Ze sztangą im do twarzy, czyli rzecz o silnych, choć...

    Ze sztangą im do twarzy, czyli rzecz o silnych, choć niewielkich kobietach

    Maciej Sas

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    - Iwka, dawaj na cztery - komendy wydawane przez trenera Piotra (przy okazji męża) Iwona wykonuje bez szemrania. To wyjątek...
    1/4
    przejdź do galerii

    - Iwka, dawaj na cztery - komendy wydawane przez trenera Piotra (przy okazji męża) Iwona wykonuje bez szemrania. To wyjątek... ©Paweł Relikowski

    Wiesz, w naszym klubie trenuje też kilka dziewczyn. W tym moja żona i córka - rzucił w rozmowie Piotr Pawyza, założyciel i mózg klubu Team Wrocław. Od razu przed oczami stanął mi obrazek sprzed lat - reprezentacja lekkoatletek z NRD. Delikatnie mówiąc, mało subtelne dziewczyny. - A mogę wpaść kiedyś na wasz trening? - zapytałem od razu. - Pewnie - Piotr zgodził się z uśmiechem. - Tylko uzgodnię z dziewczynami.
    Wiem, że mają tytuły, rekordy, uznanie w środowisku. Trenować muszą więc pewnie w jakiejś nowoczesnej siłowni. Adres dostałem esemesem. Szukam miejsca. Mam wejść do piwnicy - wchodzę do bramy kamienicy, która czasy świetności dawno ma za sobą. Może to nie tu? Eeee, na pewno dobrze trafiłem, bo słychać chrzęst sztangi zrzucanej na stojak i ciężarków. Kręte schody wiodą gdzieś w głąb. Wreszcie trafiam do siłowni mistrzów - w pomieszczeniu o rozmiarach trzy na pięć metrów zastaję trzy osoby.

    - Iwka, dawaj na cztery - komendy wydawane przez trenera, czyli Piotra (a przy okazji męża) Iwona wykonuje bez szemrania. Zapewne to wyjątek... Po serii ćwiczeń Piotr podchodzi do małego stolika i notuje coś starannie w kajeciku.

    - Wszystkie treningi są starannie zaplanowane dla każdego zawodnika - tłumaczy szef klubu po przywitaniu się ze mną. - Wszystko musi być dopasowane do zaawansowania, możliwości, płci. A z kobitkami trzeba uważać szczególnie, bo łatwo się zniechęcają - wyjaśnia, uśmiechając się.

    Ale to dopiero początek niespodzianek. Jak sądziłem, spotkam kuzynkę enerdowskich sportsmenek. A tu z ławeczki wstaje drobna, uśmiechnięta blondynka. - Każdy, kto dowiaduje się, co trenuję, reaguje tak, jak ty - śmieje się Iwona. - Wszyscy myślą, że kobieta, która uprawia ten sport, musi być wielka i umięśniona.

    Stojąca obok nastoletnia córka Iwony i Piotra śmieje się, widząc moje zdziwienie. Ona też wyciska - trenuje z rodzicami.

    Wróg nawrócony

    Wicemistrzyni Polski, zwyciężczyni turniejów, rekordzistka - takie tytuły zobowiązują. Ale sztanga i Iwona nie od razu zapałały do siebie wielkim uczuciem. - Na początku Iwka nie znosiła tego sportu - podkreśla Piotr. On trenował, a żeby występować na zawodach, trzeba było założyć klub. - Wszystkie formalności załatwiałam ja, bo miałam więcej wolnego. Potem jeździłam z nimi na zawody jako obserwator i kierowca. Nie miałam nic wspólnego ze sportem - nie ruszałam się, paliłam papierosy - przyznaje. - 12 godzin na zawodach to była mordęga - monotonia, cały czas to samo. Tak było kilka lat. Aż wreszcie okazało się, że mam ciężką astmę. Rzuciłam palenie i stwierdziłam, że trzeba uprawiać sport - opowiada.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama