Amerykanin z Laponii

    Amerykanin z Laponii

    Anna Gabińska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Na świecie prezenty rozdaje nie tylko św. Mikołaj, ale też Sinterklaas, Befana i św. Łucja. Pisze o tym Anna Gabińska
    Amerykanin z Laponii

    ©Polskapresse

    Świętego Mikołaja zawdzięczamy Amerykanom. Macie jeszcze gorsze przeczucia? Nie mylicie się. Świętego Mikołaja wymyślił - takiego, jakiego znamy od dziecka - koncern Coca-Cola. I sprzedał go na cały świat.

    Prawdziwy św. Mikołaj był biskupem Miry w dzisiejszej Turcji i żył na przełomie III i IV wieku naszej ery. Według legendy cały majątek rozdał biednym, tak jak żyjący później św. Franciszek. I uratował trzy siostry przed oddaniem ich do domu publicznego przez ojca, który nie miał na posag dla nich. Gdy Mikołaj dowiedział się o tym, nocą wrzucił przez komin trzy sakiewki z pieniędzmi. Wpadły one do pończoch i trzewiczków, które dziewczyny ustawiły przy kominku dla wysuszenia. Z takim posagiem mogły już wyjść za mąż.

    Dzień św. Mikołaja w chrześcijaństwie obchodzony jest 6 grudnia, choć nie wiadomo, czy to akurat dzień jego śmierci. W wigilię tego dnia rodzice w imieniu świętego podrzucają do skarpet, butów lub pod poduszkę (łatwiej znaleźć) drobne upominki.

    Biskup z Miry przedstawiany był na obrazach i ikonach jako starzec z okazałą brodą, często w infule (czyli czapce biskupiej) i z pastorałem, z workiem prezentów i - dla niegrzecznych dzieci - pękiem rózg w ręce. Coca-Coli wydał się zbyt poważny. W latach 30. ubiegłego wieku do wykonania rysunku reklamy swego napoju firma zatrudniła Haddona Sundbloma - Amerykanina szwedzkiego pochodzenia. To on, korzystając z rysunków z lat 20., ostatecznie stworzył wizerunek współczesnego św. Mikołaja, który mieszka z elfami w Laponii lub na Biegunie Północnym. Jest starszym, dobrotliwie uśmiechniętym panem, wystrojonym w czerwony płaszcz i czapkę z białym pomponem. W okresie Bożego Narodzenia rozwozi prezenty saniami zaprzężonymi w renifery dzieciom w krajach, które są pod wpływem kultury anglosaskiej, a więc nie tylko do Wielkiej Brytanii i USA, ale też Polski, części Niemiec i Francji.

    Holenderskie dzieci wierzą, że ich Mikołaj - Sinterklaas - przybywa do ich kraju statkiem parowym z Hiszpanii, w pierwszą sobotę po dniu św. Marcina w połowie listopada. Sinterklaas przypomina biskupa z Miry. Nosi czapkę biskupią i pastorał. Przemieszcza się ponad dachami domów na siwym koniu Amerigo. I towarzyszy mu czarnoskóry, o wiele młodszy Zwarte Piet, czyli Czarny Piotrek, który dźwiga worek z prezentami i wdrapuje się przez kominy do domów, by ukradkiem włożyć prezenty do butów. Czarny pomocnik Sinterklaasa jest ubrany w kostium pazia z przełomu XVI i XVII wieku.
    Ich przybycie do Holandii oznacza, że dzieci mogą każdego wieczoru przed pójściem spać ustawić swój bucik przy kominku. Z bijącym sercem każdy rankiem zagląda do niego, bo można tam znaleźć słodycze lub rózgę. Wieczorem 5 grudnia Sinterklaas przynosi dzieciom, które były przez cały rok posłuszne, porządną paczkę z wielkim prezentem. Potem wsiada na statek i odpływa, a holenderscy psycholodzy od lat próbują przystopować trwające miesiąc obchody - niektóre dzieci nie wytrzymują trwającego miesiąc napięcia, umiejętnie podsycanego przez sklepy i telewizję.

    Małym Włochom prezenty w nocy z 5 na 6, ale stycznia, przynosi wróżka Befana, która z urody bardziej przypomina złośliwą wiedźmę - ma zakrzywiony haczykowato nos i jest ubrana w brudne łachy. Befana lata na miotle, a prezenty tak sprytnie wrzuca przez komin, że od razu lądują w przygotowanej skarpecie. Dzieci próbują zaczarować Befanę. Dlatego zostawiają jej na stole mandarynkę, pomarańczę lub kieliszek wina. Wiedzą, że jeśli nie będą grzeczne, wiedźma włoży im do skarpety węgiel, popiół, cebulę lub czosnek.

    Według legendy Trzej Królowie powiedzieli Befanie o narodzeniu Jezusa. Nie zdążyła jednak na przywitanie go, bo się zgubiła. Dlatego lata teraz na miotle i zostawia prezenty w każdym domu, w którym mieszka dziecko. Bo każde z nich może być przecież Jezusem.

    W Szwecji prezenty dzieciom przynosi św. Łucja. 13 grudnia, w dzień jej męczeńskiej śmierci, każda osoba w rodzinie odgrywa jakąś rolę. Dzieci przebierają się w długie, białe szaty, a najstarsza córka nakłada na głowę koronę ze świecami. W tym stroju idzie zbudzić rodziców, śpiewając włoską piosenkę "Santa Lucia", bo św. Łucja pochodziła z rzymskiego domu i mieszkała na Sycylii. Tego dnia cała rodzina siada do śniadania: kawy, ciasteczek i pierniczków. A w Wigilię po obiedzie goście zbierają się wokół choinki, by obdarowywać się prezentami. Św. Łucja zostawia je Jultomtenowi, gnomowi, który żyje w stodole.

    Przedszkolaki z U Krasnala pod Narcyzem we Wrocławiu o św. Mikołaju

    Natalka, lat 5
    Święty Mikołaj to taki pan z brodą, który roznosi prezenty. One są różne: laleczki, samochodziki, ciuchcie albo gitary. Święty Mikołaj mieszka tam, gdzie zawsze jest zimno. W Laponii albo w Japonii. Dlatego dopiero wtedy, gdy się w Polsce zrobi zima, tak jak teraz, to on wyrusza swoimi reniferami w naszą stronę. Nigdy się nie myli i zawsze trafia tam, gdzie trzeba. Jest mądry - żyje już tyyyyle lat. Szkoda, że nie chce zostać na cały rok.

    Ada, lat 5
    Nie, on wcale nie mieszka w Laponii ani w Japonii, tylko mieszka na samej północy świata, czyli na biegunie. Bo to tam zawsze jest zima, śnieg i mróz. A Święty Mikołaj tylko w takich warunkach dobrze się czuje. Bardzo nie lubi, jak jest gorąco. Dlatego tak krótko jest w domu. Tylko wrzuci prezenty i zaraz się zbiera. Ale to prawda, że przyjeżdża saniami, a renifery je ciągną. Można je zobaczyć na niebie, jak się zmruży oczy wieczorem.

    Miłosz, lat 5
    Ten Święty Mikołaj to bierze się na ziemi z chmur. Jedzie dookoła świata i tam, gdzie zobaczy, że jest zima, to zjeżdża i podrzuca dzieciom prezenty. I to takie, jak ktoś chce: samochodziki, samoloty, kotka albo skrzypce. Ale grzecznym. Niegrzecznym może dać rózgę. Dlatego warto być grzecznym przez cały rok. Święty Mikołaj zawsze się tego dowie, jak się dzieci zachowują. Skoro tak wysoko jeździ, to wszystko dobrze widzi.

    Bartek, lat 5
    Nie, no, Święty Mikołaj mieszka w Laponii, bo tam żyją renifery. Mój tata, jak był młody, pojechał tam i widział go. On ma tam wielką fabrykę prezentów i wielki zabawkowy ogród. Ten Mikołaj to musi się napracować. Najpierw produkuje prezenty dla wszystkich grzecznych dzieci na całym świecie. A jest ich trochę. A potem musi rozwieźć te prezenty swoimi saniami, które ciągną renifery. Ja nie wiem, jak on zdąża ze wszystkim na czas.

    Hania, lat 5
    Żeby ten Święty Mikołaj wiedział, co dziecku przywieźć, trzeba do niego napisać list. Ja na przykład chcę syrenkę i naczynka dla lalek. Już mu napisałam. Jak by się domyślił, że chcę taki prezent, a nie inny? Ma tyle dzieci na głowie, że wszystko może mu się pomieszać. A tak w liście to wszystko ma napisane jak należy i nic mu się nie pomyli. Czasem nawet sam z siebie coś dorzuca, o czym dziecko może zapomnieć. Święty Mikołaj jest fajny.

    Tomek, lat 5
    Świętego Mikołaja łatwo poznać: ma siwą długą brodę i czerwone ubranie. Z czapką z pomponem. No i koniecznie duży wór z prezentami. Ja go jeszcze nie widziałem, ale już dużo o nim słyszałem. Może uda mi się go wypatrzyć w tym roku? Wiem, że jak się listu nie napisze, to można nie dostać tego, co się chce. To na pewno mu pomaga, że dzieci piszą - jest stary i może mieć kłopoty z zapamiętaniem tego wszystkiego.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama