TIANANMEN 2010

    TIANANMEN 2010

    Katarzyna Mroczkowska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Słynny plac nie był pierwszym miejscem, które zwiedziłam. Z gąszczu pekińskich zabytków wybrałyśmy Świątynie Lamajska oraz Świątynie Konfucjusza, znajdujące się w pobliżu naszego hostelu.
    XVII wieczna Świątynia Lamajska, inaczej Pałac Harmonii i Spokoju stanowi oazę buddyzmu tybetańskiego w Pekinie. Kompleks jest piękny i warty obejrzenia. Przechodzi się z jednej świątyni na plac przed następna i tak chyba z dziesięć razy. Wydaje się, ze już będzie koniec a tam
    kolejny fantazyjny budynek.

    18-metrowy posag Buddy Maitreji mieści się w Pawilonie Wanfu. Ogromna statuetka została wpisana do Księgi Rekordów Guinessa, gdyż powstała z jednego kawałka drewna sandałowego.
    Wokół ludzie oddają cześć przed buddyjskimi posążkami poprzez pokłony i palenie długich kadzideł. Inna sprawa, iż nie czułam duszy w tym miejscu. Całość wydaje się dosyć sztuczna i posiadająca drugie dno. Brakuje mnichów ubranych w tradycyjne szaty, które zostały zastąpione przez bordowo-czarne uniformy. Podobno Pałac wykorzystywany jest przez chińskie władze jako świadectwo wolności
    religijnej w Państwie Środka. Przedstawienie na pokaz.

    Konfucjusz
    Świątynia słynnego filozofa cieszy się mniejszym powodzeniem wśród turystów. Aczkolwiek duże grupy Chińczyków, ubrane w jednakowe czapeczki raz po raz nacierają z oprowadzającymi je przewodnikami. Śmieszne i uciążliwe. Położony w cieniu starych, powyginanych cyprysów obiekt jest
    drugim najważniejszym w kraju. Można zapoznać się z historyczna postacią oraz podstawami filozofii konfucjańskiej w niewielkim muzeum. W świątyni tubylcy oddają z szacunkiem hold mistrzowi. Na zewnątrz tradycyjne, charakterystyczne zdobienia wieńczące budynki bajkowo wyglądają w blasku zachodzącego słońca. Pod koniec dnia miejsce zyskuje niezwykły spokój i cisze.

    Park Jingshan
    Podejście nr 1 do zobaczenia Zakazanego Miasta. Po ujrzeniu wielkości oraz zorientowaniu się, ze trzy godziny nie wystarcza rezygnujemy. Idziemy do parku naprzeciwko. Za dwa yuany spacerujemy wśród wiekowych drzew, po zadbanych, równiutkich ścieżkach. Cesarsko. Z Węglowego Wzgórza roztacza się rozległy widok na dachy Zakazanego Miasta i panoramę całego Pekinu z przykuwającą uwagę Białą Dagoba. Błękitne niebo w stolicy Chin chyba nie występuje. Kolejny dzień słońce przebija się przez warstwę mglistej mazi. Niedaleko wyjścia z tej zielonej enklawy dwie Chinki ćwiczą tai chi do muzyki z magnetofonu. Zdają się nie zwracać uwagi na gapiów. Zresztą widok gimnastykujących się mieszkańców, zwłaszcza starszych osób jest powszechny. Emeryci przesiadują na parkowych ławeczkach, rozmawiają, graja, relaksują się. Zastanawiam się co oznacza chodzenie i długie klaskanie w dłonie. Najlepiej zajrzeć do parku wczesnym rankiem i zjeść śniadanie przyglądając się porannym ćwiczeniom.

    Ten plac, to miejsceO godzinie ósmej Tiananmen jest zamykany a ludzie proszeni o opuszczenie placu.
    Najważniejszy punkt programu - Tiananmen. Przechodzą mnie ciarki. Stanę w miejscu tragicznych wydarzeń sprzed 21 lat. Popołudniowa pora przed słynną Brama Niebiańskiego Spokoju ze słynnym portretem Mao Zedonga kłębią się tłumy. Wszyscy chcą zrobić zdjęcie. Dookoła wzmożone posterunki policyjne i funkcjonariusze w cywilnych ubraniach. Bacznie obserwują poczynania przechodniów. Nie ma ograniczeń w fotografowaniu, nawet policji. Brama, z której Mao proklamował Republikę Chin 1 października 1949 roku w 1989 roku była bombardowana przez demonstrantów jajkami. Dzisiaj pełni funkcje symboliczna i jest popularna atrakcja turystyczna. Kierujemy się na największy plac świata. Żeby wejść trzeba przejść przez check point i prześwietlić bagaż. Jestem TU. Jestem na Tiananmen! Zero policyjnej presji na pierwszy rzut oka. Od razu strzelam fotkę z buddyjskimi mnichami. Wymowna sytuacja. Atmosfera spacerowo-piknikowa. Rodziny z dziećmi (z jednym jak nakazuje polityka) i głównie chińscy turyści. W tle piękny zachód słońca. Sielanka. Siadam na ziemi i po prostu się rozglądam. Totalny luz. Fotografuję bez skrepowania. Dopiero po dłuższej chwili rzucają się w oczy tajniacy, wozy policyjne i kamery. Big Brother. Później się dowiedziałam, ze normalni Chińczycy na Tiananmen nie przychodzą i ze każdy centymetr placu podlega ścisłej kontroli służb bezpieczeństwa. Władze doskonale dostosowały najbardziej polityczne miejsce w pastwie do potrzeb zwiedzających.

    O godzinie ósmej Tiananmen jest zamykany a ludzie proszeni o opuszczenie placu. Kiedy policjant podchodzi i nakazuje wyjście Chińczycy wykonują w mig polecenie. Jak poparzeni ogniem. My się lekko ociągamy, ale robimy to samo. Wieczorem wszystkie budynki zostają podświetlone. Przed
    wizerunkiem Mao tryska fontanna w takt muzyki. Show w miejscu tragedii. Odchodzę z mieszanymi uczuciami z serca komunistycznych Chin. Znika za mną portret Mao i Tiananmen z Mauzoleum Wodza, Monumentem Ludowych Bohaterów, siedziba parlamentu, Muzeum Narodowym i innymi "ważnymi" siedzibami.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama