Durnie, barany, głupki - takimi słowami nazywają swoich politycznych przeciwników lokalni politycy na Dolnym Śląsku. Nie ponoszą za to żadnej kary. Czy to przejaw normalności, czy zdziczenia obyczajów?
- Przewodnicząca rady nie reaguje na moje skargi, gdy piszę lub mówię, jak odnosi się do kobiet radny Opaliński - skarży się Małgorzata Nowosielska, legnicka radna z Klubu Komitetu Wyborczego Wyborców Tadeusza Krzakowskiego. - Już dwa razy usłyszałam, że jestem "głupia" i złośliwe "specjalistka od sportu".
Radna kierowała skargi do poprzedniego przewodniczącego i obecnej szefowej rady, ale bez reakcji.
- Opaliński należy do koalicji PO-PiS, jak obecna przewodnicząca - upatruje przyczyn Nowosielska.
Radny Krzysztof Opaliński (niezależny) nie pamięta, by tak mówił do radnej. Owszem, rok temu powiedział do innej kobiety z rady, że jest "głupia", ale za swoje słowa przeprosił.
- Nie było żadnej obrazy, a w skardze jest mowa o tym, że się śmieję, robię miny. A to wolno każdemu - tłumaczy Opaliński.
- Uwagi wypowiada pod nosem. Tak, by ich nie zarejestrował magnetofon nagrywający posiedzenia - mówi radna Ewa Czeszejko-Sochacka.
- Porozmawiam z radnym - zapewnia przewodnicząca Ewa Szymańska.
Podczas ostatniej sesji rady, w objęcia padli sobie polityczni wrogowie: prezydent Tadeusz Krzakowski i radny PiS Adam Wierzbicki. Ten ostatni został wcześniej obrażony przez prezesa miejskiej spółki SAG Zbigniewa Czechowskiego. Stwierdził on, że "gdyby pił wczoraj to samo, co radny, to też widziałby dwa pasy na lotnisku".
Prezes przestał przychodzić na sesję i radny postanowił mu wybaczyć. Słowa te wypowiedział prezydentowi i uściskali się serdecznie.
Prezydenci miast też nie mają najlepszej opinii o radnych. Robertowi Raczyńskiemu z Lubina wyrwało się raz "durnie" pod ich adresem. Słowo "barany" wyrwało się i Tadeuszowi Krzakowskiemu z Legnicy. Usłyszeli je tylko widzowie obecni na sesji.
Raczyński zniesławił pracowników lubińskiego starostwa, mówiąc o nich "nieroby". Sąd uznał nikłą szkodliwość słów.
Dwa lata temu wybuchła afera w wałbrzyskim starostwie. Jeden z radnych uznał, że starosta śpi podczas obrad komisji. - Mam problemy z oczami - tłumaczył starosta Augustyn Skrętkowicz. Radny Robert Ławski zaproponował mu pójście na L-4, na co starosta bąknął jeszcze: - Całuj się.
Potem dopowiedziano, gdzie, zdaniem starosty, radny ma się pocałować. Ten jednak zaprzeczał.
Współpraca SIYA
Prezydent przegrywa
Z Tomaszem Alberskim, doktorantem Uniwersytetu Wrocławskiego, rozmawia Tomasz Woźniak
Kto w radzie zyskuje i traci na ostrych słowach?
Większość radnych jest anonimowa i mieszkańcy nie potrafią podać ich nazwisk. W starciach radni-prezydent ten ostatni dąży do polaryzacji na "niego", dbającego o interes miasta i "ich", którzy mu to utrudniają. Dobrze są odbierane słowa "weźcie się do roboty", jednak to głównie prezydenci tracą na konfliktach. Radni są przecież anonimowi.
Dlaczego inteligentni ludzie publicznie obrzucają się błotem?
Mamy za sobą 20 lat samorządu. To dopiero 20 lat, uczymy się jej prawideł. Takie przypadki puszczania nerwów, jak we wrocławskiej radzie, gdzie przewodnicząca stwierdziła, że prezydent miasta zachowuje się jak Gierek, będą się jeszcze długo pojawiały.