Walka z chaosem reklamowym

    Walka z chaosem reklamowym

    Hanna Wieczorek

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z Beatą Urbanowicz, wrocławskim plastykiem miejskim.
    Co Panią, jako plastyka miejskiego, najbardziej razi we Wrocławiu?

    Hmmm. Chaos reklamowy, z którym bardzo trudno walczyć.

    Dlaczego?

    Firmy, które reklamują się we Wrocławiu, nawet chcą z nami współpracować. Często poddają się ustanowionym przez nas rygorom. Jednak chcą zachować jak najwięcej miejsc reklamowych, co jest zrozumiałe, bo to się wiąże z pieniędzmi, miejscami pracy. Musimy się z nimi układać i to układanie będzie trwało, dopóki nie znajdą sobie innego miejsca do wyrażania się w reklamie. Już teraz niektórzy przedsiębiorcy mówią mi, że szukają nowych rozwiązań. Na przykład współpracują z MPK, umieszczając ogłoszenia w tramwajach. Bo tam są pasażerowie, którzy nudzą się, gdy nie patrzą przez okna. I wtedy oglądają reklamy wewnątrz tramwaju.

    Co Pani rozumie przez chaos reklamowy?

    Nie została jeszcze uporządkowana sprawa wielkości reklamy, miejsc, gdzie ona ma być umieszczana, ilości reklam. Najłatwiej jest poradzić sobie z tymi problemami na własnym - czyli komunalnym - terenie. I właśnie to robimy. Prezydent znowelizował wprawdzie zarządzenie w tej sprawie, ale dotyczy ono tylko gruntów i nieruchomości miejskich. Jednak i tutaj natykamy się na bariery. Trudno na przykład dotrzeć do każdego pracownika Zarządu Zasobów Komunalnych, który reprezentuje miasto we wspólnotach mieszkaniowych. A jest to potrzebne, po to, żeby wytłumaczyć, że nie można się zgadzać na każdy pomysł.

    W całym Wrocławiu mają być reklamy takiej samej wielkości?

    Nie, skądże. Im bardziej zbliżamy się do centrum, tym reklama jest mniejsza, bliższa człowiekowi, który przemieszcza się pieszo. A im dalej od centrum, tym reklamy są większe i bardziej od siebie oddalone. Tak, by jadący samochodem był w stanie zauważyć, co reklamodawca chce mu przekazać.

    A więc na Ostrowie Tumskim reklamy nie dość, że mają być dostosowane do charakteru miejsca, to jeszcze niezbyt duże?

    Na Ostrowie Tumskim to ja nie widzę miejsca na żadne reklamy.

    Są rejony miasta, w których nie powinno być reklam?

    Oczywiście, to właśnie jest Ostrów Tumski i Rynek, w którym jest mnóstwo dzikich reklam. Takich wiszących na sznurkach banerów reklamujących szkoły językowe albo tłumaczenia. Każdy zresztą ogłasza się z tym, co ma. A ja właśnie zabieram się do zrobienia z tym porządku.

    Reklama ma być ładna, dla ludzi i dopasowana do miejsca, w którym się znajduje. A teraz jest?

    Brzydka. Jeżeli ktoś ma wyczucie estetyczne, to myśli sobie na jej widok: "ojejku". Na szczęście to się już zmienia. Przychodzą do mnie ludzie i mówią, że muszą zrobić coś nowego, innego. Ponieważ to, co było dobre jeszcze dziesięć lat temu, dzisiaj już nie wystarcza.

    Co jest najtrudniejsze w tych wielkich porządkach reklamowych?

    Przekonanie ludzi, że jeśli reklama, nawet bardzo ładna i kolorowa, zakrywa ciekawe elementy architektury, to i tak jest gorsza od tej architektury. Mieszkańcy naszego miasta powinni mieć świadomość, że nie wolno niczym zakrywać wrocławskich elewacji.

    Ma Pani narzędzia do walki z brzydką reklamą?

    Jeśli mówimy o wrocławskim Rynku, to tak. W miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla Rynku zapisano zakaz wywieszania reklam, wobec tego mam prawo zażądać zdjęcia jej. A jeśli mimo to reklama nie zniknie, sprawę przekazuję powiatowemu inspektorowi nadzoru budowlanego, który zajmie się wyegzekwowaniem zapisów planu.

    A co się stanie, jeśli miasto będzie chciało remontować Sukiennice i jakiś inwestor da ogromne pieniądze, by na rusztowaniach zawisła jego reklama?

    Uchwała w sprawie reklam na siatkach ochronnych jest teraz w rękach radnych. Ale mamy już pierwsze jaskółki zwiastujące zmiany. Myślę tu o remontowanym gmachu Ossolineum. Tam na siatkach, oprócz reklamy, widać odwzorowanie elewacji budynku.

    Nowa uchwała nakazuje odwzorowanie elewacji na każdej siatce?

    Tylko wtedy, jeśli oprócz tego będzie tam reklama. W innym przypadku nie ma potrzeby pokazywania zakrytej elewacji.

    A co z takimi budynkami, jak Cuprum? Opakowanymi reklamą jak cukierek papierkiem?

    Uważam, że nawet zła architektura jest lepsza niż takie opakowanie.

    Przemawia przez Panią architekt.

    Jak najbardziej.

    Jeżeli w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego są zapisy dotyczące reklamy, może Pani na nią wpływać. A jeśli takiego planu nie ma?

    Rozmawiam i namawiam zainteresowanych na wprowadzenie zmian. Na przykład spółdzielnia Wrocławski Dom ma działkę przy ruchliwym skrzyżowaniu ulic Żmigrodzkiej i Kasprowicza. Teren wydzierżawiła prężna firma reklamowa i postawiła tam prawdziwy las reklam. Gołym okiem widać było, że nikt tam już nad niczym nie panował.

    I co Pani zrobiła?

    Poprosiłam szefów spółdzielni o rozmowę. Okazało się, że prezes prywatnie jest moim kuzynem. Spotkałam się ze wszystkimi zainteresowanymi i przekonałam ich, że panuje tam straszny bałagan reklamowy. Firma dzierżawiąca ten teren zadeklarowała, że zastanowi się nad nowym rozplanowaniem reklam i przyjdzie do mnie omówić projekt. Tak, żeby spółdzielnia miała pieniądze, a firma zbyt wiele na tym nie straciła.

    A co Pani zrobi, jeśli prezesem spółdzielni nie będzie prywatnie Pani kuzyn?

    Będę mogła pokazać mu przykład godny naśladowania i udowodnię, że przy dobrej woli wszystkich zainteresowanych stron można dojść do sensownego kompromisu.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama