Grzegorz Hyży z "X Factora" wydaje płytę (ROZMOWA)

    Grzegorz Hyży z "X Factora" wydaje płytę (ROZMOWA)

    Robert Migdał

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Z Grzegorzem Hyżym, fina-listą programu „X Factor”, który debiutuje płytą „Z całych sił”, rozmawia Robert Migdał.
    Grzegorz Hyży

    Grzegorz Hyży ©materiały prasowe

    Pierwsza płyta – duże emocje?
    Bardzo, i to z wielu powodów. To przecież moje pierwsze muzyczne dziecko. Włożyłem w nią dużo pracy, serca. Jest prawdziwa, bo nagrałem takie piosenki, jakie zawsze chciałem nagrać. Piosenki, przy śpiewaniu których nie musiałem iść na żadne kompromisy.

    Debiutant ma tremę?
    No nie ma. Liczę, nieskromnie powiem, że „Z całych sił” się spodoba, że trafi do słuchaczy. A jak będzie – zobaczymy.

    Na Twoim miejscu byłbym dobrej myśli, bo na tym krążku przebój goni przebój. Mnie samemu świetnie się jej słucha: puszczam ją w samochodzie na okrągło. Na okładce płyty – dwóch autorów: „Grzegorz Hyży i TABB”. Jak doszło do Waszej współpracy?

    Jeszcze podczas trwania programu „X Factor” Bartek „TABB” Zielony napisał do mnie na Facebooku, że ma zarys pewnych kompozycji, do zaśpiewania których od dłuższego czasu szuka wokalisty. I że chciałby zaprosić mnie do współpracy. Zacząłem się zastanawiać, na ile jego wizja płyty będzie spójna z moją – bo już idąc do programu, wiedziałem, jaką płytę chcę nagrać w przyszłości, co ona ma wyrażać, jak brzmieć. No i na szczęście – gdy się spotkaliśmy – okazało się, że świetnie się rozumiemy, że muzycznie myślimy podobnie. I zaczęliśmy nagrywać.

    Płyta jest pełna emocji.
    Odzwierciedla to, co akurat czułem w swoim życiu, to, co przeżywałem.

    TABB skomponował wszystkie piosenki, wyprodukował płytę, a kto napisał teksty?
    Nad płytą pracowało kilku zdolnych artystów, między innymi Karolina Kozak. Uwielbiam jej teksty i bardzo chciałem, żeby zgodziła się coś dla mnie napisać. Cenię ją za wyjątkową umiejętność przełożenia emocji na słowo pisane. Że potrafiła to, co czułem, przelać w słowa piosenki. No i kilka tekstów popełniłem sam.

    Bardzo osobista płyta?
    Jest w niej nutka autobiografii, życia osobistego, dużo szczerości. Chciałbym, żeby ta płyta napawała optymizmem, radością, chęcią do patrzenia pozytywnie w przyszłość, choć może w przeszłości coś w życiu było nie tak.

    Pochodzisz z bardzo muzykalnej rodziny.
    Oj, tak. Dziadek grał na akor-deonie, ciocia na dudach, wujek mnie uczył grania na gitarze.

    Dorastałeś w domu przepełnionym muzyką.
    Dźwięki otaczały mnie cały czas. Mimo że śpiewam tak na poważnie dopiero od czterech lat, to rzeczywiście muzyka była ze mną od dziecka. Moja rodzina była mocno artystyczna – każda uroczystość – czy to imieniny, czy urodziny, święta – to było granie i śpiewanie do późnych godzin nocnych. To było bardzo fajne. To było to, co od najmłodszych chwil kształtowało moją muzykalność.

    Sam grasz na jakimś instrumencie?
    Na gitarze, i uczę się cały czas na pianinie, próbuję sam coś komponować.

    Portato? Legato? Gamy?
    Wszystko, ale to takie „brzdękolenie”, przygrywki sobie robię. Już widzę, że wybitnym pianistą nigdy nie będę. Skupiam się więc na śpiewaniu. W tym czuję się bardzo dobrze. Całe życie śpiewałem, czy to przy goleniu, pod prysznicem, czy przy znajomych, i od dłuższego czasu rodzina i przyjaciele mówili mi, żebym zajął się profesjonalnie śpiewaniem, bo brzmi to fajnie. Tylko że ja traktowałem to, co mówili, jako taką adorację, takie „klepanie po plecach” przez najbliższych. Nigdy nie byłem świadomy, że mój głos mógłby się podobać szerszej publiczności.

    Ale pewnego wieczoru się odważyłeś i wskoczyłeś na scenę w jednym z klubów, zaśpiewałeś i...
    I to się spodobało. Usłyszeli mnie muzycy, którzy byli na sali, zaproponowali wspólne granie i śpiewanie i tak powstał mój pierwszy zespół, z którym koncertowałem. To była jesień 2010 roku, moja przygoda z muzyką zaczęła nabierać nowych barw, tempa. I teraz jestem tu, gdzie jestem.

    Jakiś czas temu powiedziałeś: „Chciałbym zarabiać na życie śpiewaniem”... Marzenie się spełnia.
    Jeszcze przez „X Factorem” próbowałem, ale było ciężko. Zmieniło się dopiero po programie. Na lepsze. Gdy już dostałem się do show, to była szybka decyzja: wiedziałem, że będę musiał poświęcić „X Factorowi” mnóstwo czasu, energii i zrezygnowałem z dotychczasowej pracy. Wszystko postawiłem na jedną kartę – na muzykę. Zaryzykowałem. Postawiłem na marzenia.

    Otworzyłeś nowy rozdział w życiu. A czym zajmowałeś się przed „X Factorem”?

    Zawsze interesowała mnie branża finansowa. Prowadziłem własny biznes, pracowałem też w banku. Muzyka była wtedy tylko hobby, teraz jest sposobem na życie.

    Miałeś też inne hobby – bra-zylijska sztuka walki: capo-eira.
    Trenowałem ją 11 lat. Kawał czasu. Od zawsze moją pasją był sport. W szkole uprawiałem biegi, równolegle zacząłem chodzić na karate.

    Bruce Lee był idolem?
    I to wielkim. Jednym z pierwszych. Pokochałem go, kiedy miałem 7 lat. Przez niego bardzo mocno wtopiłem się w świat sztuk walki. To nie był dla mnie tylko sport, rozwijający fizycznie, ale rozwijał mnie też psychicznie: kształtował moją osobowość, uczył dystansu do pewnych spraw, zachowań, uczuł szacunku do drugiego człowieka.

    To, czego nauczyłeś się w sporcie, m.in. zdyscyplinowanie, dochodzenie do pewnych spraw krok po kroku, pomaga ci jakoś w świecie muzycznym, w show-biznesie?
    Bardzo, bo teraz też, w muzyce, stawiam sobie pewne wyzwania, do których dążę. Bo żeby się rozwijać, trzeba sobie stawiać cele. Na przykład sport nauczył mnie odwagi w podejmowaniu trudnych deczyji – jak ta o porzuceniu pracy i zajęciu się tylko śpiewaniem, koncertowaniem.

    Idąc do „X Factora”, wiedziałeś, czego chcesz.
    Tak – to miał być, i jest, tylko epizod, taka trampolina do dalszej kariery muzycznej. Postanowiłem wykorzystać ten show dla siebie – miałem jasno ustaloną drogę: po pierwsze chciałem pokazać się szerszej publiczności, zdobyć popularność, a po drugie – być zauważonym przez profesjonalistów, przez wytwórnie płytowe, żeby mieć większą szansę na nagranie płyty i żeby zacząć realizować swoje marzenia muzyczne. Nie interesowały mnie pokusy show--biznesu, bycie znanym z tego, że się jest znanym, jakieś celebryckie zachowania. To nie dla mnie. Nie wygrałem „X Factora”, ale czuję się wygranym.

    Do „X Factora” dostałeś się razem z żoną – Mają Hyży. Byliście pokazywani jako zgodne małżeństwo, rodzice bliźniaków... Trafiliście do osobnych domów jurorskich, rywalizowaliście na scenie. Potem pojawiło się mnóstwo plotek o Was: że już nie jesteście razem, że się rozwodzicie. Ile w tym wszystkim jest prawdy?
    Jeśli chodzi o moje życie prywatne, to cały czas moja decyzja jest taka sama: nie rozmawiam o moich prywatnych sprawach, nie komentuję ich. Jeżeli zaś chodzi o sam „X Factor” i naszą obecność w tym programie, to każde z nas chciało spełniać swoje muzyczne marzenia, jednak mieliśmy inną wizję tego, jak nasza muzyka, twórczość ma wyglądać. Chociażby to, że interesują nas różne gatunki muzyczne.

    Kibicujesz Mai?
    Oczywiście, tak jak każdemu, kto odważył się pójść swoją muzyczną drogą, w stronę swoich marzeń.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama