Z polskiego na nasze - Chciejstwo nasze narodowe

    Z polskiego na nasze - Chciejstwo nasze narodowe

    Andrzej Górny

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Tak byśmy chcieli, aby nas w świecie kochali, szanowali, podziwiali. Było ku temu w historii kilka okazji, ale trwały krótko i szybko ustępowały starym stereotypom o polskich porządkach, polskim pieniactwie, pijaństwie, złodziejstwie i głupocie.
    Może i były wymyślane przez specsłużby Bismarcka, Hitlera i Stalina, ale kto pisywał amerykańskim showmanom teksty polish jokes?

    Skąd ta pogarda wobec nas w państwie tak, do niedawna, przez Polaków podziwianym i uważanym za wzór wolności i demokracji? Po co to zresztą roztrząsać, jeśli i my sami siebie nie szanujemy, a nasz najbardziej kultowy bohater - marszałek Piłsudski mawiał, że Polacy to naród idiotów???

    Jednak chciejstwo mocniejsze jest od logiki i od faktów, bo bardzo chcemy widzieć się lepszymi, niż nam skrzeczy pospolitość.

    Do grona optymistów wieszczących, iż smoleńska tragedia poprawi i zjednoczy rodaków, dołączył kilkadni temu marszałek Sejmu Komorowski. Kandydat PO na prezydenta dostrzegł jasną twarz naszego narodu i jego zdolność (kolejną) do solidarności. Było też o testamencie marzeń tudzież o kraju bezpiecznym i nowoczesnym.

    Co innego zresztą mógł powiedzieć wyborcom człowiek, który lada moment będzie się ubiegał o ich głosy?

    Inni nie mają takich ograniczeń. Chamska piosneczka Wojewódzkiego i Figurskie-go czy tendencyjny knot filmowy Stankiewicz i Pospieszalskiego, w którym zawodowy aktor wciela się w postać przypadkowego człowieka z ludu snującego spiskową teorię katastrofy, to tylko niektóre przykłady żerowania hien cmentarnych. Oni przynajmniej na tym zarobią albo podliżą się odpowiedniej formacji politycznej.

    Ale w długi weekend spotykałem wiele osób spośród rodziny i znajomych, ludzi apolitycznych lub zaangażowanych, dość kulturalnych, często wrażliwych. I to właśnie z ich ust usłyszałem najświeższe dowcipy na temat katastrofy i jej ofiar. Nie przytaczam tych żartów, bo uważam je za niestosowne, a zdarzały się i całkiem obrzydliwe. Do grona optymistów, wieszczących, iż smoleńska tragedia poprawi i zjednoczy rodaków, dołączył Bronisław Komorowski

    Żaden, co prawda, nie dorównywał internetowemu wpisowi jakiegoś "przyjaciela Moskala", który ubolewał, że wszyscy zginęli na miejscu, bo jakby jacyś przeżyli, to on by ich dobił saperką. Ale śmiechy z pogrzebu o czymś świadczą. Czy o kompletnej znieczulicy, czy o próbie odreagowania i leczenia traumy, niech się wypowiadają psychiatrzy. Mnie pozostaje niesmak.
    Pogłębiany przez zamęt informacyjny, bo wciąż mnożą się znaki zapytania i praktycznie nic nie wiemy. Sporna jest nawet godzina katastrofy, a pojawiła się też w kabinie pilotów piąta osoba, której tam nie powinno być.

    Czy prawda ujrzy kiedyś światło dzienne? A może sprawa dołączy do nigdy niewyjaśnionych śmierci Sikorskiego czy Kennedy'ego?

    Trzeci z rzędu tekst poświęcam temu samemu tematowi, właściwie wbrew sobie. Wolałbym się od niego oderwać, zapomnieć, zająć czym innym. Ale wciąż mam wrażenie, że nadal niczego ważniejszego nie ma. Jak wielu zapewne Polaków, chciałbym się wreszcie dowiedzieć i zrozumieć. Pełna świadomość, że nie zawsze chcieć to móc, kiedyś pewnie nadejdzie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama