Zgorzelec: Tony darów już trafiły do potrzebujących

    Zgorzelec: Tony darów już trafiły do potrzebujących

    Janusz Pawul

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Obok Centrum Sportowo-Rekreacyjnego przy ul. Maratońskiej w Zgorzelcu stanęła wielka, ciężarowa naczepa firmy Citronex, do której zbierane są dary dla powodzian. - To jakby miejskie centrum pomocowe. Udostępniliśmy nasze magazyny, by łatwiej rozdzielać dary - mówi Robert Zarzycki, właściciel Citronexu.
    Przy centrum można spotkać każdego. Panią Celinkę z ulicy Mickiewicza w Zgorzelcu przywiózł pod centrum sportowe wnuczek. Z trudem dźwigała sześciopak wody mineralnej do naczepy. Obok szedł dwudziestoletni Kuba, ale nie mógł pomóc babci, bo sam także dźwigał jeszcze dwie takie zgrzewki. Oboje przywieźli też proszki do prania i trochę ubrań.

    - Wie pan, ja bym wieczorem chyba nie usnęła, gdybym tu nie przyjechała. Gdybym tym ludziom niczego nie przywiozła. Przecież oni stracili wszystko - mówi wzruszona pani Celinka.

    Na parking przed centrum co chwilę przyjeżdża samochód z darami. Ludzie dają to, co - według nich - może się przydać powodzianom.
    Oprócz wody, są więc kartony mleka, makarony, trochę słodyczy dla dzieci, ryż, mąka, środki czystości, papier toaletowy. Naczepa zapełnia się bardzo szybko. Wtedy pod centrum podjeżdżają busy i zaczyna się przeładunek.

    Pomagają młodzi ludzie w mundurach. To uczniowie klasy wojskowej z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Górników i Energetyków Turowa w Zgorzelcu. Tworzą żywy taśmociąg i przerzucają dary do aut po kolei, od najcięższych do najlżejszych. Załadunek idzie sprawnie i po kilku minutach auto Krzysztofa Bajdy jest już pełne. Jak mówi zgorzelecki przedsiębiorca, to będzie jego kolejny kurs do odciętej od świata Bogatyni.

    W zalanych miejscowościach był już także z pomocą Bronisław Wojtków. - Trzeba jechać, trzeba ludziom pomagać - mówi. - Dzisiaj jedziemy do Bogatyni i Sieniawki, a jutro najprawdopodobniej będziemy wozić do Radomierzyc. Tam też ludzie potrzebują pomocy. A to moja gmina. Sam jestem sołtysem w Pokrzywniku i wiem, że gdyby nas spotkało takie nie-szczęście, nam też by ludzie pomagali - tłumaczy swoje zaangażowanie.

    Wie pan, ja bym wieczorem chyba nie usnęła, gdybym tu nie przyjechała. Gdybym tym ludziom niczego nie przywiozła. Przecież oni stracili wszystkoPo kilku minutach jego auto jest już także załadowane, a na naczepie zostało jeszcze mnóstwo rzeczy do przewiezienia. Katarzyna Szeremeta łapie więc za komórkę i uruchamia swoje kontakty. Jeden telefon, drugi, trzeci. - Jest, mamy trzeciego busa - ogłasza po chwili głośno. Mija niespełna dziesięć minut i pod centrum podjeżdża kolejny samochód. Dary pojadą do powodzian także osobówką starszego mężczyzny, który przedstawia się jako były komendant straży pożarnej w Pieńsku. - Syna mam w Porajowie. Ledwo z życiem uszedł - mówi. - Niczego tam nie mają - dodaje i nie przejmuje się zupełnie, że jego stare renault ugięło się do granic możliwości.

    Zbiórka darów dla powodzian pod centrum sportowym potrwa jeszcze do soboty wieczór. W kolejnych dniach pomoc będzie trafiać do Markocic, Spytkowa, Kostrzyny, Ręczyna, Radomierzyc, Osieka Łużyckiego, Koźlic, Niedowa i Zawidowa. Najbardziej potrzebne są środki czystości, opatrunki, leki przeciwbólowe, pieluchy, odżywki dla dzieci, materiały higieniczne, rękawice gumowe, gumowce, rękawice robocze, łopaty, taczki, miotły, wiadra i worki na śmieci.

    - Nie trzeba już wody i chleba, jest ich już wystarczająco dużo - mówi Renata Burdosz ze zgorzeleckiego magistratu.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama