Zabawy z dynią, czyli co to jest ta tradycja?

    Zabawy z dynią, czyli co to jest ta tradycja?

    Arkadiusz Franas

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Już się boję, że mnie córka zaatakuje z prośbą o rzeźbienie w dyni, czyli zaczyna się zabawa w Halloween. I OK. Niech się dziecko bawi, choć nie wiem, co na to sąsiedzi wracający zmęczeni z pracy późnym wieczorem, gdy na płocie zobaczą szczerzący się ogniem pysk.
    Zabawy z dynią, czyli co to jest ta tradycja?

    ©Paweł Relikowski

    Jak przystało na podstarzałego młodzieńca, martwi mnie jednak coś innego. Że ten Halloween zaczyna dominować. Słyszę o nim wszędzie. Na każdym kroku. Już nie mówię, że wyparł pogańskie dziady, bo o tych to słyszeli jedynie najwierniejsi kibice Adama Mickiewicza. Choć między Bogiem a prawdą, nie wiem, dlaczego świecąca dynia jest lepsza od prasłowiańskich masek karaboszek (zresztą bardzo podobnych do tych z dyni).

    Ale Halloween wypiera też nasze poczciwe Zaduszki. Jeszcze kilkanaście lat temu w okolicach 1 listopada organizowano różne Zaduszki: jazzowe, rockowe czy bluesowe, podczas których wspominano wspaniałych muzyków, co to już odeszli. A teraz Halloween Night, a grają na niej grupy typu Dead Milk, Dead Silence, Dead Gentlemen. Brrrr... Byle ze śmiercią w nazwie i zabawa do upadłego (często bez przenośni).

    Może i zostanie to odebrane jako tani dydaktyzm, ale Szanowni Państwo, zróbmy coś z tym! Nie zamierzam się kłócić z cywilizacją, ale, na Boga, nie dajmy się tym wszystkim walentynkom czy halloweenom. Jeszcze trochę, a zabiorą nam nasze Boże Narodzenie. Już się często zdarza, że polska rodzina kolację wigilijną jada w cieniu hurghadzkich palm, łamiąc się prasłowiańską figą z makiem. I proszę nie wysuwać argumentu, że wszak Jezus po narodzinach też musiał uciekać do Egiptu. Bo to chodzi zupełnie o coś innego. Że zakrzyknę za Tewje Mleczarzem ze "Skrzypka na dachu": Tradycja, tradycja, tradycja! A cóż to jest? I znowu odwołam się do innego dzieła, tym razem polskiej kinematografii. W "Misiu" Stanisława Barei pada: "Tradycja to jest coś ekstra". A w finale tej komedii można jeszcze usłyszeć coś zupełnie zaskakująco poważnego: "Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza! Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to, co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy".

    Więc niech dzieją się te halloweeny, walentynki i garden czy piżama party. Świat jest otwarty i trzeba z niego chłonąć. Te dobre rzeczy i te złe. Mądrzy ludzie, a tylko tak mogę myśleć o naszych dzieciach, dadzą sobie z tym radę. Ale my musimy im pomóc. Swoją pamięcią. Teraz, gdy będziemy na grobach, trzeba im powiedzieć o przodkach, o tym, że na świecie i w tym konkretnym miejscu nie znaleźli się przez przypadek. Bo właśnie nasi pradziadkowie, dziadkowie, ojcowie... To ważne. Wiem, wiem. Mogą nas zabić wzrokiem z serii: nie truuuuj. Ale spróbować trzeba. Zwłaszcza że na Dolnym Śląsku zaczyna się mówić o tożsamości, o małej ojczyźnie. Niech te nasze dzieci poczują siłę tego dębu. Niech nie staną się osikami chwiejącymi się na wietrze i czującymi moc tylko dzięki dopalaczom.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Dynie

      mx (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 62 / 59

      Zamienić dynie na zupę dyniową.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama