Lubiniance odebrano syna bez uprzedzenia

    Lubiniance odebrano syna bez uprzedzenia

    Agata Grzelińska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Chłopiec trafił z przedszkola do domu dziecka. Matka Patryka nie rozumie, jakie sąd miał powody
    Angelika Pakiet z Lubina nigdy nie zapomni dnia, w którym odebrała dramatyczny telefon od swojej matki.

    - Mama poszła do przedszkola po Patryka i tam usłyszała, że mojego synka nie ma, bo został odwieziony do domu dziecka w Ścinawie - ze łzami w oczach opowiada lubinianka. - Czy jako matka nie powinnam być uprzedzona, że ktoś zabiera z przedszkola moje dziecko? Jak sąd tak może postępować?

    Kobieta jest zrozpaczona. Opowiada, że po rozstaniu z ojcem Patryka oboje walczyli o synka. - Gdy ojcu Patryka urodziło się dziecko z nowego związku, przestał się interesować naszym synem, a mnie został kurator - mówi pani Angelika. - Pierwsza kuratorka nie miała zastrzeżeń. Widziała, że jestem dobrą matką. Problem zaczął się, gdy zmieniliśmy adres. Nowa kuratorka twierdzi, że jestem alkoholiczką, że mam złego narzeczonego, że synek chodzi głodny. To są bzdury.

    Kobieta przyznaje, że w kilku sytuacjach nie wypadła korzystnie. Ale, jak twierdzi, to jeszcze nie powód, by jej odbierać dziecko. - Kuratorka kiedyś przyszła, gdy byłam chora, i uznała, że śpię po libacji alkoholowej - mówi mama 5-latka.

    Sąd podjął decyzję na podstawie wywiadu środowiskowego sporządzonego przez doświadczonego kuratora.- Kiedyś syn spadł z sanek, miał naderwane ucho, więc w przedszkolu uznano, że był pobity i zawiadomiono policję. Sprawę umorzono. Lubinianka pokazuje pokój syna, a w nim dużo zabawek, książeczek i mnóstwo zdjęć uśmiechniętego chłopca. Na ścianie duży plakat z podobizną Patryka i napisem "Przedszkolak Roku 2010". - Tak wygląda nieszczęśliwe dziecko? - pyta retorycznie.

    Rzecznik Sądu Okręgowego w Legnicy tłumaczy, że sąd miał poważne podstawy, by zdecydować o umieszczeniu chłopca w domu dziecka.

    - Sąd nie działał pochopnie - zapewnia sędzia Paweł Pratkowiecki. - Podjął decyzję na podstawie wywiadu środowiskowego sporządzonego przez doświadczonego kuratora. Były w nim niepokojące informacje.

    14 czerwca odbędzie się rozprawa, na której sąd zdecyduje o dalszych losach chłopca. Matka złożyła zażalenie. Ma ono być wkrótce rozpatrzone.

    - Chciałabym, by chociaż do czasu rozprawy wrócił do domu - mówi pani Angelika. - Na razie jeżdżę do niego codziennie i staram się go uspokajać. Zrobię wszystko, by go odzyskać.

    Do domu dziecka chłopca odwiozła kuratorka z pracownikiem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. By czuł się raźniej, dyrektorka przedszkola wysłała też jedną z przedszkolanek.

    - To dla niego trudna sytuacja - jest zaniepokojony, ale radzi sobie dobrze, nie płacze - opowiada Małgorzata Bałasz, dyrektor Domu Dziecka w Ścinawie. - Cieszy się, gdy mama przyjeżdża. Lepiej znosi tę rozłąkę niż ona.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama