baćki - dobrego opiekuna społeczeństwa, chroniącego je przed niepokojami i światowymi zawieruchami - wydaje się dobiegać końca. Nie chodzi tutaj o odsunięcie od władzy rządzącego przez trzy kadencje od 1994 roku Łukaszenki. Jego zwycięstwo 19 grudnia 2010 roku wydaje się pewne. Trudniejszy sprawdzian czeka jednak białoruskie władze już po wyborach.
W 2010 roku sytuacja Łukaszenki jest bardziej skomplikowana niż w latach poprzednich, przede wszystkim ze względu na zaostrzone relacje z Moskwą. W tych okolicznościach zadaniem białoruskiego obozu władzy jest umiejętne balansowanie pomiędzy Rosją a Unią Europejską. Wzmożona aktywność tych dwóch ośrodków może istotnie wpłynąć na sytuację wewnętrzną Białorusi i możliwy przyszły geopolityczny wybór tego kraju.
Rosnąca od kilku lat aktywność Unii Europejskiej na Wschodzie sprawia, iż o Białoruś toczy się swoista gra. Obydwie strony gry - Rosja i UE - mają w kraju nad Niemnem i Berezyną do zrealizowania swoje żywotne interesy. Co ważne, także Łukaszenko, dobrze czytając tę grę, aktywnie w niej uczestniczy, starając się wzmocnić swoją pozycję. Rosja zainteresowana jest przede wszystkim utrzymaniem geopolitycznej kontroli nad Białorusią, buforem oddzielającym od NATO oraz przejęciem ważniejszych przedsiębiorstw, w pierwszej kolejności przemysłu petrochemicznego.
Unia Europejska zainteresowana jest włączeniem Białorusi w proces transformacji politycznej i gospodarczej, dokonaniem demokratycznych przemian i liberalizacją gospodarki. Bruksela chce, by Mińsk dokonał "europejskiego wyboru". Pierwszym krokiem ku temu miałyby być uczciwe wybory prezydenckie i reforma konstytucyjna, przywracająca porządek prawny sprzed 1996 roku, gdy pod dyktando Łukaszenki dokonano zmian w ustawie zasadniczej, znacznie zwiększających kompetencje głowy państwa. Białoruski lider zainteresowany jest w zachowaniu status quo, czerpiąc przy tym maksymalne korzyści ze Wschodu i Zachodu.
Jak do tej pory jedyną ceną, którą płaci Białoruś, są składane przez jej prezydenta obietnice bez pokrycia. To eskaluje on napięcie w relacjach z Kremlem, jednocześnie "puszczając oko" w stronę Brukseli (np. odmawiając uznania niepodległości Abchazji i Osetii Pd., opóźniając decyzję o powołaniu kolektywnych sił szybkiego reagowania państw Układu Taszkienckiego), to kiedy indziej deklaruje, że Białoruś pozostaje wiernym sojusznikiem Rosji i "przyjaźnią z bratnim narodem rosyjskim nie targuje".
Wydaje się, że obaj uczestnicy gry o Białoruś są coraz bardziej zniecierpliwieni pozoranctwem władz w Mińsku. Rosja naciska na rychlejsze przekazanie jej aktywów firm branży petrochemicznej i kontroli nad infrastrukturą przesyłową gazu, Bruksela zaś podkreśla poprzez wypowiedzi europejskich dyplomatów (ostatnio byli to ministrowie Radosław Sikorski i Guido Westerwelle), że w przypadku braku demokratyzacji ustroju, Białoruś nie ma szans na finansowe wsparcie.
Ostatnie dziesięciolecie nie było dla Łukaszenki łatwym doświadczeniem. Od kiedy władzę w Rosji przejął Władimir Putin, Mińsk nieustannie musiał zmagać się z żądaniami potężniejszego partnera. Tym samym Łukaszenko jest już doświadczonym i "zaprawionym w boju" politykiem. Zagrożenia polityczne są przez obóz władzy dość skutecznie neutralizowane. Jest jednak poważne zagrożenie dla stabilności systemu, przy tym dużo trudniejsze do ujarzmienia i opanowania bez radykalnych kroków - są to istotne problemy gospodarcze.
Przez lata Białoruś zarabiała na przetwórstwie i reeksporcie rosyjskiej ropy naftowej, teraz surowiec sprowadzany z Rosji jest tak drogi, że cała procedura traci sens. Białoruskie towary w większości nie są atrakcyjne i znajdują ograniczoną liczbę nabywców. Światowy kryzys gospodarczy pogorszył sytuację kraju i nie pomogły zaklęcia Łukaszenki publicznie głoszącego, iż "na Białorusi kryzysu nie ma i nie będzie". Co więcej, przywódca przed wyborami realizuje złożone obietnice i podwyższa pensje. Nadwyręża tym samym i tak bardzo napięty budżet kraju. Zadłużenie Białorusi zbliża się do 50% PKB i będzie się zwiększać, choćby z powodu rosnących cen gazu, za który Gazprom w 2011 roku może żądać 250 USD za 1000 metrów sześc. W najbliższych latach kraj będzie musiał spłacać olbrzymie raty kredytów zagranicznych. Jedynym sposobem na ich spłatę będzie zaciąganie nowych, jednak kredytodawców znaleźć może być wyjątkowo trudno. Potencjalne źródła finansowego ratunku to Rosja oraz Unia Europejska. Żądania każdego z potencjalnych wierzycieli już znamy. Wkrótce Białoruś nie będzie mogła prowadzić gry pozorów z Moskwą i Brukselą, przyjdzie czas zdecydowanych wyborów. Okres rozstrzygnięć rozpocznie się zatem już wkrótce.
Dr Rafał Czachor, Analityk Dolnośląskiego Ośrodka Studiów Strategicznych www.doss.wroclaw.pl
"Gazeta Wrocławska" Dział Prenumeraty ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 071 374 81 15 p.jastrzebska@ gazeta.wroc.pl Prenumerata domowa Prenumerata teczkowa
Reklama:
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 71 374 82 49 faks 071 374 81 35
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.