Molestowanie i "sesja za seks". Terry Richardson, twórca...

    Molestowanie i "sesja za seks". Terry Richardson, twórca porno szyku, w ogniu oskarżeń [GALERIA]

    Kuba Dobroszek

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Terry Richardson to wybitny, znany z zamiłowania do nagości, fotograf. Portretował nie tylko topowe gwiazdy show businessu, na czele z Beyonce i Leo DiCaprio, ale także samego Baracka Obamę. Współpracował z najważniejszymi magazynami mody na świecie. Coraz częściej głośniej jest jednak nie o jego nowych zdjęciach, ale wiadomościach rzekomo rozsyłanych do modelek.

    W jednej z ostatnich, wysłanej za pośrednictwem Facebooka, której adresatką była Emma Appleton, Richardson miał proponować sesję do "Vogue'a" w zamian za, mówiąc eufemistycznie, miłe chwile spędzone w sypialni.
    Choć "źródła zbliżone do Facebooka" potwierdziły na łamach amerykańskich serwisów internetowych, że wiadomość nie pochodziła ze zweryfikowanego, należącego do fotografa profilu, jednak szefostwo "Vogue'a", ustami odpowiedzialnej za kontakt z mediami Hildy Kuryk, już zdążyło obwieścić, że w przyszłości nie planuje podjęcia ponownej współpracy z Richardsonem. Może się jednak okazać, że deklaracja została złożona zbyt pochopnie i to nie fotograf, lecz modelka jest w tym wypadku, wyjątkowo, autorką aktu. Aktu desperacji sfrustrowanej dziewczyny, która, by tylko zrobić karierę, przekracza wszelkie granice. Nie tylko te dobrego smaku. Przyzwoitości również.

    Ustalenie faktycznej ofiary tego konfliktu będzie o tyle trudne, że to nie pierwszy skandal obyczajowy z udziałem Terry'ego Richardsona. Branża mody od dawna huczy od plotek, jakoby Richardson miał prowokować i molestować współpracujące z nim kobiety. Opinię publiczną jeszcze bardziej od ocierających się o pornografię prac, rozjuszały kolejne informacje o pozaartystycznych aktywnościach słynnego fotografa. I choć zwykle udawało mu się unikać konsekwencji, oskarżenia Emmy Appleton, mimo że pod względem formalnym nie do końca wiarygodne, dowiodły, że zakres tolerancji dla, być może tylko wizerunku, Terry'ego Richardsona uległ znacznemu zmniejszeniu. Współpracę z fotografem zakończył bowiem nie tylko cytowany już wcześniej "Vogue", ale także popularna firma odzieżowa H&M oraz sieć amerykańskich siłowni Equinox.

    Firmy kończące współpracę z Richardsonem jako powód podają nie tylko sprawę Appleton, ale również wcześniejsze zeznania jej niedoszłej koleżanki po fachu - Charlotte Waters, która zanim stała się sławna ze względu na oskarżenia pod adresem fotografa, zasłynęła udziałem w kilku rozbieranych sesjach. Waters w wywiadzie dla portalu Vegativ ujawniła kulisy pracy z Richardsonem: zdjęcia rozpoczęły się od podpisania standardowych umów oraz komplementów i epitetów, jakimi fotograf opisywał ciało modelki. To był jednak dopiero wstęp: później miało miejsce dotykanie okolic intymnych oraz seks oralny, fotografowany przez współpracowniczkę Richardsona. - Dlaczego nie opuściłam wtedy studia? Miałam wrażenie, że nie ma już odwrotu. Miałam mentalność 19-latki. Samo mówienie o tym dzisiaj sprawia, że czuję się tak jak wtedy: sparaliżowana i spanikowana. - opisywała zrozpaczona modelka. Charlotte Waters obecnie jest pielęgniarką. Jak podkreśla, do dnia dzisiejszego nie zobaczyła zrobionych wówczas zdjęć. Do opowiedzenia swojej historii przekonały ją inne dziewczyny, które Richardson również miał wykorzystywać seksualnie.

    Jaka była odpowiedź Richardsona? Trzeba przyznać, że, podobnie jak jego fotografie, bardzo śmiała. Na łamach m.in. "New York Post" oraz "The Huffington Post" tłumaczył, że wszystkie oskarżenia pod jego adresem to nic innego jak ohydne pomówienia będące częścią "emocjonalnego polowania na czarownice". Przy okazji fotograf przyrównał się do innych słynnych artystów, którzy również prezentowali seksualność na swoich pracach: Roberta Mappelthorpe'a i "króla wyuzdania" Helmuta Newtona. - Pracowałem z dorosłymi kobietami, wyrażającymi zgodę i mającymi pełną świadomość natury naszej współpracy.

    Na tyle szanuję moje podopieczne, że zakładam, że mają one wolną wolę, a decyzje podejmują świadomie. Dlatego proszę o obdarzenie mnie przywilejem zaufania i prawdy - napisał wówczas Richardson, tym samym po raz pierwszy ustosunkowując się do zarzutów pod jego adresem. I choć większość pism oraz marek, której do tej pory zatrudniały fotografa wciąż korzystają z jego usług, może się okazać, że decyzje H&M i "Vogue'a" mogą być początkiem szerokiego bojkotu Richardsona. Czyżby miało się okazać, że, jak mówi stare porzekadło, tylko winny się tłumaczy?

    A może to rzeczywiście jedynie bezpodstawne oskarżenia wynikające z niezrozumienia stylu i specyfiki pracy kontrowersyjnego artysty, uznawanego za twórcę tzw. "porno szyku" - nurtu dostarczającego luksusowym magazynom zdjęć w estetyce podrzędnych pisemek erotycznych? Wszak Richardson nawet sobie wykonywał rozbierane autoportrety, np. jak wtedy, gdy w ramach letniej kampanii reklamowej firmy odzieżowej Sisley sportretował siebie nagiego na plaży. Terry Richardson, jako jeden z pierwszych, znalazł artystyczne przełożenie postępującej liberalizacji obyczajowej. Pisząc o pracach tego fotografa, często podkreśla się jedynie ich prowokujący aspekt, zapominając jednocześnie o walorach stricte estetycznych.

    Scenografia nie ma dla niego znaczenia - spora część zdjęć wykonywanych jest po prostu na zwykłym, mocno białym tle, a wszechobecna seksualność przeplata się ze specyficzną lekkością i radością fotografowania. I to właśnie wydaje się być największym atutem Richardsona - jego styl, mimo wszystko, jak mało który, potrafi uwydatnić satysfakcję z pracy: pozujących modelek, charakteryzatorek, stylistek, a w końcu również samego fotografa. Ten fakt jednocześnie, jak pokazują perypetie artysty, będącego również nie tylko fotografem, ale także, a może przede wszystkim - celebrytą, powoli staje się jego największym przekleństwem. Odbiorców zaczyna drażnić, że najprawdziwsze, najbardziej oddające naturę ludzi zdjęcia to te niemal pornograficzne. Richardsonowi nie pomagają również zawrotne sumy, które rzekomo ma inkasować za swoje zdjęcia: w ubiegłym roku, choć oficjalne potwierdzenie znikąd nie nadeszło, mówiono o niespełna 60 mln dol. Brzmi nieprawdopodobnie? Niekoniecznie, bo Richardson wymyśla również mniej odważne, raczej klasyczne sesje (zwykle na potrzeby ekskluzywniejszych i bardziej wymagających zamawiających) oraz zajmuje się reżyserowaniem teledysków. Klip do piosenki "Wrecking Ball" (utwór autorstwa kontrowersyjnej ostatnimi czasy Miley Cyrus), choć spotkał się z kpinami internautów, a niektórzy zapamiętali go jedynie z wielkiej kuli, na której huśta się wokalistka, zyskał miliony wyświetleń w serwisie YouTube, o czym wielokrotnie tacy fachowcy od teledysków jak Michel Gondry czy David Fincher mogą jedynie pomarzyć.

    Sam Terry Richardson, mimo coraz głośniejszego zamieszania wokół swojego nazwiska, wydaje się być mało przejęty całą sytuacją - do tej pory zadowolił się wspomnianymi wcześniej oświadczeniami. Może się bowiem okazać, że udowodnienie mu jakiejkolwiek winy będzie graniczyło z cudem, fotograf wciąż więc pozostanie w czołówce najważniejszych artystów w swoim fachu. A że będzie zarabiał kilkanaście milionów mniej? Cóż z tego. Historycznych dokonań, nieprzeciętnych umiejętności oraz prawdopodobnie największej kolekcji koszul w kratę nie odbierze mu nikt. Nawet najbardziej zdesperowana modelka.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Zdjęcie autora komentarza
      Nic dodać nic ująć

      Norbert Malecki

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Nic mu się nie stanie .Ale co użył , to użył

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama