Z polskiego na nasze My - Polacy, lubim sielanki

    Z polskiego na nasze My - Polacy, lubim sielanki

    Andrzej Górny

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Z polskiego na nasze My - Polacy, lubim sielanki

    ©Polskapresse

    Ponieważ rządzący wiedzą, czego potrzeba narodowi, usiłują podejmować działania, które można potem przedstawić jako zakończone happy endem.
    Z polskiego na nasze My - Polacy, lubim sielanki

    ©Polskapresse

    Jak się podnosi podatki albo obniża świadczenia emerytalne, to trzeba zakutym łbom wcisnąć kit, że to dla dobra elektoratu i pomyślności ojczyzny, a w ogóle to nic nie będzie bolało i koszt też niewielki, bo tylko kilka setek ubędzie z kieszeni każdego podatnika.

    A już atak na dopalacze to taki hicior medialny i moralny, że klękajcie narody! Mniej ambitnej władzy pewnie by wystarczyły nadruki na każdej paczce prochów, że one mogą zabić.
    Takie same jak na papierosach, które też życia nie wydłużają. Ale nie, tu trzeba wystąpić z "całom siłom i godnościom osobistom". Już wszak odnotowano 60 przypadków zatrucia dopalaczami i to wśród młodzieży głównie, tej naszej jutrzenki przyszłości. Wprawdzie są wątpliwości, czy był choć jeden wypadek śmiertelny, ale mniejsza z tym. Przy okazji zdemaskuje się fragment gangsterskiego podziemia, bo do czego to podobne, żeby 23-letni handlarz bez skrupułów dorobił się kilkudziesięciu milionów złotych? Toteż mamy nowego wroga publicznego numer 1 - dopalacze, a w tle ich producentów i dystrybutorów.
    Młodych cechuje barani upór (sam jeszcze pamiętam) i jak zechcą się czymś przyćmić, to spod ziemi wykopią, z zagranicy sprowadzą, a ostatecznie wrócą do kleju albo zaczną żuć toksyczne chińskie zabawki. Jest popyt, będzie i podaż, najwyżej dilerzy poważniejszych prochów włączą dopalacze do swojej oferty.

    Stara anegdota z czasów komuny. Podmiejski plantator sypie szuflą azot czy inne chemikalia na zagony ogórków. Przechodzący obywatel zwraca mu uwagę: - Przecież pan się tymi ogórkami otruje! - To nie dla mnie, to na sprzedaż - odpowiada ze stoickim spokojem ogrodnik.

    Wtedy zacząłem rozumieć, że handel od moralności dzieli taka odległość, jak stąd do Moskwy. Od tamtej pory co pewien czas jakiś zdesperowany ekspert występuje z alarmem o świństwach, którymi faszeruje się naszą żywność. Sensacja to krótkotrwała, przywykliśmy.

    Jak wszystkie doraźne akcje, i ta antydopalaczowa zapewne skończy się niczym. Ważne jednak pierwsze wrażenie - zamknęli tysiąc sklepów, ależ dali popalić tym dopalaczowcom!
    Podobną pamiętam sprzed kilku lat, wtedy chodziło o ukrócenie pijaństwa kierowców. Miały być konfiskaty samochodów, dożywotnie utraty praw jazdy i podobne strachy na Lachy. Co z tego wyszło? Wystarczy poczytać bieżące statystyki - setki zabitych każdego weekendu, po dłuższych świętach liczba ofiar idzie w tysiące. Bo kierowcy jak pili, tak piją.Jak się młodzi zechcą czymś przyćmić, to spod ziemi wykopią, z zagranicy sprowadzą, a ostatecznie wrócą do kleju Ale że porywanie się na narodowe tradycje (strzemiennego!) żadnej władzy na dobre nie wyszło, także ta woli śmierdzącego jajka nie ruszać.

    Tadeusz Konwicki powiedział kiedyś, że Anglia składa się z głupiego społeczeństwa i bardzo inteligentnej klasy politycznej. U nas odwrotnie - mądre jest społeczeństwo, a politycy rzadko w pełni władz umysłowych. Z tą wiarą w zbiorową mądrość to bym specjalnie nie przesadzał. Ale ponieważ potrzeba nam czegoś na uspokojenie, rząd usłużnie podsuwa sielanki. Korzystajmy, póki nie zaliczą ich w poczet dopalaczy.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama