Każde dziecko ma talent w ręku – uważa twórca wystawy...

    Każde dziecko ma talent w ręku – uważa twórca wystawy "Kapselek od kuchni"

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Jak otworzyć w dziecku potrzebę tworzenia? Niezwykłą wystawę „Kapselek od kuchni” Roberta Romanowicza, architekta, fotografa można oglądać we Wrocławskim Teatrze Lalek.
    Każde dziecko ma talent w ręku – uważa twórca wystawy "Kapselek od kuchni"

    ©Tomasz Hołod

    Ma Pan dzieci?
    Tak, trzyletniego syna Filipa. Kiedy pracowałem nad makietami do ilustracji książki „Kapselek”, trochę mi pomagał. Kiedy tworzyłem Generała Szafę, przyjaciela Kapselka, pomógł mi „zbić” go młotkiem.

    Warto, żeby dziecko uczyło się robić domki?
    Tak. Na początku nie trzeba wchodzić w detale. Wystarczy, że wytnie się coś na wzór krzesełka, stolika. Dobrze jest korzystać z tego, co mamy pod ręką.

    Trzeba uczyć dziecko, że warto zbierać różne rzeczy?
    Nigdy nie wyrzucam kartonów po butach, zawsze mogą się przydać. W takim pudełku można wyciąć jedną ściankę, powiesić na niej „obrazki” – np.
    pochodzące z magazynów barwne ilustracje. Tablica z motylami to po prostu fragmenty kolorowych reklam, losowo wyciętych z gazety. Każdy kawałek zgniotłem tak, aby swoim kształtem przypominał motyla. Nie szukałem niczego, co będzie przypominało prawdziwego motyla, wystarczy zgiąć karteczkę, przykleić ją. I tak to właśnie powstawało.

    Dziecko zechce budować dalej?
    Stolik, krzesełko, obrazek,sufit... tak powstajeświat. A jeśli dziecko już zacznie budować, będzie chciałodoskonalić to, co stworzyło,poszuka nowych elementów. „Się nakręci”, tak myślę, bo sam się nakręciłem.Nie zdawałem sobie sprawy, że zrobię coś takiego, wszystko wynikało po kolei jedno z drugiego.

    Nie każdy maluch ma talent...
    Nie warto piętnować dziecka i wyrokować, czy ma predyspozycje, czy ich nie ma. Takie przedmioty mogą robić wszyscy – dzieci, starsi, całe rodziny. Przecież wspólna praca jest świetną zabawą! Dzieci na pewno będą to robić nieporadnie, a nieporadne podchodzenie do budowania domków ma swój urok, podoba mi się to bardzo. Ilustratorzy dość często naśladują kreskę dziecka. Bardzo chciałbym rysować jak dziecko. Dziecko może stworzyć piękną książkę obrazkową. Dysponuje przecież naturalnym talentem i prostotą.

    Czy takie zajęcia otwierają w dziecku potrzebę tworzenia na stałe?
    Na pewno. Jeśli faktycznie mu się spodoba, to może w przyszłości będzie chcieć kontynuować pracę i zostanie architektem? A może nauczy się odpoczywać przy tym, już jako dorosły. Bo warto dostrzec w tym formę wypoczynku, choć inaczej podchodziłem do tego zajęcia, robiąc ilustracje na zamówienie wydawnictwa. Zrobienie czegoś daje satysfakcję, przez chwilę zwątpienia trzeba przejść i iść dalej.

    Warto uczyć robienia takich domków, na przykład na warsztatach?
    Gdybym kiedykolwiek miał przeprowadzać takie warsztaty dla dzieci, prawie nie odezwałbym się w ich trakcie ani słowem. Dopiero na końcu zobaczyłbym, co zrobiły i pochwalił. Pozwoliłbym na szukanie piękna w nieskrępowanej wyobraźni. Dzieci także mają potrzebę naśladowania rzeczywistości, to jest trochę droga na skróty. Nie ma nic złego w naśladowaniu mistrzów przez dziecko. Ja sam uczyłem się rysować przez naśladowanie. Książka Bohdana Butenki była mistrzowska, przerysowywałem ją wszędzie. Przerysowując, tworzymy warsztat, a mając warsztat, zaczynamy kreować swoje światy. Taka powinna być ścieżka rozwoju.

    W jakim wieku powinno się zacząć?
    Jak najwcześniej. Ale to powinno wynikać z wzorców. Dzieci robią to, co widzą. Jeśli pokażemy im, że można rysować, to będą rysować.

    Przyglądał się Pan publiczności wystawy „Kapselek od kuchni”? Zauważył Pan, że ludzie wspominają, jak sami budowali?
    Tak. Wydaje mi się, że kiedyś takie budowanie było bardziej szczere. Teraz domki można znaleźć w sklepach z zabawkami, ale większość z nich jest plastikowa. Scenografia „Kapselka” zrobiona została w domu, ręcznie w mojej pracowni.

    Jakich materiałów używa Pan do budowania?
    Przygotowałem makiety w ciągu dwóch miesięcy, to bardzo mało czasu, więc robiłem je z tego, co miałem w domu. Bardzo lubię zbierać starocie, im bardziej zniszczone, tym lepiej. Bo mam czyste sumienie, bardziej je jeszcze niszcząc (w cudzysłowie oczywiście). Książki są robione ze starych książek, ze starych okładek. W środku są karteczki. Zależało mi na tym, żeby były pożółkłe. I żeby je wyróżnić, malowaliśmy grzbiety. Około trzydziestu można zrobić w ciągu doby, a potrzebowałem tysiąc książeczek, więc pomogła mi koleżanka – Anna Stasiak, szyła książeczki. Książeczki nie są przyklejone, jeden ruch ręką i mogą spać z półek. Jestem architektem, dość długo pracowałem jako architekt, więc przyzwyczaiłem się do planowania. Ale tu nie było czasu na tworzenie planu, zrobiłem tylko scenorys. W trakcie czytania książki robiłem notatki i szkice. Jeśli narysowałem zegar, starałem się zbudować dokładnie taki, jaki narysowałem. W trakcie pracy okazywało się, że zrobiłem jedną szafkę i trzeba było zrobić drugą, potem je wypełnić. Jak są szafki, to potrzeba ścian i ich ozdobienia. Gabinety są jak w filmach: XIX-wieczna biblioteka pełna eksponatów, książek, obrazów, kurzu, świstków. Tego nie da się niczym zastąpić, albo się to zrobi, albo tego nie będzie.

    Jak Pan robił kurz?
    Sam osiadł. Dwa miesiące wystarczyło, tym bardziej, że robiłem to w bardzo małym pokoju, ciąłem, szlifowałem i piłowałem.

    Dywanik w pokoju jest bogato zdobiony. Uszył go Pan?
    Nie. Jak tylko miałem możliwość, zerkałem do antykwariatów. Byłem bardzo zadowolony, bo we wrocławskim antykwariacie znalazłem podstawki pod czajniczki do herbaty. Idealnie pasowały jako dywanik.

    A jak z makiety zrobić zdjęcie, które nie pokazuje płaskiego obrazu, ale pewną trójwymiarowość?
    Dopiero, kiedy obiektywem wchodziłem między mebelki, czułem klimat całości. Aparat był podłączony do komputera, na dużym ekranie oglądałem, jak to wygląda i znajdowałem widok, o który chodziło – autentyczny świat. Tego nie da się zrobić z góry, trzeba wejść do środka aparatem.

    Wystawa "Kapselek od kuchni" czynna jest we Wrocławskim Teatrze Lalek (pl. Teatralny 4), do 2 marca, od od wtorku do niedzieli (godzinę przed i godzinę po spektaklu).



    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama