To był koniec złudzeń

    To był koniec złudzeń

    Włodzimierz Suleja

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Z Włodzimierzem Suleją, historykiem, dyrektorem wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Małgorzata Matuszewska
    Słuchał Pan kiedyś księdza Popiełuszki?
    Tylko nagranych wypowiedzi, najpierw w niezależnym obiegu, po latach dostępnych dla wszystkich. Więcej jego kazań czytałem, niż słuchałem.

    Głos księdza Popiełuszki pasował do Jego wizerunku?
    Słuchałem nagranych głosów wielu postaci historycznych. Czasem zdumiewa, jak nie przystają one do wizerunków właścicieli głosu. Głosy wielu osób zmieniają obraz postaci historycznie znaczącej.

    Czyje to głosy?
    Słuchałem nagrań wypowiedzi: marszałka Piłsudskiego, generała Sikorskiego i innych. Szczególne wrażenie robią nagrania agresywnych wystąpień Hitlera czy spokojne, emanujące ciepłem nagrania głosu Stalina.
    Czasem w zupełnie nietypowy sposób przekładają się na to, z czym rzeczywiście mamy do czynienia. W przypadku księdza Popiełuszki ważniejsze niż wytwarzanie emocji było docieranie do zwykłego odbiorcy. To, co mówił, było proste i jednocześnie - łatwiej to zauważyć w tekstach czytanych - mające głębokie przesłanie.

    Jego myślenie było podobne do przeciwstawiania się władzy przez bierny opór, praktykowany przez Gandhiego?
    To porównanie jest zawodne, bo filozofia działania, obecna w wypowiedziach księdza Jerzego, może być odbierana jako opozycyjna wobec nurtów dominujących w historii Polski. Dla części jego odbiorców ważna była filozofia walki, stawianie oporu. On się nie wycofywał z walki do końca, proponował tylko inny sposób jej prowadzenia.

    Umarł, kiedy zdawało się już, że władza poluzowała więzy.
    Zginął w czasie, kiedy - jak można było dostrzegać w 1984 roku - władza pozbyła się szczególnie aktywnej opozycji. Rzeczywiście, od lata i jesieni 1984 roku władza czuła się pewniej. I wtedy właśnie ginie ksiądz Popiełuszko, co zmienia całą optykę.

    Jak to wpłynęło na ludzi?
    Na pewno wpłynęło to nie tyle na zaostrzenie nastrojów społecznych, bo brak zaufania do władzy był stanem stałym. Nie bez przyczyny nawet ci kapłani, którzy uwikłali się we współpracę z władzami, wtedy z niej rezygnowali. Jest bardzo ewidentny przykład, nie będę przywoływał powszechnie znanego nazwiska, ale motyw śmierci księdza Popiełuszki wypłynął nawet w rozmowach z ówczesnym oficerem prowadzącym owego współpracownika. Najczęstsze wyrejestrowania z grona współpracowników Służby Bezpieczeństwa były jesienią 1984 roku.

    Pamięta Pan reakcje ludzi?
    Pamiętam, ale na reakcje nakładają się późniejsze rzeczy, także medialne, wykreowane wizerunki. Zaskoczeniem było, że takie metody są realne i mogą stać się rzeczywistością w końcu XX wieku. Towarzyszyła temu niewiara, że osoby pokazane palcem jako sprawcy są jedynymi sprawcami. To przekonanie funkcjonuje do dziś.

    Wiemy wszystko o zabójstwie?
    Wiemy więcej. Wciąż toczy się śledztwo. Wiemy dość dobrze, co się działo, ale mamy wątpliwości co do daty śmierci. Żyjący bezpośredni sprawcy nie chcą pomóc w pogłębieniu wiedzy. Odsłonięcie mechanizmu, sznurków i osób, które nimi pociągały, jest trudne, choć nie twierdzę, że niemożliwe. Mam nadzieję, że zagadki zostaną kiedyś rozwiązane.

    Rozmawiała Małgorzata Matuszewska

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama