Dolnośląskie nastolatki cierpią, więc się kaleczą

    Dolnośląskie nastolatki cierpią, więc się kaleczą

    Anna Gabińska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Gojące się rany przynosiły mi ulgę, poczucie wolności, chwilowe szczęście i chorą satysfakcję

    Gojące się rany przynosiły mi ulgę, poczucie wolności, chwilowe szczęście i chorą satysfakcję ©Maciej Dudzik

    Rodzice, poświęcajcie czas nastoletnim córkom, bo mogą sobie zrobić krzywdę! - radzą psychiatrzy. We Wrocławiu przyjęli już dwa razy więcej nastolatek ze śladami po cięciu nożem, żyletkami czy podrapanymi igłą niż przed rokiem. Dziewczyny robią to sobie same.
    Gojące się rany przynosiły mi ulgę, poczucie wolności, chwilowe szczęście i chorą satysfakcję

    Gojące się rany przynosiły mi ulgę, poczucie wolności, chwilowe szczęście i chorą satysfakcję ©Maciej Dudzik

    - Zdarza się to też w tak zwanych normalnych domach, w których panuje dobrobyt - mówi Halina Flisiak-Antonijczuk, dyrektor Centrum Neuropsychiatrii Neuromed we Wrocławiu. Jej zdaniem właśnie w takich rodzinach długo problemu nie da się rozpoznać.

    - Dziewczyny czują wyścig szczurów. Rodzice im powtarzają: "Ucz się, musisz znać języki, dostać się na studia, żeby mieć dobry zawód, który da pieniądze" - wylicza psychiatra.
    Nastolatka podpisująca się pseudonimem "Zaćmiona" z blogu wirujac-w-swiecie-ludzi opowiada, że zaczęła się ciąć, mając 13 lat. Jej matka zauważyła to dopiero po 6 miesiącach. Uderzyła ją w twarz. Myślała, że córka zrobiła to dla mody, z powodu chłopaka.

    - Gojące się rany przynosiły mi ulgę, poczucie wolności, chwilowe szczęście i chorą satysfakcję - opisuje dziewczyna. Blizny ukrywała pod bransoletkami. Latem chodziła w bluzach z długimi rękawami. Od roku się nie tnie, bo chodzi do specjalisty.

    Gojące się rany przynosiły mi ulgę, poczucie wolności, chwilowe szczęście i chorą satysfakcjęPsychoterapeuci mówią, że o ile małe dzieci ranią sobie dłoń cyrklem z ciekawości, co się stanie i czy ktoś zauważy, to w okresie dojrzewania samookaleczenia mogą być oznaką agresji wymierzonej przeciw sobie.

    - Taki nastolatek jest niezadowolony z siebie, często wydaje mu się, że nie spełnia oczekiwań rodziców. Uważa na przykład, że nie radzi sobie w szkole tak, jak chcieliby rodzice lub osiągnięcia zbyt wiele go kosztują - opowiada Szymon Wojniak, psychoterapeuta z Wrocławskiego Zespołu Terapii Psychodynamicznej "Synezja". Radzi, by rodzice reagowali na samookaleczenia. Ale przestrzega przed przedwczesnym robieniem afery, zwłaszcza w przypadku młodszych dzieci.

    - Warto im powiedzieć, że może to się skończyć zakażeniem i szpitalem. I obserwować uważnie. Z nastolatkiem trzeba spokojnie porozmawiać, zapytać, dlaczego tak robi i pójść z nim do specjalisty, najlepiej psychologa - zachęca.

    Dla dziecka trzeba znaleźć czas, bo to majątek rodziców
    Z Andrzejem Bąkiem, wicedyrektorem Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego przy ul. Borowskiej we Wrocławiu, rozmawia Anna Gabińska.

    Jak rodzice powinni się zachować, gdy odkryją, że jego dziecko się samo kaleczy?
    Na pewno nie wolno krzyczeć. Jak ktoś sobie robi krzywdę, to woła o pomoc. Trzeba poszukać rozwiązania. Dlaczego z grypą idziemy do lekarza, a z dziwnym, niebezpiecznym zachowaniem nie?
    Pewnie ze wstydu. I z przekonania, że małolat tak robi, bo chce zwrócić na siebie uwagę, zdenerwować zapracowanych matkę i ojca.

    Ale przecież nikt, komu jest dobrze, nie robi sobie krzywdy. Tu musi coś nie trybić, jak mawia teraz młodzież. Zamiast się wściekać na dziecko, trzeba wybrać się do pedagoga, psychologa z prośbą, by pomógł zrozumieć, o co chodzi i jak to naprawić. Jeśli jeden specjalista nie pasuje, można pójść do innego. Tak samo, jak do lekarza. Ludzie, decydując się na dzieci, muszą brać na siebie odpowiedzialność - aż do ich dorosłości.

    Rodzice mogą uważać, że to trudny czas dojrzewania i że samo przejdzie.
    Nie bagatelizowałbym tego. Jedni tną się, żeby mieć sznyty i żeby było widać, jaki jest twardy. A ktoś inny dźga się po nadgarstku, bo myśli o samobójstwie.

    Czy to można wyleczyć?
    Blizny zostaną. Ale nie będzie nowych. Znam osobiście jedną bardzo wartościową osobę, która pracuje w resocjalizacji z pochlastanymi obiema rękami. Prawie wszystko jest do naprawienia. A rodzice powinni sobie trochę odpuścić wymagania samych wyników od dziecka, a więcej otworzyć na nie serce. Dziecko to majątek - warto o tym pamiętać.

    Współpraca: RR, VIOL, ZM, PG

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama