Jose Torres: Tyły mamy zabezpieczone (ZOBACZ TELEDYSK)

    Jose Torres: Tyły mamy zabezpieczone (ZOBACZ TELEDYSK)

    Justyna Kościelna

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    O nowej płycie i pewnym spotkaniu po latach z Jose Torresem rozmawia Justyna Kościelna.
    Do najnowszego krążka sygnowanego Pana nazwiskiem rękę przyłożyło aż czterech Torresów - Pan plus Pana: kuzynka, siostrzeniec i syn. W końcu jest dowód na to, że z rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciu!
    Rzeczywiście, "Torres Salsa Carnaval" to rodzinna sprawa. I bardzo dobrze. Jak ma się tak utalentowanych krewnych, warto prosić ich o pomoc. Kuzynka Alina Torres to znakomita kompozytorka i aranżerka.
    Siostrzeniec, instrumentalista, młodziutki Fernando del Rio Torres, też jest megautalentowany - grywa z najważniejszymi kubańskimi muzykami. A mój syn Tomek, bardzo wszechstronny, to w tej chwili najlepszy perkusista salsowy w Polsce - bez niego daleko bym nie zaszedł. Trochę ubolewam nad tym, że ostatnio dużo koncertuje z zespołem Afromental i nie zawsze ma czas na granie ze mną.

    Na Tomku rodzinna lista muzyków się kończy?
    Ależ skąd. Filip, mój drugi syn, student I roku kompozycji i jazzu na Akademii Muzycznej w Katowicach, niedawno pracował przy pierwszym w Polsce musicalu salsowym w chorzowskim Teatrze Rozrywki. Można śmiało powiedzieć, że tyły mamy zabezpieczone.
    Mogę się założyć, że przy "Torres Salsa Carnaval" pracowała też Iza. Torres oczywiście.
    To prawda - dzięki żonie udało się tę sprawę zamknąć. Od początku mnie dopingowała i przekonywała, że warto płytę nagrać.

    Pan wątpił?
    Kryzys nie ominął kultury - bardzo trudno dziś o sponsora. Na początku nie miałem więc zupełnie głowy do wydawania nowego krążka. Ale po koncercie Jose Torres y Salsa Tropical w Capitolu, z którego pochodzi większość nagrań, stwierdziłem, że skoro mamy już tak wiele materiału, wystarczy znaleźć odpowiednią koncepcję. Pomyślałem, że warto spróbować. Spróbowaliśmy, poszło szybko i co najważniejsze - skutecznie.

    A wie Pan w ogóle, w nagraniu ilu płyt brał udział? Próbowałam policzyć, ale przy trzeciej dziesiątce straciłam rachubę...
    Będzie ponad pięćdziesiąt. Ale jeżeli chodzi o autorskie krążki, "Torres Salsa Carnaval" jest dopiero moim drugim. Dlatego przy nagrywaniu było wiele emocji. No i dużo radości, bo część materiału powstała w studiu, a ja uwielbiam pracę w studiu.

    To prawda, że z kuzynką Aliną, o której Pan wcześniej wspominał, zobaczyliście się po kilkudziesięciu latach przerwy?

    Tak. A jeszcze do niedawna nie byłem pewien, czy jesteśmy spokrewnieni. Słyszałem, że Alina Torres jest świetną kubańską aranżerką, ale nie miałem pewności, czy łączą nas więzy krwi. Nazwisko Torres jest bardzo popularne w krajach hiszpańskojęzycznych i jeszcze o niczym nie przesądzało. Odnalazłem ją dzięki internetowi. Po wymianie mejli i zdjęć już wiedziałem, że nie ma pudła. Jak się spotkaliśmy, od razu zobaczyłem, jak bardzo Alina podobna jest do jednej z moich ciotek. Wspominaliśmy czasy, kiedy w Hawanie, jako dzieci, dostąpiliśmy wielkiego przywileju, i byliśmy dopuszczani do grania razem z dorosłymi. W książeczce przy płycie jest nawet wspólne zdjęcie mojego taty i taty Aliny.

    Jak w Hawanie

    Płyta "Torres Salsa Carnaval" to 13 kawałków rodem z upalnej Kuby
    Krążek składa się głównie z utworów zarejestrowanych podczas koncertu na międzynarodowym festiwalu salsy organizowanym przez Jose i Izę Torresów.
    Płytę wydała wrocławska Luna.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama