Joby Ogwyn chce skoczyć z Mount Everestu. Proximity flying,...

    Joby Ogwyn chce skoczyć z Mount Everestu. Proximity flying, czyli latanie na granicy szaleństwa

    Matt Rudd

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Proximity flying - latanie w sąsiedztwie skał - niebywale widowiskowa i ekstremalna forma skoków z samolotów, podbija świat. Niestety sport zbiera śmiertelne żniwo: w marcu w Alpach zginęło trzech skoczków. Ale śmiałków nie brakuje. W maju ze szczytu Mount Everestu zamierza skoczyć Joby Ogwyn.
    W ostatnią sobotę marca trzej doświadczeni spadochroniarze ekstremalni zrobili to, co wcześniej robili setki razy. Zasygnalizowali gotowość i wyskoczyli z helikoptera nad szwajcarską doliną Lotschental. Gdy rozpostarli ramiona, ich kombinezony wydęły się tak, że wyglądali jak zmutowane wiewiórki. Minutę i 20 sekund później dwóch z nich nie żyło, a trzeci walczył o życie.

    Uprawiana przez nich ekstremalna forma ekstremalnego sportu, jakim jest wingsuit, to tzw.
    proximity flying - połączenie wingsuitu i BASE jumpingu, przy czym tu skacze się np. ze szczytu góry, a następnie z ogromną prędkością przelatuje jak najniżej powierzchni ziemi, wykorzystując opadające ukształtowanie terenu. Z początku sport był domeną niewielkiej grupy bliskich przyjaciół, miłośników BASE jumpingu, którym nie wystarczały wrażenia dostarczane przez tę dyscyplinę. W ostatnich latach w proximity zakochało się pokolenie YouTube.

    Filmiki, od których opada szczęka - kręcone kamerą umieszczoną na hełmie pilota przelatującego wąwozami, między drzewami, kilkanaście centymetrów od skał - oglądają miliony internautów. Im bliżej skał, tym niżej opadają szczęki i tym więcej odsłon w YouTube.



    W wykonaniu profesjonalistów przelot wydaje się łatwy, w rzeczywistości wcale tak nie jest. Weterani tego sportu narzekają, że w górach roi się dziś do amatorów, niedoświadczonych poszukiwaczy adrenaliny, którzy zachwycili się tym, co zobaczyli w internecie i gotowi są podjąć absurdalnie wielkie ryzyko.

    W Szwajcarii nie to było problemem. Trzej piloci byli ścisłą czołówką tej dyscypliny - nie ma mowy o braku doświadczenia - a jednak coś poszło nie tak. Gdy ekipa ratunkowa dotarła na polanę, na której się rozbili, jeden z mężczyzn jeszcze żył. 33-letni Dan Vicary z Nowej Zelandii i 34-letni Ludovic Woerth z Francji zginęli na miejscu. 33-letni Brian Drake, Amerykanin, został natychmiast przewieziony do szpitala, gdzie cztery dni później zmarł na skutek odniesionych obrażeń.

    Śledztwo jest w toku. Francuski pilot wingsuit Vincent Descols, który latał z Vicarym i Woerthem dzień przed wypadkiem, po przeanalizowaniu zapisu wideo z feralnego lotu tłumaczył, że podczas lotu wszyscy trzej mieli dwie okazje, by otworzyć spadochrony, konieczne do bezpiecznego lądowania. Pierwsze okno było otwarte przez 40 sekund, drugie pojawiło się pod koniec przelotu i trwało tylko trzy sekundy. Przez ostatnie 14 sekund lecieli już zbyt nisko, by pociągnąć za taśmę. Wykonali ostatni desperacki skręt w lewo, ale było za późno. - Prawie im się udało - mówi pilot. - Dan i Brian byli o 10 metrów za nisko, Ludo brakło trzy metry.

    Jego zdaniem wszyscy trzej przegapili skręt, który poprowadziłby ich nad łagodniejszą, znacznie bezpieczniejszą dolinę. Technologia produkcji kombinezonów do wingsuitu poszła mocno do przodu w ostatnich latach - materiały są lżejsze i bardziej elastyczne, a skrzydła skuteczniejsze. Piloci mogą wykonywać precyzyjne zwroty, a każdy metr zejścia z wysokości to trzy metry szybowania do przodu. Jedyne, czego nie są w stanie robić, to utrzymać się na tej samej wysokości. Grawitacja wciąż bierze górę nad technologią. Zjeżdżając z góry na nartach, można nie skręcić i przeżyć, ale podczas lotu to niemożliwe.

    Australijczyk Chris "Douggs" McDougall, 39-letni były mistrz świata w BASE jumpingu, obecnie mieszkający w Szwajcarii, przyjaźnił się z trzema skoczkami. - Niestety, ludzie latają dziś coraz niżej i nad coraz bardziej płaskim terenem - zauważa. - Wraz z grupą kilku doświadczonych skoczków próbujemy kierować ten sport na inne tory i odchodzić od latania nad płaskimi obszarami.

    Jego zdaniem przyczyną tragedii w Alpach nie były brawura i lekkomyślność. - Błąd polegał na skoku z helikoptera ustawionego w złej pozycji. Spadli zbyt nisko i zbyt późno to sobie uświadomili. Gdy się zorientowali, nie mieli wyjścia i musieli po prostu lecieć, bo byli za nisko, by otworzyć spadochrony. Próbowali lądować na płaskim terenie. Nie udało się. Wszyscy chcemy być coraz lepsi, przesuwać granice, ale w życiu liczy się coś więcej niż tylko ekstremalne skoki - mówi Vicary

    Dla pilotów proximity śmierć nie jest niczym niezwykłym. W tym sporcie często dochodzi do wypadków śmiertelnych, każdy zna kogoś, kto zginął. Mark Sutton - kaskader, który w trakcie ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Londynie skoczył na spadochronie w kostiumie agenta Jamesa Bonda - w sierpniu ubiegłego roku rozbił się na grani w szwajcarskich Alpach. Śledczy ustalili tożsamość 42-letniego skoczka, ojca dwójki dzieci, na podstawie badania DNA. Lecz nigdy wcześniej nie zginęło trzech skoczków naraz.

    W ostatnim numerze "Edge", internetowego magazynu poświęconego BASE jumpingowi, Vicary napisał, że największym zagrożeniem dla skoczków BASE są oni sami. - Wszyscy chcemy być coraz lepsi, chcemy przesuwać granice, a przy tym jesteśmy ludźmi ambitnymi, ale w życiu liczy się coś więcej niż tylko BASE jumping - tłumaczył Vicary. - Ja daję z siebie 20 proc. tego, na co w moim odczuciu mnie stać. Dlatego, gdy podejmę głupią decyzję (a czasami mi się zdarza, jak każdemu) to przynajmniej mam ten margines na uratowanie się - stwierdził.

    Śmiałków, gotowych igrać ze śmiercią, raczej więc nie zabraknie. W maju medialnym wydarzeniem ma być skok ze szczytu Mount Everestu. Amerykanin Joby Ogwyn chce zostać pierwszym człowiekiem, któremu uda się tego dokonać. W tej chwili rekord należy do Valery'ego Rozonowa, który zeskoczył z wysokości 7200 m. Skok Ogwyna będzie transmitowany na żywo przez Discovery Channel w 200 krajach świata.



    Tłumaczenie: Lidia Rafa

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      co można więcej wymyśleć?

      spokojny

      Zgłoś naruszenie treści

      Rozumiem, że pół wieku temu ktoś chciał wejść na Everest. Wszedł i sprawa zamknięta.
      To co można więcej wymyśleć? Ano można wejść tyłem, na rękach, bez wody, bez powietrza itp.
      I się wchodzi. I...rozwiń całość

      Rozumiem, że pół wieku temu ktoś chciał wejść na Everest. Wszedł i sprawa zamknięta.
      To co można więcej wymyśleć? Ano można wejść tyłem, na rękach, bez wody, bez powietrza itp.
      I się wchodzi. I co z tego wynika? Trupy. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      niezwykłe

      Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

      tylko, że prędzej czy później ten koleś zginie w wypadku podczas takiego lotu

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama