Do sklepów trafiła płyta Michaela Jacksona "Michael"

    Do sklepów trafiła płyta Michaela Jacksona "Michael"

    Marta Wróbel

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Dziewięć lat minęło od wydania "Invincible" - ostatniej płyty z autorskim materiałem króla popu. Krążek zebrał mieszane recenzje, mimo że powstał pod opieką producentów gigantów - jak Rodney Jerkins i Kenneth "Babyface" Edmonds. W półtora roku po śmierci Michaela Jacksona dostajemy album, który też nie zapisze się w muzycznych annałach ważną kartą.
    Okładka płyty Michaela Jacksona autorstwa malarza Kadira Nelsona

    Okładka płyty Michaela Jacksona autorstwa malarza Kadira Nelsona ©fot. sony music

    Krótka, bo zawierająca tylko dziesięć kompozycji płyta sprawia wrażenie skleconej naprędce składanki przypadkowo dobranych piosenek, z których część brzmi jak kompozycje, które gdzieś już wcześniej słyszeliśmy. Nad niektórymi utworami, jak "Hold My Hand", Jackson pracował przed śmiercią, inne, jak "Much Too Soon", powstały w czasach słynnego "Thrillera", jeszcze inne jak "(I Like) The Way You Love Me" ukazały się już wcześniej na kompilacyjnym wydawnictwie Jacksona z 2004 r. "The Ultimate Collection". Jest też na krążku "Michael" kompozycja "Behind the Mask" wykonywana wcześniej m.in.
    przez Yellow Magic Orchestra. "(I Can't Make It) Another Day" napisał dla króla popu Lenny Kravitz (śpiewa z nim na płycie), w "Monsterze" produkowanym przez Teddy'ego Rileya rapuje gościnnie 50 Cent, a singlowe "Hold My Hand" to produkcja Akona, w której on sam też się udziela. Niewiele z tego jednak muzycznie wynika. Jako fanka artysty z czasów The Jackson 5 i jeszcze większa fanka jego współpracy z Quincy Jonesem, szczególnie płyty "Off The Wall" - kamienia milowego dla współczesnego popu, którego rozwiązania aranżacyjne do dziś studiują producenci i DJ-e, nie mogę z entuzjazmem słuchać muzyki króla popu niegodnej.

    Irytująco duża porcja skrzypków i chórków w "Hold My Hand" nie pozwala na dłuższą metę znieść patetyzmu kompozycji, piosenka z Kravitzem brzmi jak kalka utworu "Storm", który kiedyś nagrał ten ostatni, podkład "Hollywood Tonight" do złudzenia przypomina "Scream" i "Keep It In The Closet" Jacksona, a na "Monster" z 50 Centem lepiej spuścić zasłonę milczenia przez nachalną dawkę plastiku. Bronią się jedynie piękne ballady "Best Of Joy" i "I Like The Way You Love Me". To jednak za mało, żeby można było bez zgrzytania zębami prze-brnąć przez "Michaela". Nie wiem jak Wy - ja wracam do słuchania "Thrillera", "Got To Be There" i "Off The Wall".

    Jestem jednak pewna, że płyta świetnie się sprzeda, bo jak wiadomo, śmierć gwiazdy najlepiej napędza popkulturalną koniunkturę. Pokazały to pośmiertne albumy innych wielkich - od Elvisa Presleya po Tupaca Shakura. Ciekawe, jaki będzie następny "muzyczny kąsek" dla fanów od wytwórni Jacksona. W planach jest wydanie jeszcze pięciu krążków. Już zaczynam się bać.
    Michael Jackson "Michael", Sony BMG 2010, cena: 34 zł

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama