Pan Bóg sprawił cud: nasz syn wrócił do domu

    Pan Bóg sprawił cud: nasz syn wrócił do domu

    Piotr Kanikowski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Dzikowiczowie do dziś nie wiedzą, jak doszło do tego, że państwo wprawiło w ruch potężną machinę, aby zabrać im jedynego synka. Ich słoneczko. Oczko w głowie. Całą miłość.
    Tamten lipcowy poranek sprzed dwóch lat pamiętają jakby to było wczoraj.
    - Walili do drzwi jak do obory. Trzech policjantów i dwie kuratorki z nakazem, aby wydać dziecko - opowiada pani Renata. Akurat myła głowę. Otworzyła im z mokrymi włosami. Ze zdziwieniem oglądała papier.

    Bronili się z mężem, że oni żadnej decyzji nie dostali. Powoli docierało do nich, że opór nie ma sensu. Ale Pawełek wciąż płakał ze strachu, zapierał się, chował za rodziców. Nie chciał założyć bucików, a potem wyjść z pięcioma obcymi osobami, które przyjechały po niego samochodem. Pani Renata drżącymi rękami nakładała synowi sandały, całowała po główce i przekonywała, że go nigdy nie zostawią.


    Był krzyk. Pies ujadał. Zawsze, kiedy przychodzą obcy, pan Piotr zamyka go w łazience lub kuchni.
    Potem Dzikowiczowie zostali sami. Nagle zrobiło się cicho. Chcieli jechać z Pawłem, ale któryś policjant powiedział, że nie zmieszczą się już w samochodzie. Zadzwonili po taksówkę. Przed budynek Pogotowia Opiekuńczego w Legnicy zajechali kilkanaście minut po tamtych.

    Do dziś nie wiedzą, jak doszło do tego, że państwo wprawiło w ruch potężną machinę, aby zabrać im jedynego synka. Ich słoneczko. Oczko w głowie. Całą miłość.

    Są zwyczajną rodziną, podobną do tysięcy innych w Polsce. Mieszkają w trójkę na pierwszym piętrze bloku pamiętającego początki peerelu. Pan Piotr dobrze zarabia jako technik elektronik w Hucie Miedzi Legnica. Pani Renata studiowała teologię w legnickim seminarium, potem pracowała w sekretariacie kancelarii adwokackiej, a od ośmiu lat jest na rencie.

    Oboje są religijni. Poznali się czternaście lat temu w kościele św. Jacka. Też jakoś tak zwyczajnie - wychodząc z mszy, zagadali do siebie, było fajnie, poszli posiedzieć w kawiarni. Trzy miesiące później byli już małżeństwem, a rok po ślubie urodził się Paweł.
    Państwo wprawiło w ruch potężną machinę, aby zabrać im synka
    Chłopiec miał sześć lat, kiedy zaczął tracić włosy. Lekarze zdiagnozowali łysienie plackowate, chorobę skórną niewiadomego pochodzenia. W szkole rówieśnicy wyśmiewali się z łysej czaszki, dokuczali odmieńcowi. Paweł nie pozostawał dłużny. Łatwo popadał w konflikty. Wracał do domu z połamanymi okularami, siniakami po bójkach i uwagą w zeszycie, by rodzice skontaktowali się z wychowawcą. Za każdym razem pani Renata jak lwica stawała w obronie swego dziecka, nie wahając się zadrzeć z nauczycielami, dyrekcją i innymi rodzicami. Gdy Dzikowiczowie poczuli, że atmosfera wokół Pawła stała się nie do zniesienia, postanowili zmienić synowi szkołę.

    Ale na nowym miejscu problem się powtarzał: z placówki do placówki za chłopcem ciągnęła się opinia trudnego dziecka, z problematycznymi rodzicami. W ciągu trzech pierwszych lat nauki Paweł czterokrotnie zmieniał szkołę. Informacja o tym jakimś sposobem dotarła w końcu na policję, a kiedy dzielnicowy zaczął pytać sąsiadów o Dzikowiczów, usłyszał, że matka jest dziwna: zamiast zająć się chłopcem, klepie różańce, biega do kościoła i czeka na objawienia.
    1 »

    Czytaj także

      Komentarze (3)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      zabrane dzieci do domu dziecka z biedy

      sawczuk (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Moja koleżanka straciła dzieci proszę kontakt 536659218 Danusia z warszawy

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Pan Bóg oddał a kto zabrał?

      Lucy (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 24 / 21

      Pan Bóg sprawił cud i chłopiec wrócił do domu. Ale zapewne (zdaniem rodziców) nie miał nic wspólnego z tym, ze go zabrano. Ech, ta jednostronna wiara we wszechmoc ... :)))

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Tak właśnie wygląda ateistyczne państwo

      rovver (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 28 / 23

      rodzicom zabiera się syna- nie dlatego, że piją, biją, molestują- skądże! Są po prostu nadopiekuńczy i zbyt religijni! To jest właśnie ateistyczny faszyzm- państwo ma prawo wtrącić się do...rozwiń całość

      rodzicom zabiera się syna- nie dlatego, że piją, biją, molestują- skądże! Są po prostu nadopiekuńczy i zbyt religijni! To jest właśnie ateistyczny faszyzm- państwo ma prawo wtrącić się do wychowania dzieci. Wara wam od rodziny, bando pogrobowców Hitlera, Stalina, Polpota i innych świrów. Państwo winno szanować przede wszystkim wolność jednostki i autonomię podstawowej komórki społeczeństwa jaką jest i będzie RODZINA.

      Swoją drogą ci zatroskani sąsiedzi też mają przeżarte mózgi. No, ale jeżeli media co chwilę im wmawiają, że Kościół jest be, księża właściwie nic innego nie robią, tylko gwałcą, a wierzący to dziwacy, to jak się mają takie lewackie bydlęta zachować? Atakują bezbronną rodzinę, a opresyjne państwo zaciera łapy.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama