Ja jestem z tych, co walczą

    Ja jestem z tych, co walczą

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Z prof. Jerzym Kołodziejem, szefem Wrocławskiego Ośrodka Torakochirurgii, specjalizującym się w operacyjnym leczeniu raka płuc, o denerwowaniu pacjentów i o tym, jak wgląda Afroamerykanin w środku, rozmawia Katarzyna Kaczorowska.
    Prof. Jerzy Kołodziej

    Prof. Jerzy Kołodziej ©Tomasz Hołod

    Palił Pan papierosy?

    Tak.

    Ale rzucił Pan?

    Tak. Byłem sportowcem, grałem w koszykówkę w Śląsku, z Frelkiewiczem, Lipskim dwa razy zdobyliśmy mistrzostwo Polski juniorów. Na studiach byłem w AZS-ie, gdzie jako wyszkolony zawodnik bez nadmiernego wysiłku odnosiłem sukcesy.

    Papierosy, Panie Profesorze...

    Papierosy pojawiły się wraz z brydżem, a brydż był trzydniowy, bez wstawania od stołu. Później przy alkoholu, jak wypiłem kieliszek, to natychmiast chciałem zapalić. Nie doszedłem do paczki dziennie, ale paliłem całe lata, dopóki sam nie zachorowałem na raka. Bo ja jestem z tych, którzy walczą.
    Miałem raka z przerzutami, rozpoznano dwa ogniska. Przeszedłem solidną kurację, półroczną, naświetlania i chemia, z różnymi perypetiami, jak to zwykle bywa. Wróciłem do pracy i, odpukać, na razie egzystuję.

    Czy to doświadczenie wpłynęło na Pana relacje z pacjentami? Kiedyś choremu nie mówiło się, że ma raka, dzisiaj właściwie mówi mu się wszystko.

    Jestem za mówieniem prawdy, ale trzeba wiedzieć, jak ją mówić, jakich słów użyć. Dlatego czasem wściekam się na lekarzy.

    Uczy ich Pan, jak rozmawiać z chorym?
    Jednemu tłumaczyłem, że nie musiał mówić rak, mógł powiedzieć guz nowotworowy. Zawsze trzeba mówić pacjentowi prawdę, ale trzeba wyczuć jego oczekiwania, stan emocjonalny. A jeśli on nie jest przygotowany na to, co usłyszy?

    Powtórzę pytanie: czy lekarzy uczy się, jak powinni rozmawiać z pacjentem, jak powiedzieć mu, że rozpoznano u niego nowotwór?

    I tu jest nieszczęście. Jesteśmy domorosłymi psychologami. Przyszłych medyków nie uczy się tego na studiach, jedyne, co mogą, to podglądać starszych kolegów, uczyć się na ich błędach, powielać dobre wzorce, tworzyć swój własny sposób komunikowania się z pacjentem. W poważnych korporacjach są zatrudnieni ludzie, którzy zajmują się czymś, co najlepiej oddaje angielskie słowo relation, czyli relacjami międzyludzkimi na różnych poziomach. W szpitalu pełnym ludzi, gdzie z jednej strony jest wystraszony człowiek, czyli chory, a z drugiej decydenci, czyli przedstawiciele służby zdrowia - bo to nie tylko lekarze, ale i pielęgniarki, salowe, sanitariusze, portierka - nikogo takiego nie ma.

    Po tym, jak usłyszał Pan rozpoznanie nowotwór, inaczej postrzega Pan swoich chorych i ich rodziny?

    Mam więcej cierpliwości. Zdarza się, że pacjent słyszy: Proszę mi nie mówić, że ja nie wiem, co pan czuje, bo jestem przykładem tego, że warto walczyć z chorobą - taki argument w terapii może mieć ogromne znaczenie. Z drugiej jednak strony jestem człowiekiem i nie czuję się zbyt przyjemnie, kiedy widzę pacjenta z takim samym rozpoznaniem jak moje, u którego nastąpiło wznowienie choroby i wiem, że już mu dużo czasu nie zostało, a leczenie może być tylko objawowe.
    1 3 4 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama