Czy Ślązak ma jakąś ulubioną swoją rybkę? A zwłaszcza ten ze Śląska Dolnego? No, nie ma... Kiedyś miał i nawet swoją estymę i podziw dla ryb wyrażał.
Przez całe wieki w stolicy Śląska, czyli we Wrocławiu (to właśnie miasto przez całe wieki było najważniejszą metropolią całego Śląska), natknąć się było można na domy: "Pod trzema szczupakami", "Pod zielonym łososiem", "Pod złotym karpiem", "Pod trzema brzanami" czy "U jesiotra". Rzecz jasna, było też sporo restauracji z rybami. W PRL ryby znikły z jadłospisów.
Fakt, że było to miejsce wyjątkowe. Przyzna to każdy, kto tam ryby jadał albo rybkami zakąszał, bo pracowali tam kucharze z talentem do ryb. Pyszna też była rybna garmażerka. Te wszystkie rybki faszerowane, zawijane, nadziewane, w galarecie oraz galantynki najróżniejsze, ech... Komu to przeszkadzało?
Potem, bodaj w latach siedemdziesiątych, pojawił się przy ul. Ruskiej "Kambuz", gdzie na wolny stolik czasami trzeba było parę minut poczekać.
Handlarze rybami mieli we Wrocławiu swój cech już w roku 1389. Mieszkali na dzisiejszej ul. Rybackiej, między placem św. Mikołaja a ul. Długą. Oferowali o wiele więcej gatunków ryb niż można kupić dziś na Dolnym Śląsku. Kto ostatnio jadł minogi w śmietanie albo duszone z grzybami płastugi? Oprócz ryb z okolicznych stawów i rzek, można było kupić ryby morskie ze śledziem na czele, który od wieków w całej Europie cieszył się wielkim wzięciem i uznaniem. W XIX wieku handlujących rybami przeniesiono na ul. Grodzką. Po wojnie pojawiły się rybne sklepy, w których głównie sprzedawano wędzone albo mrożone ryby morskie oraz konserwy. Hasło "jedzcie dorsze nie są gorsze" skutek miało mizerny, poza złośliwymi i wulgarnymi parafrazami. Teraz strach kupić mrożoną rybę w jakimś supermarkecie, bo na 90 procent będzie ona nieświeża, po raz któryś zamrożona i po odmrożeniu śmierdząca. Dziś kupić świeżą, żywą rybę to wielka sztuka.
Przed wiekami na Dolnym Śląsku najwięcej zwolenników miały karpie i śledzie. Dziś się to właściwie nie zmieniło, tyle że ryby jada coraz mniej osób. Najwyżej ceniono wśród ryb słodkowodnych szczupaki, sandacze i sumy.
SZCZUPAK W GALARECIE
* 1,5 kg szczupaka
* półtora litra wody
* wiązka włoszczyzny
* 3 liście laurowe
* kilka ziaren ziela angielskiego
* 1 łyżka octu
* białko z dwóch jaj
* 30 g żelatyny spożywczej
* mielony pieprz i kminek, sól do smaku
Rybę sprawić i przekroić wzdłuż kręgosłupa. Następnie należy pokroić na 5 cm kawałki. Z głowy, płetw oraz włoszczyzny i przypraw gotujemy wywar. Pod koniec gotowania wkładamy ostrożnie rybę i mocno przykręcamy ogień. Po 30 minutach gasimy ogień i zostawiamy do ostygnięcia w ciepłym miejscu.
Po ostygnięciu wyjmujemy rybę i układamy na półmisku.
W niewielkiej ilości ciepłej wody rozpuszczamy żelatynę. Przestudzony i przecedzony wywar wlewamy do rondla. Dodajemy rozpuszczoną żelatynę, ocet i lekko ubite białka. Doprowadzamy do wrzenia, cały czas mieszając. Zdejmujemy pianę z powierzchni i czekamy do wyklarowania. Kiedy galareta zacznie lekko krzepnąć, zalewamy półmisek z rybą. Zdobimy według fantazji, pamiętając o kolorach.
Najlepsze pstrągi jadałem u krytyka oraz teoretyka sztuki, przede wszystkim artysty fotografika, twórcy galerii i nurtu Foto-Medium-Art, prof. Jerzego Olka w jego skromnym domku-galerii w Gierałtowie Wielkim, gdzie bywali między innymi Tadeusz Różewicz, Zbigniew Dłubak i wielu wybitnych twórców.
Kiedyś zaskoczyłem gospodarza i gości jednego ze spotkań, serwując im pstrągi z... truskawkami. Niestety, ilość świeżego powietrza sprawiła, że nie pamiętam, co z czym zmieszałem i dlaczego ten zestaw wszystkim smakował, ba, dlaczego do dziś go wspominają.
Z Wrocławia do Gierałtowa Wielkiego trzeba jechać przez Stronie Śląskie. Cała okolice słynie z pstrągów. Poniższy przepis pochodzi właśnie ze stolicy powiatu i ktoś go nazwał...
POKUSA MISIA ZE STRONIA ŚLĄSKIEGO
* 2 średnie pstrągi
* 4 łyżki miodu wrzosowego
* 100 g zmielonych migdałów
* 100 rodzynek namoczonych w winie
* 100 g ryżu
* 2 cytryny
Oczyszczone ryby nadziewamy farszem zrobionym z ugotowanego na sypko ryżu wymieszanego z miodem, migdałami i rodzynkami. Pieczemy na patelni na rumiano z obu stron. Podajemy z plasterkami cytryny.
Królestwem ryb na starych śląskich ziemiach była Dolina Baryczy. W czasach swojej świetności przypominała fabrykę żywych ryb. Ma tradycje sięgające co najmniej siedmiu stuleci. W czasach PRL milickie stawy zdominował karp. Nie dbano specjalnie o jego jakość, chodziło tylko o to, by wystarczyło go na każdy wigilijny stół. Karp nigdy nie uchodził za rybę wyjątkowo szlachetną. W dawnej Polsce na stołach szlacheckich pojawiał się tylko raz w roku w galarecie i to nie wszędzie, bo często nawet w tej roli zastępował go szczupak albo pstrąg.
SANDACZ KORZENNY
* 1,5 kg sandacza
* 15 ziarenek pieprzu
* 5 ziaren ziela angielskiego
* 5 goździki
* 4 łyżki masła
* 3 duże cebule
* 2 łyżki posiekanej bazylii
* 1 szklanka świeżo utartego chrzanu
* 1 łyżeczka zmielonego tymianku
* 1 duża cytryna
* mielony pieprz i sól do smaku
Sprawioną rybę bez głowy, płetw i ogona pokroić na dzwonka. Natrzeć solą, mielonym pieprzem, tymiankiem i bazylią, przykryć i pozostawić w chłodnym miejscu na 4 godziny. Wszystkie korzenie (ziarna pieprzu, angielskiego ziela i goździki) utłuc w moździerzu. Cebulę obrać i pokroić w plastry, cytrynę obrać ze skórki i również pokroić w plasterki. Naczynie żaroodporne wysmarować dokładnie masłem, ułożyć na dnie dzwonka ryby, posypać zmielonymi korzeniami, następnie kolejno obłożyć utartym chrzanem, plasterkami cytryny, cebulą. Całość posypać wiórkami masła, przykryć folią aluminiową i wstawić do mocno nagrzanego piekarnika (180 stopni C) na godzinę.
Stawy w Dolinie Baryczy zakładali w XII wieku cystersi, ale po jakimś czasie przenieśli się gdzie indziej. Stawy zostały. Dziś słyną nie tylko z ryb, ale też wielu gatunków ptaków, płazów, gadów i małych ssaków. Sporo mieszkańców tego pięknego zakątka Dolnego Śląska zagrożona jest wyginięciem. Na szczęście bohaterom dzisiejszej mojej epistoły to nie grozi, bo gatunków ryb nawet przybywa.
KARP PO MILICKU
* 1,5 - 2 kg karpia
* 3 ząbki zmiażdżonego czosnku
* gałązki świeżej mięty
* gałązki bazylii
* gałązki lebiodki
* gałązki tymianku
* gałązki koperku
* natka pietruszki
* natka selera
* szczypiorek
* mielony pieprz i sól do smaku
* 2 główki sałaty
Karpia oczyścić z łusek i wyjąć wnętrzności (nie odcinać głowy, ogona i płetw ), dobrze umyć i osuszyć.
Do brzucha włożyć przygotowaną zieleninę, tyle, ile się tylko zmieści. Rybę spiąć wykałaczkami albo zaszyć
Na dość grubej folii aluminiowej ułożyć połowę umytych liści sałaty, na nich ułożyć karpia i przykryć go drugą połową liści. Rybę z sałatą szczelnie zawinąć w folię i odstawić na 12 godz. do lodówki. Zawiniętego tak karpia grillujemy albo pieczemy w piekarniku. Po upieczeniu zieleninę z brzucha usuwamy.
Przynajmniej w kilku restauracjach w Dolinie Baryczy można zjeść pyszne ryby z dominującym w jadłospisach karpiem na czele.
W samym Miliczu karpia duszonego w warzywach podają w "Parkowej" i "Pałacowej" przy ul. Piłsudskiego. W "Starym Młynie" w Niesułowicach serwują pysznego sandacza w sosie koperkowym, a w "Gościńcu" w Odolanowie niezłego pstrąga parowanego, polanego masłem i posypanego koperkiem. Wybieram się w tamte strony, więc przywiozę więcej świeżych wieści.
"Gazeta Wrocławska" Dział Prenumeraty ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 071 374 81 15 p.jastrzebska@ gazeta.wroc.pl Prenumerata domowa Prenumerata teczkowa
Reklama:
"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy ul. św. Antoniego 2/4 wejście B, III piętro 50-073 Wrocław 71 374 82 49 faks 071 374 81 35
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.