Weganizm: dieta-cud, czy katorga, która odbiera radość z...

    Weganizm: dieta-cud, czy katorga, która odbiera radość z jedzenia?

    Oliver Thring

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Weganizm jest dziś w modzie. Na taką dietę przechodzi coraz więcej celebrytów, a zwykłych ludzi atakują kampanie reklamujące ten sposób odżywiania się. Ot, choćby w styczniu w Wielkiej Brytanii ruszyła kampania promująca weganizm. Jej celem jest wywołanie u Brytyjczyków takiego poczucia winy, by choć na miesiąc zrezygnowali nie tylko z jedzenia mięsa i ryb, jak byle wegetarianie, ale także z mleka, jajek, masła, a nawet miodu, których produkcja to symbol okrucieństwa.

    W tym roku do Wielkiej Brytanii wchodzi Veganz, niemiecka sieć wegańskich supermarketów. Dietę zachwalają celebryci, choćby Jay-Z i Beyoncé. I nie ma znaczenia, że zaangażowanie piosenkarki w sprawę może budzić wątpliwości po tym, jak do wegańskiej restauracji wybrała się w futrze i skórze, ani że - jak twierdzą niektórzy - Jay-Z próbuje w ten sposób promować wegański bar przyjaciela.

    Z opublikowanych niedawno badań wynika, że blisko miliard mieszkańców krajów rozwijających się to ludzie otyli. Co więcej, liczba otyłych potroiła się od 1980 r. Dlatego dla dobra planety, tej gazety i dla własnego zdrowia postanowiłem przez tydzień odżywiać się jak weganin.

    W poniedziałek rano zadzwoniłem do Towarzystwa Wegańskiego, by porozmawiać z człowiekiem, który od 25 lat jest weganinem. Zapytałem go, co je. Na śniadanie owsiankę na mleku sojowym, a wieczorem potrawkę z fasoli. Przyznał, że podobnie jak wielu wegan zażywa suplementy witaminowe, bo taka dieta nie dostarcza mu wszystkich składników odżywczych, jakich organizm potrzebuje, by zdrowo funkcjonować.

    Prawda jest taka, że weganie często źle się odżywiają: napychają się węglowodanami, popijając gazowanymi napojami bez cukru. Jak na ironię, syntetyczne tłuszcze trans, wyjątkowo niebezpieczne dla naszego zdrowia, są w tej diecie dozwolone, ale słonina czy tłuszcz z pieczonego mięsa już nie.

    Doszedłem do wniosku, że celem każdej diety bezmięsnej powinno być rozkoszowanie się jedzeniem, które nie jest mięsem - świeżutkimi warzywami, pysznymi owocami, dobrą oliwą i jeszcze lepszym chlebem. Dlatego parówki sojowe i kiełbaski Lindy McCartney omijałem z daleka.

    Dieta przeważnie nie była uciążliwa. Na lunch gotowałem zupę, którą zabierałem do pracy, albo kupowałem sałatkę, czasami przygotowywałem coś w biurowej kuchni. Pierwszego dnia poszedłem do supermarketu kupić składniki na kolację. Wybrałem najbardziej dorodne warzywa, jakie były na półkach. W kuchni wszystko pokroiłem i upichciłem garnek gnocchi z papryką chilli, czosnkiem i kabaczkami. Po kolacji wpadłem w panikę, bo wyczytałem, że gnocchi zawierają kwas mlekowy, ale okazało się, że to jednak danie wegańskie.

    Stevie Parle, utalentowany szef kuchni w restauracji Dock Kitchen w zachodnim Londynie, dał mi przepis na makaron z jarmużem. Danie okazało się tak pyszne, że na pewno jeszcze nieraz je przyrządzę. Ostatniego dnia na kolację zrobiłem fantastyczne curry z bakłażanem według przepisu z najnowszej książki Lindsey Bareham.

    Oczywiście, nie obyło się bez problemów. Okazało się, że nie przestrzegałem diety wystarczająco fanatycznie. Słodziłem herbatę z mlekiem sojowym, a tymczasem cukier jest zakazany, bo w procesie jego rafinacji czasami stosuje się kości zwierząt. Bajgiel z masłem orzechowym i bananem, który zjadłem drugiego dnia, pewnie też nie jest dozwolony: pieczywo przemysłowe często zawiera polepszacze otrzymywane ze świńskiej szczeciny czy kaczych piór.

    Co gorsze, jeśli lubicie jeść i uważacie, że wspólny posiłek łączy ludzi, nie ma nic bardziej uciążliwego niż ciągłe przepytywanie przyjaciół i kelnerów, czy aby danie nie zawiera jajek, mleka czy miodu. Sos Worcestershire: zakazany, bo bazuje na anchois. Większość piw i win: zakazane, bo do rafinacji używa się rybich pęcherzy. Poza tym zakazane: słodycze Haribo i większość soków owocowych (bo cukier i żelatyna).

    Mimo nieustannego chrupania orzechów miałem wrażenie, że ciągle jestem głodny. We wtorek wieczorem, nie chcąc dręczyć znajomych moją dietą, poszedłem wcześnie spać. Na kolację zjadłem przyzwoitą - tak mi się wydawało - porcję makaronu według przepisu Steviego Parle.

    Kilka godzin później obudziłem się głodny jak wilk. Zakradłem się do kuchni, niczym Nigella, człapiąc bosymi stopami po zimnej posadzce i przy akompaniamencie burczenia lodówki spałaszowałem resztki pesto.

    W dużych miastach nie ma problemu ze znalezieniem dobrego wegetariańskiego jedzenia. W innych częściach kraju to już nie takie proste. Któregoś dnia wybrałem się ze znajomymi do eleganckiej restauracji należącej do Angeli Hartnett. Byłem jedynym wegańskim gościem, dlatego kuchnia dała z siebie wszystko: placki z grillowanym bakłażanem na przystawkę, jako danie główne zaproponowano mi warzywa z oliwą i tyle focaccia, ile zdołam pomieścić. Ci, którzy nie wiedzą, czego brakuje takiemu posiłkowi, na pewno byliby zachwyceni.

    Lecz ja, drogi czytelniku, gdy tak patrzyłem, jak reszta towarzystwa zajada się truflowymi arancine, fritto misto, porchetta i ragu z sarniny - poddałem się. Wznowiłem eksperyment, ale tego dnia kolacja była dla mnie katorgą.
    Dziś żywię ogromny szacunek - może nie dla samego weganizmu, ale dla niektórych następstw tej diety. Mark Bittman, krytyk kulinarny pisujący do "New York Timesa", dorobił się fortuny na diecie własnego pomysłu: VB6, czyli weganizm do godziny 18. To dobry sposób na skorzystanie z zalet ograniczenia ilości spożywanego mięsa, bez pełnego przechodzenia na parówki sojowe. W ciągu pięciu dni schudłem o pół kilograma i jedną dziurkę w pasku. Jeszcze powtórzę ten eksperyment.

    Tłumaczenie: Lidia Rafa

    Czytaj także

      Komentarze (10)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      pseudo dziennikarstwo

      weganka (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 7 / 2

      Mam wrażenie, że "dziennikarz" Times'a nie do końca rozumiał po co ludzie przechodzą na weganizm. To jasne, że wewnętrzna walka musiała skończyć się niepowodzeniem, bo nie przeszedł na dietę wege z...rozwiń całość

      Mam wrażenie, że "dziennikarz" Times'a nie do końca rozumiał po co ludzie przechodzą na weganizm. To jasne, że wewnętrzna walka musiała skończyć się niepowodzeniem, bo nie przeszedł na dietę wege z pobudek etycznych czy zdrowotnych, ale z chęci eksperymentu.
      Weganizm to świadomy wybór. Myślę, że większość ludzi, którzy są wege, nie walczy ze sobą, by nie zjeść kawałka mięsa, bo jest świadoma tego, jak wygląda przemysł mięsny/spożywczy. zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Chuj Ci w pysk

      Haha (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 3

      Jesteś pierdolnieta

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ani to, ani to

      Zgłoś naruszenie treści / 27 / 3

      weganizm NIE jest ani dietą ani katorgą - jest świadomym wyborem. Trzeba rozumieć dlaczego odrzuca się jedzenie pochodzenia zwierzęcego i tego chcieć. Dieta wegańska jest naturalną konsekwencją...rozwiń całość

      weganizm NIE jest ani dietą ani katorgą - jest świadomym wyborem. Trzeba rozumieć dlaczego odrzuca się jedzenie pochodzenia zwierzęcego i tego chcieć. Dieta wegańska jest naturalną konsekwencją szacunku i miłości do zwierząt, wszystkich zwierząt, nie tylko piesków i kotków. Jeśli ktoś robi sobie z niej zabawę czy też eksperyment to się to raczej nie uda. To jakby ktoś z ciekawości zmieniał religię. Albo poglądy polityczne. "zostanę sobie na tydzień kimś kim nie jestem i kogo nawet nie rozumiem". Gratuluję.... Pomyśl niby fajny ale przed następnym eksperymentem polecam zaznajomić się nieco bardziej z tematem i przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie - czy zwierzęta hodowlane w ogóle mnie obchodzą. Bo jeśli nie to dieta wegańska nie ma i nigdy nie będzie mieć sensu. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ...

      Zgłoś naruszenie treści / 20

      W weganiźmie nie chodzi o to, że coś jest zakazane. Nie ma tam żadnych zakazów. Osoba jedząca mięso też nie ma zakazu jeść mięsa psa, kota, myszy, świnki morskiej czy much i pająków. Nie robi tego...rozwiń całość

      W weganiźmie nie chodzi o to, że coś jest zakazane. Nie ma tam żadnych zakazów. Osoba jedząca mięso też nie ma zakazu jeść mięsa psa, kota, myszy, świnki morskiej czy much i pająków. Nie robi tego bo nie chce ( przynajmniej większość) . I tak samo weganin nie je krowy ani świni, nie pije mleka i nie je jajek, bo nie chce. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Bez tytułu

      Zgłoś naruszenie treści / 25

      Jestem weganinem z wieloletnim stażem. Jem smacznie i różnorodnie. Poza tym ćwiczę, pracuję oraz honorowo oddaję krew. Nie jestem odludkiem, dobrze dogaduję się z różnymi ludźmi. Z witamin...rozwiń całość

      Jestem weganinem z wieloletnim stażem. Jem smacznie i różnorodnie. Poza tym ćwiczę, pracuję oraz honorowo oddaję krew. Nie jestem odludkiem, dobrze dogaduję się z różnymi ludźmi. Z witamin przyjmuję jedynie B12. Wszyscy weganie, których znam, również są zdrowi. Ten artykuł uważam za zupełne nieporozumienie. zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Słabe dziennikarstwo

      Zgłoś naruszenie treści / 29

      Trochę nierzetelny ten artykuł. Autor trywializuje weganizm, sprowadzając go do takiego tam lajfstajlowego trendu, niemalże niezrozumiałej fanaberii, kolejnej odchudzającej diety, zupełnie...rozwiń całość

      Trochę nierzetelny ten artykuł. Autor trywializuje weganizm, sprowadzając go do takiego tam lajfstajlowego trendu, niemalże niezrozumiałej fanaberii, kolejnej odchudzającej diety, zupełnie pomijając jego etyczny aspekt., a także — prawdopodobnie celowo, żeby wzmocnić poczucie paranoi — podaje błędne informacje dotyczące niektórych produktów (jak chociażby cukier) oraz suplementacji (dobrze byłoby sprecyzować, o ile witamin chodzi).zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      boki zrywać :)

      Zgłoś naruszenie treści / 25

      rozbawił mnie ten artykuł.... :) i zastanawiam się tylko nad jego celem. Co "dziennikarz" miał na celu? Bo, że nie pojął ani w jednym calu idei weganizmu to jest pewne. Otóż jako wieloletnia...rozwiń całość

      rozbawił mnie ten artykuł.... :) i zastanawiam się tylko nad jego celem. Co "dziennikarz" miał na celu? Bo, że nie pojął ani w jednym calu idei weganizmu to jest pewne. Otóż jako wieloletnia weganka powiem tak - nie czytajcie tego artykułu bo jest stronniczy i na siłe przekazuje, że wegańska dieta jest be. A ja sobie myślę, że jak się zabiera za nią półgłówek to jak raz musi mu wyjść, że bez kotleta nie przeżyje. Weganizm moi drodzy to nie tylko dieta. To styl życia, który jest oparty na szacunku do zwierząt. Weganie unikają wszystkiego co pochodzi z wyzysku zwierząt. Kluczowa jest jednak stopniowość wchodzenia w zagadnienie. Nie od razu Rzym zbudowano. Ze zmianą nawyków trzeba się obyć, oswoić, nauczyć, przyzwyczaić. Zaczyna się od eliminowania mięsa (także ryb) i nabiału, poznawanie gatunków win czy piw, które będą w 100% wegańskie to ostatnie stopnie wtajemniczenia. Tego nikt nie wymaga od początkującego wegana. A autor tekstu był na diecie ile? Tydzień? Dobre sobie :) Ludzie i po roku dowiadują się nowych rzeczy, które wprowadzają bądź eliminują z diety. A co do suplementacji - tylko witamina b12. Zdrowe jedzenie w zbilansowanej diecie wegańskiej zapewnia wszystko co potrzeba człowiekowi i nie jest to mój wymysł tylko oficjalne stanowisko WHO. I prawda jest taka, że weganie odżywiają się akurat bardzo zdrowo czego dowodem są rzesze jak najbardziej zdrowych ludzi, z modelowymi wynikami badań krwi - ja osobiście zawsze mam idealne, suplementuję tylko b12. Czy ten artykuł sponsorował może jakiś koncern? PS. Gratuluję pomysłu, że po zajadaniu się orzeszkami można czuć się sytym :D To było najlepsze :D zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Otóż to!

      Zgłoś naruszenie treści / 10

      Tydzień to zupełnie za mało na tak drastyczną zmianę nawyków. Poza tym liczą się (szczere) chęci.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Zgadzam się z przedmówczynią

      Zgłoś naruszenie treści / 16

      Jedyną witaminą, jaką weganin musi przyjmować, to witamina B12. Dobrze też, jeśli je siemię lniane (mielone tuż przed zjedzeniem) codziennie ze względu na omega 3. Co do cukru to już raczej mit...rozwiń całość

      Jedyną witaminą, jaką weganin musi przyjmować, to witamina B12. Dobrze też, jeśli je siemię lniane (mielone tuż przed zjedzeniem) codziennie ze względu na omega 3. Co do cukru to już raczej mit (http://forum.empatia.pl/viewtopic.php?f=2&t=713), ale ja tam unikam z powodów zdrowotnych. Wysoko przetworzona żywność to nic dobrego. Mam też łatwiej, bo alkoholu nie lubię =] Ale na pewno można znaleźć wegański alkohol i zapamiętać ;) Trzeba było banany albo winogrona podjeść, jak głód łapał ;) Nie bywam często w restauracjach, jak już to raczej w wegetariańskich i wegańskich, ale jak dla mnie pewna niewygoda czasem to pikuś w porównaniu do cierpienia zwierząt.zwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Weganizm - zdecydowanie dieta cud

      Zgłoś naruszenie treści / 28

      Polska Times, to było to co się czyta - było. Co to ma znaczyć w ogóle? Sama jestem weganką, cała rodzina prosi mnie o przygotowywanie obiadów gdzie tylko nie pojadę, bo jako weganka mam naprawdę...rozwiń całość

      Polska Times, to było to co się czyta - było. Co to ma znaczyć w ogóle? Sama jestem weganką, cała rodzina prosi mnie o przygotowywanie obiadów gdzie tylko nie pojadę, bo jako weganka mam naprawdę duże pojęcie o tym jak można zjeść SMACZNIE. Więc czy Wasz dziennikarz był upośledzonym człowiekiem, czy po prostu artykuł był zamierzony? ;) Jeśli był zamierzony wszyscy jesteście upośledzeni. Wybaczcie, jeśli poczujecie się przez to obrażani, ale jak teraz obraziliście mnie i moje umiejętności kulinarne. Nie czytam już was :)zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama