Królowa polskich serc: Małgorzata Kożuchowska

    Królowa polskich serc: Małgorzata Kożuchowska

    Paweł Gzyl

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Kiedy pojawiła się wiadomość, że jest w ciąży, media zawrzały. Chociaż Kuba Wojewódzki i Mikołaj Lizut na radiowej antenie kpili sobie z tego powszechnego zainteresowania, większość opinii publicznej wyrażała wsparcie dla aktorki. Wszyscy bowiem pamiętali, że starała się o dziecko od sześciu lat. I na dodatek, mimo poważnych problemów z zajściem w ciążę, nie chciała sięgnąć po metody sprzeczne ze swymi przekonaniami.
    Królowa polskich serc: Małgorzata Kożuchowska

    ©archiwum Polskapresse

    - Nie mam poczucia, że jeżeli nie urodzę dziecka, zmarnuję życie. Nie leczę się i nie mam ochoty na in vitro. Niczego nie będę wymuszać na naturze, bez względu na to, czy jestem za in vitro czy przeciw. Jeśli pojawi się dziecko, będziemy szczęśliwi. Natomiast na pewno nie cierpię z powodu tego, że nie mamy dzieci - wyjaśniała w 2011 roku na łamach magazynu "Viva".
    Dzisiaj aktorka wręcz promienieje. I co ciekawe, mimo ciąży wcale nie zwalnia tempa pracy.

    Miłość jak z bajki
    Nigdy nie ukrywała, że jest z natury uczuciowa. Gdy była nastolatką, interesowało się nią wielu chłopaków. Kiedy przyprowadzała ich do domu, zawsze przedstawiała każdego tacie, a on po wyjściu kandydata wyrażał swoją opinią. Ponoć - zawsze trafną.
    - Powiem tak: interesowali się mną wartościowi i bardzo ciekawi mężczyźni. Generalnie byłam kochliwa i bardzo przeżywałam wszystkie związki, a szczególnie rozstania. To zawsze był dramat - płacz w poduszkę i poczucie porażki - wspominała w "Twoim Stylu".

    Kiedy została popularną aktorką, zainteresowanie płci przeciwnej jej osobą jeszcze wzrosło. Na tego jedynego musiała jednak poczekać jeszcze kilka lat. Ale była to miłość jak z bajki.

    - Nie musiałam wychodzić za mąż po to, żeby facet uporządkował mi świat. Szukałam kogoś, kto mnie pokocha i kogo ja pokocham, nic innego nie było ważne. Wyobraź więc sobie, jak mocne musiało być to, co nas połączyło - podkreślała.

    Wszystko zaczęło się, kiedy grała w warszawskim Teatrze Dramatycznym w sztuce "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie". Pewnego dnia bileterki powiedziały jej, że ma wielbiciela, bo wykupił miejsce na wszystkie dwadzieścia spektakli do końca sezonu. Jej ciekawość wzrosła, kiedy dostała do garderoby bukiet kwiatów i liścik z prośbą o spotkanie. Ponieważ wszystko było utrzymane w eleganckim tonie - zgodziła się.

    - Na schodach zobaczyłam chłopaka. Boże, jaki młody, przemknęło mi przez głowę. Myślałam, że kwiaty przesyła dojrzały mężczyzna. Głupia sytuacja. Co robić? Umówiliśmy się następnego dnia na Starówce. Opowiedział mi całą historię - wspominała potem w "Vivie".

    Okazało się, że Bartek Wróblewski, młody dziennikarz, wypatrzył ją kilka miesięcy wcześniej w tłumie ludzi, którzy zdążali na pogrzeb Jana Pawła II w Watykanie. On pojechał tam relacjonować wydarzenie, a ona - aby pożegnać ukochanego papieża. Wtedy jednak nie miał śmiałości się do niej odezwać. Los miał jednak wobec nich inne plany. Dwa lata później na tym samym placu św. Piotra oświadczył się ukochanej, a ona powiedziała "tak".

    Nie będę kurą domową

    Chociaż urodziła się we Wrocławiu, ze względu na zmianę pracy rodziców, wychowywała się w Toruniu. Mama i tata byli naukowcami, dorastała więc w typowo inteligenckim środowisku. Od małego marzyła jednak o karierze aktorki.

    - Kiedyś, jako nastolatka, bardzo lubiłam zwracać na siebie uwagę. Miałam na siebie mnóstwo pomysłów. Uważałam, że gdy coś wymyślę, dam tym samym komunikat o tym, jak bardzo jestem odważna i oryginalna. Wtedy nie bałam się eksperymentów. Taka byłam, ale zmieniłam się i nie potrzebuję już "błyszczeć" - tłumaczyła Wirtualnej Polsce.

    Rodzice wpajali córce od małego żelazne zasady i trwałe wartości. Chociaż zdarzały jej się chwile buntu, z czasem przyznała, że w większości przypadków to rodzice mieli rację.

    - Wychowałam się w tradycyjnej rodzinie. I nie myśl, że nie podobało mi się, jak żyjemy. To wszystko było takie oczywiste: kanapki do szkoły, ugotowany obiad, w sobotę piekło się ciasto, w niedzielę szło się do kościoła. Jeździłam z tatą rowerem na wycieczki - wspominała potem z rozrzewnieniem.

    Kiedy oznajmiła rodzicom, że chce zostać aktorką, przeprowadzili z nią poważną rozmowę. Gdy tata przywołał wszystkie ciemne strony zawodu, mama uderzyła w bardziej osobisty ton. "Jak w ogóle założysz rodzinę? Zawsze będzie coś ważniejszego niż dom. Poza tym możesz natrafić na mężczyznę, który będzie zazdrosny, że będziesz na scenie w ramionach innych. Jak ty to zniesiesz psychicznie?". A ona na to: "Mamo, ale ja nie chcę mieć męża, żeby go obsługiwać, prać mu i gotować obiady! Ja się do tego nie nadaję!".

    I postawiła na swoim - wyjechała z Torunia do Warszawy, a tam zdała do szkoły teatralnej. Od razu docenił jej talent jeden z profesorów. Władysław Komasa już na drugim roku obsadził ją w sztuce obok tak uznanych aktorek jak Ryszarda Hanin czy Hanna Skarżanka. Trzy lata później dostała angaż do Teatru Dramatycznego.

    - Wpada dyrektor Cieślak. Odnajduje mnie, wręcza wizytówkę, mówi, że kompletuje zespół i mam przyjść na rozmowę. Wypada z garderoby, ja w szoku. Za pięć minut wraca: rozmowa o etacie swoją drogą, ale właściwie on ma dla mnie od ręki rolę Dulcyney w "Człowieku z La Manchy". Wiesz, co to jest? Główna rola w przedstawieniu musicalowym, gdzie trzeba grać sceny dramatyczne, śpiewać, tańczyć na dużej scenie! - śmiała się w "Twoim Stylu".

    Dziesięć lat później Kożuchowska trafiła do Teatru Narodowego pod skrzydła Jerzego Jarockiego. Kiedy inni aktorzy drżeli ze strachu przed słynnym reżyserem, ona była jego ulubienicą.

    - Poznaliśmy się w czasie, kiedy on nie był już taki okrutny. Choć jasne, bywało, że się irytował - coś nie wychodziło, czegoś zabrakło w scenie. Wtedy koledzy dzwonili z próby: "Gośka, przyjeżdżaj". Działałam trochę jak odgromnik - podkreśla.

    Gra do jednej bramki

    Prawdziwą sławę przyniosło jej jednak kino i telewizja. Kiedy pojawiła się w "Kilerze" Juliusza Machulskiego, przyćmiła swym talentem Cezarego Pazurę. Od tamtego momentu była zasypywana propozycjami ról przebojowych dziennikarek.

    Nie chcąc się powtarzać, zaczęła odmawiać. I wtedy z pomocą przyszli autorzy serialu "M jak miłość". Rolę Hanki Mostowiak odtwarzała na małym ekranie aż jedenaście lat, stając się ulubienicą wszystkich gospodyń domowych. W końcu podjęła radykalną decyzję - i poprosiła scenarzystów o uśmiercenie swojej bohaterki. Kiedy potem szła ulicą, ludzie ją zaczepiali i pytali zdziwieni: "To pani żyje?".

    - Byłam po prostu zmęczona, to mi już nie dawało żadnej radości. Wiedziałam, że jedynym ratunkiem jest odejście z serialu. Od tego momentu minął już jakiś czas i nadal uważam, że to była bardzo słuszna decyzja - zaznaczała w rozmowie z TVN.
    Nie zrezygnowała jednak ze współpracy z telewizją. W "Prawie Agaty" wcieliła się w chłodną panią prokurator, a w "Rodzince.pl" - w ciepłą mamę i kokieteryjną żonę. Na planie tego drugiego serialu spotkała Tomasza Karolak. Teraz należy on do jej najbliższych przyjaciół. - Tomek jest dosłownie prezentem od losu. Świetnie, że udało nam się spotkać. Okazało się, że pasujemy do siebie jako aktorzy. Czasem oboje mamy wrażenie, że to najlepsza konfiguracja, jaka mogła się zdarzyć. Z takim facetem jak Tomek ma się ochotę kumplować także prywatnie. To jeden z tych mężczyzn, którzy rozpoczęli nowy rozdział w moim życiu - przyznała w "Twoim Stylu".

    Przyjaźń z kolegą z planu, nie oznacza, że zaniedbuje swego męża. Kiedy tylko obojgu uda się znaleźć wolną chwilę, wyruszają na romantyczne wycieczki. Ot - choćby do Madrytu, gdzie byli na pierwszą rocznicę ślubu. I wydaje się, że tworzą wręcz idealny związek.

    - Najważniejsze w małżeństwie jest to, by grać do jednej bramki. Mieć wspólny kierunek, wspólne marzenia i realizować je. Nie koncentrować się tylko na sobie. Z miłością jest tak jak z innymi ważnymi sprawami w życiu. Trzeba ją pielęgnować - stwierdziła niedawno w magazynie "Show".


    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+


    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama