Zespół KOMBII wydał nową płytę pt. Wszystko jest jak...

    Zespół KOMBII wydał nową płytę pt. Wszystko jest jak pierwszy raz

    Adam Kuźniarski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, frontmeni zespołu KOMBII

    Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, frontmeni zespołu KOMBII ©materiały prasowe

    Z Grzegorzem Skawińskim i Waldemarem Tkaczykiem z zespołu KOMBIIo najnowszej płycie rozmawia Adam Kuźniarski
    Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, frontmeni zespołu KOMBII

    Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, frontmeni zespołu KOMBII ©materiały prasowe

    To już Wasza szósta płyta. Słuchając jej, czułem energię występów KOMBII na żywo...
    Grzegorz Skawiński: Rzeczywiście, już tytuł wiele sugeruje. Wydanie „Wszystko jest jak pierwszy raz” to dla nas wydarzenie specjalne. „Jak pierwszy raz” – nagrywaliśmy tę płytę w sposób, w jaki nagrywało się płyty dawniej.

    Jaki to sposób?
    GS: Wtedy było modne po prostu granie. Zespół stawał, mikrofony były ustawione, instrumenty nastrojone i nagrywanie piosenki trwało dokładnie tyle, ile ona miała trwać – trzy i pół, cztery minuty. Postanowiliśmy taką metodą zarejestrować „Wszystko jest jak pierwszy raz”, grając podkłady na tak zwaną „setkę” – graliśmy po prostu na żywo.

    To sposób na świeżość?
    GS: To jedyna znana mi metoda uzyskania takiego klimatu, energii, groove’u, świeżości, wyjątkowych, jak przy nagrywaniu na żywo. „Wszystko jest jak pierwszy raz” różni się od naszych poprzednich albumów. Nasze płyty zawsze były nagrywane z pomocą techniki komputerowej, czyli wielowarstwowego nakładania śladów jeden na drugi i montowania z tego utworu. W poprzednich płytach graliśmy na programowanych uderzeniach perkusyjnych. Tym razem postanowiliśmy z elektroniki niemal całkowicie zrezygnować. Gramy, jak mówią muzycy naszego pokolenia, „z palca”. Całą warstwę muzyczną zarejestrowaliśmy w pięć dni. Nie jest to muzyka wysiedziana, wypracowana czy nawet wymęczona. Mieliśmy przy nagrywaniu mnóstwo autentycznej radości i myślę, że to słychać w atmosferze płyty.
    Waldemar Tkaczyk: Nagrywanie na setkę pokazuje także zgranie zespołu.
    GS: Ta płyta to także prawda o zespole, koncertowa. Rejestrowana tak, jak gramy przed publicznością, minimum elektroniki i to, co czterech facetów potrafi zagrać swoimi rękoma.

    Nagrywanie na żywo, ale w studiu, to chyba trochę zapomniana technika, szczególnie w szeroko rozumianym popie?
    WT: Dokładnie. Jest to technika w muzyce pop, od której artyści odeszli wiele lat temu, a moim zdaniem szkoda. Teraz zdominowały wszystko precyzyjne montaże, sterylne brzmienia. Teraz muzykę się produkuje. My tej płyty nie produkowaliśmy, tylko ją nagraliśmy. Jest to wyjątkowa płyta w dyskografii obydwóch zespołów KOMBII, i na pewno jedna z nielicznych nagrana tak jak dawniej. Rejestracja cyfrowa ułatwiła wymianę plików z muzyką, moim zdaniem ze szkodą dla muzyki, ponieważ artyści się nie spotykają i razem nie tworzą, co kiedyś było istotą nagrywania płyt. A dziś wystarczy wysłać mejlem dźwięki i już.
    GS: Dokładnie tak jest – spotkanie muzyków, wspólna wymiana poglądów czy dogrywanie się do siebie to chyba najważniejszy etap tworzenia nowej płyty. Muszę przyznać, że tym razem jako KOMBII powróciliśmy do początku; zaczęliśmy robić próby jak w liceum… w piwnicy u Waldka.

    Powrót KOMBII do garażu!
    WT: Nie śmiej się, naprawdę tak jest, jak byśmy zaczynali zupełnie od nowa. Próby w ciasnej salce. Płyta powstała dosłownie w garażowych warunkach. Potem weszliśmy do studia i trzeba było tylko uchwycić ten ulotny magiczny moment, zapisać i cieszyć się.
    GS: Może to truizm, ale ta płyta to cała prawda o nas. Nie kryjemy się za całym korowodem produkcji, miksów, masteringów, dogrywania. Są to cztery instrumenty grające swobodnie to, co mają do zagrania. Są nawet takie momenty, gdzie klawiszowiec musi zmienić rękę, żeby przejść do grania podkładu i siłą rzeczy jakiś tam wątek melodyczny musi się urwać. Celowo takie momenty zachowaliśmy i zostaliśmy w tym – wydaje mi się – ludzcy.

    Proces nagrania był bardzo krótki. Co zajęło najwięcej czasu?
    GS: Dokładnie tak jak mówisz! Dużo więcej czasu poświęciliśmy na przemyślenia, ale także na próby, dobrze się razem bawiąc. Był to dla nas bardzo dobry czas, odświeżyliśmy się także sami w sposób muzyczny. Odeszliśmy od schematu KOMBII – elektronika.
    WT: Nieprawda. Kombi to też gitary, bas, żywe bębny, także klawisze, ale niekoniecznie stare syntezatory. Teraz na płycie słychać dużo fortepianu. Chcieliśmy pokazać żywych ludzi, a nie oprogramowanie.
    WT: Jeśli nic nie stanie nam na przeszkodzie i będziemy nagrywać następne płyty, to myślę, że pójdziemy tą drogą co przy „Wszystko jest jak pierwszy raz”. Mieliśmy już doświadczenia z bardziej surowym i prawdziwym brzmieniem w projekcie O.N.A. Syntetyczne brzmienia chyba już nas znudziły.
    GS: To była trochę inna muza, ale okazuje się że pop można też zagrać nieskrępowanie, naturalnie, autentycznie. Na „Wszystko jest jak pierwszy raz” można usłyszeć teksty piosenek nie tylko autorstwa Waldemara Tkaczyka, ale także Jacka Cygana, Andrzeja Piasecznego, Marka Kościkiewicza a nawet rapera – Libera.
    WT: Za moją przyczyną, ale koledzy tylko przyklasnęli, postanowiliśmy otworzyć się także na innych autorów. Skutkiem tego zabiegu jest paleta doświadczeń kilku autorów. Zwróciliśmy się do naszego nadwornego pisarza tekstów – Jacka Cygana, a także do naszych przyjaciół – Andrzeja Piasecznego, Marka Kościkiewicza i Libera. Szczególnie teksty Libera („Eldorado” i „Bezchmurne niebo”) pokazały spojrzenie o wiele od nas młodszego artysty. Pomimo kilku autorów, płyta wypadła bardzo spójnie, a nie nudnie. Bałem się, żeby się nie stało tak jak to bywa przy autorskich płytach - nudno.

    Autorzy pisali pod konkretną muzykę , czy muzyka powstała do tekstu?
    WT: Nie przypominam sobie, żeby w całej naszej dyskografii jakiś tekst nas tak zainspirował, by napisać do niego muzykę. Zawsze do muzyki dopisywany jest tekst. I tak było też tym razem.
    GS: Chciałbym tylko dodać, że przy tworzeniu muzyki zwykle intonuję melodię, rytm i metodę zaśpiewu tego utworu muzycy nazywają „rybkami”. Autorzy naprowadzeni piszą polski tekst.

    Jak to się dzieje: KOMBII po ponad 35 latach zachowuje dalej świeżość i witalność, którą słychać na płycie i koncertach?
    GS: Siła jest ciągle w nas, staramy się o nią jak najbardziej dbać. Ja jakieś dwa lata temu schudłem 30 kilogramów. Dużo się ruszam, uprawiam sporty. Od tego czasu zmieniło się moje samopoczucie. Nie patrzę w przyszłość z jakąś trwogą, mówiąc: „starość idzie”, staram się z tym walczyć. Na okładce „Wszystko jest jak pierwszy raz” można zobaczyć mnie i Waldka, chyba nie widać po nas, że dobiegamy… sześćdziesiątki! Jesteśmy w dobrej formie psychicznej i fizycznej.
    GS, WT: Kluczem do zrozumienia łamigłówki, jaką jest nasza kariera, jest miłość do muzyki. Żaden z nas nigdy nie powie że jest zmęczony. Ciągle nas to kręci, tak jak na początku. Muzyka jest formą wypowiedzi, która nas stwarza. Jest motorem różnych poczynań, organizuje nam cały czas. To sens życia i to nas utrzymuje na powierzchni.

    I przez prawie cztery dekady nic się w was nie zmieniło?
    GS: Ewoluowało. Jesteśmy, nie ma co się z tym kryć, ludźmi ze sporym bagażem doświadczeń. Nie jesteśmy nowicjuszami, więc nie przeżywamy już tak emocjonalnie, ale emocje są przy każdym koncercie czy nagraniu, bez tego nie ma uczciwej muzyki. Dalej nas to tak samo kręci, wymieniamy uśmiechy na scenie i dobrze się razem bawimy.

    Czy teksty piosenek KOMBII zawsze były tak wielowątkowe, jak na tej płycie?
    WT: Tak. Wydaje mi się, że patrzenie na nas jak na zespół śpiewający tylko o miłości i różnych jej odcieniach jest mocno krzywdzące. Jedna z ballad na „Wszystko jest jak pierwszy raz” nawiązuje do tego, co dzieje się na Ukrainie. Przypomniała mi się piosenka „Obłęd - szalony czas” z albumu „C.D.” (pierwszego po reaktywacji), która opowiada wprost o terroryzmie. Nigdy nie stroniliśmy od poważniejszych tematów. Nie jesteśmy tylko od „tra la la” i „Majteczki w kropeczki” (śmiech).

    Jak śpiewa się takie piosenki, jak „Smak miłości, który kończy się nad ranem”, przy wielopokoleniowej publiczności?
    WT: (śmiech) No, przedszkolaki pewnie jeszcze takiej miłości nie znają, choć może myślą o miłości do mamy i tęsknocie. Zupełnie na poważnie, staramy się, żeby nasze teksty były wielowątkowe i wielowarstwowe, aby różni ludzie w różnym wieku mogli je interpretować na swój sposób.

    „Wszystko jest jak pierwszy raz” to refleksyjna płyta, powiedziałbym nawet: liryczna.
    WT: I o to właśnie nam chodziło.
    GS: A tytuł płyty - „Wszystko…” – przynajmniej ja doszukałem się tam wątku filozoficznego – „nic dwa razy się nie zdarza”.
    We Wrocławiu i na Dolnym Śląsku często koncertujecie. Z czym kojarzą się Wam te miejsca?
    GS: Mamy stąd mnóstwo wspomnień. Zawsze był tu jakiś wyjątkowy klimat. Już w tamtych czasach to się czuło – mowa o latach osiemdziesiątych. Zawsze nam się tu podobało, zresztą nigdzie nie byliśmy na tylu wspaniałych sylwestrach, co we Wrocławiu! a

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama