Jelenia Góra: Chciał odwołać prezydenta, teraz sam ma...

    Jelenia Góra: Chciał odwołać prezydenta, teraz sam ma problemy

    Rafał Święcki

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Dane osobowe dwóch tysięcy jeleniogórzan zalała woda z pękniętej rury.
    Szef Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Osób Bezrobotnych, który próbował zorganizować referendum w sprawie odwołania prezydenta Jeleniej Góry, znowu ma problemy. Nie rozliczył się z dwóch tysięcy podpisów złożonych przez jeleniogórzan pod wnioskiem o głosowanie. Prawdopodobnie będzie musiał się tłumaczyć z tej akcji przed sądem.

    Jeleniogórska policja wszczęła śledztwo w sprawie naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych.
    Do Prokuratury Rejonowej wpłynęło bowiem doniesienie z Państwowej Komisji Wyborczej w Jeleniej Górze. Jędraszko powinien tam złożyć listy z nazwiskami, dokładnymi adresami, numerami PESEL i podpisami osób, które poparły inicjatywę referendum.
    Nie zrobił tego, choć komisarz wyborczy, zanim zawiadomił prokuraturę, przypominał mu o tym obowiązku.

    - Wysłaliśmy taką informację 17 marca i czekaliśmy ponad miesiąc na przesłanie dokumentów. Według ustawy o referendum lokalnym wykazy z podpisami są dokumentami referen-dalnymi i jako takie wymagają przekazania, nawet jeśli nie udało się zebrać wymaganego poparcia. W takim przypadku wykazy są komisyjnie niszczone - tłumaczy Janina Nowakowska, dyrektor biura Państwowej Komisji Wyborczej w Jeleniej Górze.

    Prokurator rejonowy Adam Kurzydło dodaje, że to dane wrażliwe, które podlegają ochronie. - Dlatego każda z osób, które złożyły podpisy, mogłaby złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - tłumaczy.

    Janusz Jędraszko przyznaje, że inicjatywę referendum poparło około dwóch tysięcy jeleniogórzan. By zorganizować głosowanie, konieczne było ok. 7 tysięcy podpisów. Na ich zbiórkę miał 60 dni. - Możliwe, że byliśmy zbyt mało aktywni, akcja była słabo rozpropagowana - uważa szef stowarzyszenia bezrobotnych.Janusz Jędraszko przyznaje, że inicjatywę referendum poparło około dwóch tysięcy jeleniogórzan

    Dlaczego nie zwrócił wykazów? - Byłem chory, nie odebrałem korespondencji z poczty. Nie wiedziałem, że mam przekazać te listy. Poza tym część wykazów uległa zniszczeniu - tłumaczy Jędraszko. Jak mogło do tego dojść? Według niego dokumenty zostały zalane. W biurze stowarzyszenia bezrobotnych pękła rura i zalała stojący na podłodze karton z papierami.
    Jędraszko zapewnia, że ocalałe listy z podpisami już przekazał policji. Jednak zrobił to dopiero wtedy, gdy powiadomiono prokuraturę. Jeśli sprawa trafi do sądu, Jędraszce grozi grzyw-na, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

    Miał kłopoty

    Janusz Jędraszko miał już wcześniej problemy związane z próbą zorganizowania referendum. Oskarżał prezydenta Marka Obrębalskiego (PO), że ten mści się za zbieranie podpisów pod wnioskiem. Władze miasta, zdaniem Jędraszki, w akcie zemsty odmówiły sfinansowania transportu żywności, którą członkowie stowarzyszenia bezrobotnych rozdają najbiedniejszym.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama