Kogo kocham, kogo zamorduję

    Kogo kocham, kogo zamorduję

    Jacek Antczak

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    "Krytyk i eunuch z jednej są parafii, obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi" - najbardziej znani wrocławscy krytycy literaccy skutecznie zadają kłam temu bon motowi Boya-Żeleńskiego. Ostatnio do Stanisława Beresia, mistrza literackiego wywiadu rzeki i całej grupy recenzentów - poetów z Agnieszką Wolny-Hamkało na czele, dołączyła Marta Mizuro. Jurorka wrocławsko-krakowskiego Festiwalu Kryminału, w duecie wrocławsko-krakowskim (z Robertem Ostaszewskim) zadebiutowała kryminałem, którego akcja dzieje się teraz i tu (no, prawie "tu", bo w Krakowie).
    Kogo kocham, kogo zamorduję
    W "Kogo kocham, kogo lubię" trup ściele się gęsto: giną gej - informatyk, upierdliwa polonistka, naiwny menel, gwiazda filmowa, modelka... To ofiary seryjnego mordercy o ksywie "Kordonek", który "ma chusteczki haftowane" (zostawia je na miejscu zbrodni) i bawi się w tę dziecinną gierkę z całkiem dorosłą ekipą śledczą. Intryga kryminalna jest w "Kogo kocham..." skrojona według precyzyjnych, acz niestereotypowych wzorców, ale na plan pierwszy wysuwają się w książce właśnie polscy kryminalni. Wyposażeni przez autorów w niebanalne życie prywatne i oryginalne charaktery komisarze Jan Gajewski, Marek Sroka i Beata Źrenicka przypominają skrzyżowanie śledczych z pamiętnego "07 zgłoś się" ze stróżami prawa z - lećmy wrocławskim tropem - "Fali zbrodni".

    Policjant - znawca mody, karany przez żonę krawatem w bałwanki, rozmemłany fan Rammsteina i drinków piwo z wódką, ich koleżanka obdarzona urokliwymi walorami oraz siostrą bliźniaczką, intrygują czytelnika nie mniej niż zabójca, prowadzący z nimi sprytną grę. Zresztą ten straszno-śmieszny kryminał to także gra autorów z czytelnikami.

    W książce roi się od popkulturowych i obyczajowych odniesień i autotematycznych aluzji, od Dolce z Gabaną, przez "Milczenie owiec", po Jarosława Kaczyńskiego odchodzącego z polityki. Pojawia się nawet Świetlicki spacerujący po krakowskich plantach (gdyby akcja działa się we Wrocławiu, spotkalibyśmy pewnie Marka Krajewskiego) i... mecz Polska - Brazylia w finale mistrzostw świata w piłce nożnej (ot, takie senne marzenie komisarza Sroki). Jest i podejrzany dziennikarz śledczy z "Faktu"..., pardon, z "Bez osłonek". Ta postać, pisząca kryminał w kryminale (dosłownie i w przenośni), dopełnia galerii bohaterów "Kogo kocham...". Kto zabił? Sprawdzając poczucie humoru i literackie spełnienie się Marty Mizuro po udanym debiucie, zapytałem ją o to w imieniu czytelników, którzy nie dotarli albo nie chce im się dotrzeć do książki. Nie dała się nabrać, mimo to odpowiedziała: "Zabijał Robert, ale ja siedziałam w skórze mordercy". Resztę przeczytajcie sami.

    Rozmowa z Martą Mizuro w piątkowym Magazynie.

    Zabójczy krytycy i dziennikarze

    Jeśli traficie na sygnowaną nazwiskiem Umberto Eco książkę "Pejzaż semiotyczny", możecie się zawieść. To nie jest kryminał w stylu "Imienia róży", tylko efekt podstawowego zajęcia włoskiego filozofa, eseisty i felietonisty - semiotyka. Stieg Larrson, autor "Millenium", zanim napisał trylogię "Millenium", zajmował się opisywaniem prawicowych ekstremistów i ewentualnie projektowaniem grafik do fanzinów science fiction. Dziennikarzem, wcale nie "śledczym", jest Johan Theorin, szwedzki Stephen King, który przyjedzie w tym roku do Wrocławia na Festiwal Kryminałów.

    Polscy żurnaliści też coraz chętniej przechodzą od faktów do fikcji. Mariusz Czubaj, antropolog kultury i dziennikarz "Polityki", napisał najlepszy kryminał ubiegłego roku - "21.37", a pozycją "Muszę kończyć, umieram" zadebiutował niedawno Grzegorz Sobaszek (m.in. były szef działu kultury "Polski-The Times").

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama