Droga żono! Kałamarnicy na wigilijnym stole stanowcze: nie!

    Droga żono! Kałamarnicy na wigilijnym stole stanowcze: nie!

    Arkadiusz Franas

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Od kiedy w polityce popularny stał się konserwatywny liberalizm, a na półkach sklepowych dostępne są sosy słodko-kwaśne, doszedłem do wniosku, że jestem postępowym tradycjonalistą.
    Droga żono! Kałamarnicy na wigilijnym stole stanowcze: nie!

    ©Fot. Paweł Relikowski

    Inaczej mówiąc, nie każę córce pisać listów wiecznym piórem i biegać na pocztę z kopertą w czasach, gdy może sobie "kolnąć" komóreczką lub wysłać "esa". Ale walczę o to, by nie zapomniała, jak się trzyma pióro, i potrafiła co nieco odręcznie napisać. I mną, wyznawcą postępowego tradycjonalizmu, targają sprzeczne uczucia, gdy przysłuchuję się rozmowom typu: "Jak mnie nudzą te kolacje wigilijne", czyli co rok to samo na stole.

    Tradycjonalista: I co, może jeszcze opłatek o smaku coli lub szpinaku? Postępowiec: Wyluzuj, koleś, przecież kiedyś to był zwykły chleb.

    Tradycjonalista: Tylko nie zwykły. Pamiętasz Norwida? "Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny, /Przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie, /Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny, /Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".


    Postępowiec: Aleś mnie wzruszył. Normalnie łzy mam aż w trampkach. Świat się zmienia, drogi gościu. Czytałeś "Chłopów", więc zdajesz sobie sprawę, że i tak ta wasza kolacja nie przypomina tej sprzed lat, gdzie "Pojadali wolno i godnie. Najpierw był kwas buraczany gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, potem śledzie obtaczane w mące i smażone na oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem. Potem szła kapusta z grzybami, olejem omaszczona, a na ostatek racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone (…)".

    Tradycjonalista: No i co tak bardzo odbiega od tej dzisiejszej? Chyba że u ciebie zamiast karpia podają krewetki tygrysie i kałamarnicę, a barszcz czerwony to najlepszy z torebki, a nie z buraków? Widziałem w telewizji. Smakuje ci, jak patrzysz w talerz i zastanawiasz się, skąd oni biorą buraki w proszku? I jakoś nie możesz się oprzeć myśli: ile pierwiastków jest na tablicy Mendelejewa... Jednym słowem, stacja benzynowa na talerzu, tylko kolorek dodali.

    Postępowiec: A co masz do krewetek? Przecież wasza tradycja głosi, że w Wigilię "podaje się potrawy postne i składają się lub powinny się składać z tego, co rośnie w polu, sadzie, ogrodzie, lesie i żyje w wodzie".

    Tradycjonalista: Tak, ale w naszej wodzie. A co mam do krewetek? Robaki to ja, kochany, co najwyżej zabieram właśnie na... ryby.

    Mną, jako wyznawcą postępowego tradycjonalizmu, targają sprzeczne uczucia, gdy przysłuchuję się rozmowom typu: " Jak mnie nudzą te kolacje wigilijne", czyli co rok to samo na stolePostępowiec: Rozumiem. Jak z wody, to zamulonego karpia i najlepiej, żeby przez tydzień biedaczyna pływał w wannie 90 na 60.

    Tradycjonalista: Niekoniecznie. Poza karpiem są: sandacz, szczupak i wiele innych smacznych ryb. Ośmiornica mi się jakoś źle kojarzy... Na widok tych macek mam duszności. A co do karpia, to jestem jak najbardziej za tym, by już sprzedawca "humanitarnie" mi go trachnął za kotarką, bo ja, jak i postępowcy wolę udawać, że od początku świata "żył" na patelni. A wanny używam, szanowny panie, na ogół do innych celów, bo kąpiel to nie wynik postępu, a dobrego wychowania. Choć czasami się zastanawiam, skąd dzieci będą wiedziały, co to znaczy "robić karpika"?

    Wszystko już tylko w zoo, ech! Ale o czym tu gadać, jak już wprowadzono urlopy tacierzyńskie, to niechybnie kolejny etap to... Strach się bać... Ciekawe jak? Choć jak człowiek już zjada omułki, przegrzebki i mątwy, to musi i w środku coś się odmieni.

    I tak można tę dyskusję prowadzić w nieskończoność. Naprawdę chodzi o to, że są takie chwile, gdy tradycjonalista musi wygrać. Bo po coś te święta chyba są. Przecież, na szczęście, nikt nie zastanawia się, czy Wigilii nie przenieść na inny termin, bo 24 grudnia dość chłodnawo. Te święta mówią nam o tym, że to, co dawno temu się wydarzyło, było ważne. Dla każdego może inaczej, ale ważne.

    Więc przeżyjmy je po staremu. Dlatego, droga żono, proszę: barszczyk z uszkami, grzybowa, śledzik, kutia, kluski z makiem i... dużo prezentów. Na sushi pójdziemy innym razem. Tradycjonalista mnie podpytuje: A musicie? Nie musimy, chcemy spróbować czegoś innego, ale po świętach.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama