Gazeta Wrocławska » Blogi » Siatkarka w Państwie Środka » Znaleźć nocleg w 15 milionowym mieście

Znaleźć nocleg w 15 milionowym mieście

Data dodania: 2010-06-27 21:54:44 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-06-27 21:57:54

Gazeta Wrocławska

Katarzyna Mroczkowska

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Znaleźć nocleg w 15 milionowym mieście

Pociąg dotarł do celu. Wysiadłyśmy na nowoczesnym, wręcz błyszczącym dworcu kolejowym. Wow. Jeszcze na takim nie byłam. Idziemy za tłumem do wyjścia. Na zewnątrz budynku pojawia się ogromny plac nabity ludźmi. Tłok niesamowity.

Mimo tego czujemy się bezpiecznie. Nikt nie jest natarczywy. Lekko zdezorientowane w ogólnym położeniu robimy fotki. Kręcimy się w kolko z myślą w głowie: "Ok, co tu dalej robić?". W gąszczu chińskich krzaczków staramy się odnaleźć informacje turystyczna. Porażka. Ale i śmiech kiedy widzę "białych" turystów kierujących swoje pierwsze kroki do KFC. Haha. Chłopaki nie wiedzą od czego zacząć.
∨ Czytaj dalej
Nam idzie coraz lepiej. W banku dostaje yuany z wizerunkiem Mao na każdym. Banknot o wartości 50 ma na odwrocie Pałac w Lhasie... Przy pomocy przewodnika LP obieramy kurs na hostel o dobrze brzmiącej nazwie "Lama Temple". Lśniące metro nie stwarza żadnych problemów. Automaty na bilety z językiem angielskim, przejrzyste mapy, żadnego menelstwa. Hostel okazuje się strzałem w dziesiątkę. Lokujemy się w czteroosobowym, malutkim pokoju. Jest czysto i co najważniejsze niedrogo.

Hutongi i mahjong
Pierwsze dni przynoszą wiele wrażeń. Wszystko wydaje się nowe, inne, nieznane. Mieszkamy w pobliżu buddyjskiej świątyni i w okolicy hutongow. Bliskość "Lama Temple" powoduje duży przemiał turystyczny, ale zapach kadzideł wynagradza ten dyskomfort. Wystarczy odbić w boczna uliczkę, a znajdujemy się w odmiennych świecie. Tradycyjna zabudowa, która znika z powodu modernizacyjnych zmian uwodzi swoją niezwykłą atmosferą. Niskie domki, restauracyjki, małe warsztaty, stoliki z grającymi w mahjonga. Ci, którzy mieszkają w nowym budownictwie zasiadają po prostu na chodnikach bądź sklepowych schodach. Głównie starsi ludzie i matki z dziećmi. Szybkie przekształcenia zapomniały o wielowiekowych zwyczajach i nie dały mieszkańcom publicznej przestrzeni w zamian. Wieczorem ulica czerwieni się setkami lampionów. Nawet ruch uliczny lekko zwalnia.
Napisy w literach łacińskich są rzadkością, znajomość języka angielskiego również. Ratunkiem okazują się karteczki z napisanymi po chińsku wyrażeniami
Lekcje survivalu
Zaliczamy pierwsze lekcje z radzenia sobie w Chinach. Napisy w literach łacińskich są rzadkością, znajomość języka angielskiego również. Ratunkiem okazują się karteczki z napisanymi po chińsku wyrażeniami. Ich kolekcja codziennie się powiększa. Dzięki karteczkom udało się zjeść obiad. Dla Chińczyków ryby są wegetariańskie. W menu królują potrawy mięsne i bardzo mięsne. Los wegetarianina w Państwie Środka wystawiany jest na wiele prób. Los przewodu pokarmowego też, bo polskie pikantnie to tutaj łagodnie. Musimy przywyknąć do plucia, takiego głębokiego i z chrząknięciem. Występuje wszędzie i bez oporów. Fuj. Kaskaderskie
przejścia przez ulice zostały już opanowane. Wydaje się, że na skrzyżowaniach nie panują żadne reguły. Światło czerwone czasami nic nie oznacza. Każdy dzień przynosi więcej zdziwień i zaliczonych lekcji. Firewall nie pozwala na odwiedziny witryn Facebooka, Twittera czy blogów na Google. Mój blog na Wordpressie otwiera się w żółwim tempie. Do obejścia zakazów służą specjalne wtyczki, do których ma się dostęp już po kilku dniach pobytu w Chinach. Wystarczy troszkę cierpliwości i dobry sprzęt.

Szaszłyki z karaluchów
Pół tygodnia pozwoliło na zetkniecie się z rzeczami dla mnie przerażającymi i okrutnymi. Najpierw zupełnie przypadkiem trafiłyśmy na Wangfujing Dalje. Duży, handlowy deptak ze straganami i "przysmakami" w bocznych alejkach. Jak wejście do domu strachów w wesołym miasteczku. Sprzedawcy serwowali szaszłyki ze wszystkiego: jeszcze poruszających się żyjątek podobnych do małych skorpionów, karaluchy, świerszcze, jakieś larwy, pająki, skorpiony, jaszczurki, ptaki wielkości gołębia, zawinięte kraby czy raki. Oprócz tego wszelkie owoce morza oraz pieczone lub podane w innej formie, nie chce wiedzieć co. Szok. Innym razem na lokalnym ryneczku napotkałam na stoisko rybne. Kobieta z nożem w reku raz po raz zdzierała łuski z jeszcze żywych ryb. Jeszcze trzy machnięcia ostrzem i towar gotowy do sprzedaży. Polskie Boże Narodzenie maja w Państwie Środka cały rok. Zresztą widok żywych homarów w styropianowych lodówkach nie należy do rzadkości przed restauracyjnymi witrynami. Straszne. Do pełnej gamy brakuje chyba tylko kota, psa i węża. Przyprawione ślimaki, kaczki, ośmiornice, krewetki, dziwne ryby już były. To nie jest to co tygrysy lubią najbardziej.
1 2 »

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Gazeta Wrocławska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Wrocławska", poniedziałek 21.11.2011

Kup e-wydanie

Prenumerata:

"Gazeta Wrocławska"
Dział Prenumeraty
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
071 374 81 15
p.jastrzebska@
gazeta.wroc.pl

Prenumerata domowa
Prenumerata teczkowa

Zamów prenumeratę

Reklama:

"Gazeta Wrocławska" Biuro Reklamy
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 374 82 49
faks 071 374 81 35

reklama.wroclaw@
polskapresse.pl

Więcej o reklamie (kliknij)

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

"Gazeta Wrocławska"
ul. św. Antoniego 2/4
wejście B, III piętro
50-073 Wrocław
71 37 48 151

Kontakt z nami (kliknij)



Reporter dyżurny
71 37 48 205

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy wybierasz się na pierwsze zakupy do Sky Tower?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaWroclawska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.