We Wrocławiu powstaje spektakl o karze śmierci

    We Wrocławiu powstaje spektakl o karze śmierci

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    W czasach PRL każdy mógł zostać skazany na śmierć. We Wrocławiu kręcony jest o tym spektakl "Golgota".
    Jeśli drobne przestępstwo oficer Urzędu Bezpieczeństwa uznał za sabotaż, winnemu groziła kara śmierci. Straszne, powojenne czasy na Dolnym Śląsku pokaże spektakl telewizyjny "Golgota wrocławska", kręcony właśnie we Wrocławiu.
    Jej scenariusz napisali Piotr Kokociński (autor "Samowolki" i "Misia Kolabo") oraz Krzysztof Szwagrzyk, badacz komunistycznych struktur aparatu represji w Polsce i podziemia niepodległościowego na Dolnym Śląsku.
    Pracuje w Instytucie Pamięci Narodowej. Dramatyczna opowieść o losach Henryka Szwejcera, powstańca śląskiego i oficera Armii Krajowej, po wojnie dyrektora administracyjnego Zjednoczenia Węglowego i Komunalnej Kasy Oszczędności, została oparta na faktach.

    Krzysztof Szwagrzyk, pisząc rozprawę doktorską, badał archiwa prokuratorskie. W nich odkrył koperty i protokoły wykonania kary śmierci, dotyczące spraw z przełomu lat 1949/1950. Listy, które skazani napisali do rodzin, nie zostały do nich wysłane. Po latach ujrzały światło dzienne.
    Henryk Szwejcer został zabity strzałem w tył głowy. Szwagrzyk twierdzi, że Wojskowy Sąd Rejonowy, powołany w 1946 roku, orzekł 305 wyroków śmierci, z czego wykonano 136. Niewinnych ludzi zabijano głównie w więzieniu przy ulicy Kleczkowskiej.
    - Ta sprawa zaczęła się od drobnego przestępstwa - opowiada Piotr Kokociński. Gerlich, pracownik Zjednoczenia Węglowego w Wałbrzychu, zdefraudował drobną kwotę przeznaczoną na pocztowe opłaty. UB zrobił z tego sabotaż - dodaje.

    Oskarżeni zostali: Szwejcer, Gerlich i Władysław Czarnecki. Do wszystkiego się przyznali, a ich zeznania były wymuszane torturami. Kokociński: - Nie zachowały się akta sądowe, ale z lektury akt prokuratorskich widać, jak się na początku nie przyznają, jak lawirują, żeby uniknąć dalszych tortur, a ubecy tak ustawiają przesłuchania, by wyszła sprawa o sabotaż. I Czarnecki, i Szwejcer byli na celowniku UB. Czarnecki w czasie wojny był w Narodowych Siłach Zbrojnych, a tuż po wojnie w Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym. Ubecja go szukała. Szwejcer, powstaniec śląski i akowiec, przedwojenny biznesmen, nie mógł podobać się nowej władzy, choć ta po wojnie ściągnęła go na Dolny Śląsk, by uruchomił przemysł węglowy.

    Szwejcera zagra Adam Ferency, jego żonę Różę (też działała w AK) Kinga Preis. Po śmierci męża Róża zostaje z dwójką dzieci i nigdy nie dowiaduje się, gdzie został pochowany jej mąż.
    Tortury były naprawdę wymyślne: wyrywanie paznokci, osadzanie w tzw. kantówce, celi o rozmiarach "psiej budy" z cegieł ułożonych tak, by wrzynały się w każdy centymetr ciała. Zdjęcia kręcone są m.in. w więzieniu przy Kleczkowskiej, w Ossolineum, w dawnym szpitalu przy ul. Poniatowskiego i na cmentarzu Osobowickim.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama