W żarze rzewnych żądz

    W żarze rzewnych żądz

    Aleksander Malak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W żarze rzewnych żądz

    ©Janusz Wójtowicz

    Ni stąd, ni zowąd przyczepił się do mnie refren: "ole, ole, ole… niech żyją młode żądze, dopóki są pieniądze". Przyczepił się i coraz głębiej wwiercał się w czaszkę. Skąd on, z jakiej piosenki, zdaje się Rodowicz kiedyś, a może kto inny… Myślałem, że głowa mi pęknie od tych żądz i pieniędzy.
    W żarze rzewnych żądz

    ©Janusz Wójtowicz

    Materiały podobne
    Zaszedłem do zaprzyjaźnionej apteki i już na progu stanąłem jak wryty. Z frontowej ściany patrzył na mnie sam najjaśniejszy pan prezydent. Jego szlacheckie spojrzenie i pobłażliwy uśmiech wydobywający się spod sarmackiego wąsa, opadającego niemal na koszulę "w smutnym kolorze blue" poraziły mnie tak, że zapomniałem języka w gębie, nie wspominając o najprostszej kindersztubie.

    Klęknąć pod portretem? - Jakoś głupio. Zasalutować? - Jakże, do pustej głowy? Skłonić się głęboko? - To takie japońskie, niestosowne jednak. Najchętniej pocałowałbym najjaśniejszego pana w rękę, niestety, portret rąk nie przewidział. Na wszelki wypadek stanąłem na baczność.
    Przyjaciel, który, jak potem zrozumiałem, przyglądał się wszystkim wchodzącym, aż pokraśniał z dumy.

    - Ja wiedziałem, że tak będzie - oznajmił szczęśliwy. - Już dawno powinienem w tym miejscu prezydenta powiesić!

    Przyjaciel, oczywiście, miał na myśli wieszanie portretu, więc moja ewentualna riposta byłaby jak najbardziej niestosowna, jednak po sekundach osłupienia, zdobyłem się na żart - nieżart. Bo przypomniał mi się dzielny wojak Szwejk.
    - Przyjacielu - zapytałem - a czy ty masz nad swoją apteką strych?
    - Jaki strych? Po co strych?
    - No, wiesz. Właściciel gospody "Pod Kielichem", pan Palivec, kiedy mu muchy, za przeproszeniem, obsrały portret najjaśniejszego pana, wyniósł go na strych, co i tak nie uchroniło go przed aresztowaniem.

    Przyjaciel spojrzał na mnie z politowaniem:
    - Przypatrz się raz jeszcze. Mój portret - mucha nie siada.
    Spróbowałem z innej beczki. - A czemuż to poprzedniego prezydenta na frontowej ścianie nie wywiesiłeś?

    Przyjaciel tym razem aż zatrząsł się z oburzenia. - Ze względów estetycznych!
    - Ha! - zawołałem. - Więc jednak chodzi o wąsy! Tamten nie miał.
    - A żebyś wiedział. Zresztą przed wojną portret marszałka Piłsudskiego wisiał w każdej szkole czy aptece.

    Nie sądziłem, że przed wojną obowiązek szkolny dotyczył niemowląt, bo w tym wieku przyjaciel przedwojnie zaliczał, ale niech mu będzie.
    - Wiesz - powiedziałem - w mojej szkole też wisiał portret. A nawet trzy. Codziennie na przerwach podpieraliśmy lewą brew zapałką, żeby na własnych obliczach utrwalić spojrzenie jednego z nich. Właśnie marszałka.
    - Piłsudskiego!?
    - Nie, Rokossowskiego…

    I tak w tych ostatnich dniach lata gaworzyliśmy sobie z przyjacielem, który postanowił powiesić portret prezydenta, będącego prawdziwym prezydentem, nie jakimś tam nieporozumieniem, co przyjaciela - farmaceutę doprowadza do szewskiej pasji, więc w ten sposób postanowił dać odpór.
    A mnie przypomniała się piosenka pt. "Gaj", z której refren nie dawał mi spokoju. Ze słowami Agnieszki Osieckiej. I przestała mnie boleć głowa. Jak to w aptece. "Niech żyją młode żądze!".
    Aleksander Malak

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama