W Hutmenie wybuchł kocioł i poparzył ludzi

    W Hutmenie wybuchł kocioł i poparzył ludzi

    Kamil Demidowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W zakładzie produkcji rur był wypadek. Rannych zostało siedmiu pracowników.
    Wielki huk, a potem dym nad Hutmenem. Tak opisują wybuch w zakładzie produkcji miedzianych rur instalacyjnych wodnych i centralnego ogrzewania ci, którzy mieszkają w pobliżu fabryki, przy ul. Grabiszyńskiej.

    Do wybuchu doszło w piątek około godziny 14. Siedmiu pracowników obsługujących kocioł, zostało poparzonych. Karetkami zostali rozwiezieni do trzech szpitali.
    Według wstępnych ustaleń strażaków, do eksplozji doszło podczas rozpalania pieca. Nie wykluczali jednak też, że do wybuchu doszło w rurach z gazem, biegnących w kotłowni.

    - Usłyszałam tylko huk, wybiegłam na balkon i zobaczyłam kłęby unoszącego się nad zakładem dymu - opowiada roztrzęsiona Iwona Szczepaniak mieszkająca tuż obok Hutmenu. - Bałam się, że ktoś zginął. Strasznie to wyglądało.

    Inni sąsiedzi wspominają okropny dźwięk szkła sypiącego się z okien. I słabo oceniają przygotowanie strażaków do akcji.
    - Kręcili się wokół zakładu przez dobre 10 minut - denerwuje się Daniel Sekuterski. - Nie wiedzieli, którędy mają wjechać do środka. A przecież liczyła się każda sekunda!

    Gdy w końcu strażakom udało się wejść do środka fabryki, szybko ugasili pożar. Siedmiu rannych w wybuchu robotników zostało przewiezionych do trzech szpitali: wojskowego, kolejowego i im. Marciniaka. Sześciu z nich miało lekkie potłuczenia i oparzenia rąk i głów. Wszyscy zostali wypisani do domu tego samego dnia.
    Najciężej ranny i poparzony został w szpitalu wojskowym.
    - Ma oparzenia pierwszego stopnia i zostanie u nas na noc na obserwacji - informuje Zdzisław Czekierda, rzecznik Szpitala Wojskowego we Wrocławiu.

    Według kierownictwa Hutmenu, w zakładzie doszło do niewielkiego wybuchu instalacji w kotłowni.
    - Nic poważnego się nie stało - uspokaja Mieczysław Wicherski, kierownik biura zarządu. - Zakład będzie pracował przez miesiąc na jakieś 95 proc. możliwości. Kocioł szybko da się odbudować. To szczęście w nieszczęściu, że było mniej rannych, a więcej przestraszonych - twierdzi.

    Hutmen z wrocławskiego Grabiszyna powoli przenosi się z produkcją na Górny Śląsk. Z Wrocławia ma się wyprowadzić ostatecznie za kilka lat.

    Czytaj także

      Komentarze (2)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      szkoda ludzi

      piotrek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 17 / 12

      dobrze ze nikt nie zginął praca hutnika jest bardzo niebezpieczna ,jedno pytanie ile te osły prezesi wzięły za grunt ze chcą zlikwidować zakład z tak duża tradycja ,i pozbawić ludzi pracy ,za to...rozwiń całość

      dobrze ze nikt nie zginął praca hutnika jest bardzo niebezpieczna ,jedno pytanie ile te osły prezesi wzięły za grunt ze chcą zlikwidować zakład z tak duża tradycja ,i pozbawić ludzi pracy ,za to powinno być dożywociezwiń

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Wybuch w hutmenie

      xxxxx (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 17 / 13

      Po raz kolejny okazuje się że pan wicherski jest albo idiotą albo kompletnym ignorantem wybuchł piec do żarzenia rur na wydziale w-4 a nie jakaś kotłownia.A wybuch był potężny rozwaliło cały piec a...rozwiń całość

      Po raz kolejny okazuje się że pan wicherski jest albo idiotą albo kompletnym ignorantem wybuchł piec do żarzenia rur na wydziale w-4 a nie jakaś kotłownia.A wybuch był potężny rozwaliło cały piec a paru ludzi poparzyło. zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama